Po zaledwie trzech miesiącach od zaprzysiężenia prawicowy rząd Rumunii kierowany przez Ludovica Orbana przegrał w parlamencie głosowanie w sprawie wotum nieufności. Pozostaje jednak faworytem nieuchronnych przedterminowych wyborów.

Wniosek o wotum nieufności zgłosiła Partia Socjaldemokratyczna (PSD) – formacja, która z deklarowaną w nazwie ideologią ma dość luźny, chociaż mimo wszystko jakiś związek. Zdobyła poparcie deputowanych UDMR, partii reprezentującej mniejszość węgierską. Do wygrania wczorajszego głosowania potrzebne były 233 głosy – padło ich przeciw rządowi 261.

Upadek rządu wydaje się dla tworzącej go Partii Narodowo-Liberalnej (PNL) nie taką znów złą wiadomością. Sondaże dają jej nawet 47 proc. poparcia, czyli dwa razy więcej, niż PSD. Rumuńskie media informowały nawet na początku roku, że między prawicowym premierem a takim samym prezydentem Klausem Iohannisem doszło do spotkania, podczas którego zastanawiano się, jak sprowokować przedterminowe wybory.

Dlaczego PSD podjęła tę grę? Wniosek o wotum nieufności został zgłoszony po tym, gdy rząd zgłosił propozycję zmian ordynacji wyborczej na wybory samorządowe. Szefowie miejskich i wiejskich samorządów (w Rumunii na wszystkich poziomach samorządu nazywa się ich primar) mieliby być wybierani w dwóch turach, nie w jednej. – Gdyby ta zmiana przeszła, PSD straciłaby bardzo dużo – komentuje w rozmowie z Portalem Strajk Władimir Mitew, lewicowy bułgarski dziennikarz specjalizujący się w sprawach Rumunii. – PSD jest mocna w samorządach, a później te lokalne wpływy wykorzystuje, by maksymalizować poparcie w wyborach parlamentarnych. To mechanizm, który wytworzyli jeszcze wtedy, gdy partią kierował Ion Iliescu [bezpośrednio po upadku Ceausescu – przyp. MKF]. W Rumunii panuje przekonanie, że jeśli primar i prawosławny duchowny wspólnie popierają PSD, to są w stanie przekonać większość mieszkańców do głosowania na tę partię.

Władimir Mitew jest również pewien, że warto poważnie potraktować podejrzenia, które pojawiały się m.in. na łamach rumuńskiego wiodącego dziennika „Adevarul”. W ich myśl tymczasowy lider PSD Marcel Ciolacu zakulisowo dogaduje się z Ludovikiem Orbanem, bo obydwu partiom byłoby na rękę zakonserwowanie duopolu i wyeliminowanie ze sceny politycznej słabszych konkurentów. Chodziłoby przede wszystkim o centroprawicowy, przedstawiający się jako antyestablishmentowy Związek Zbawienia Rumunii (USR), który zdobył cztery mandaty w ostatnich eurowyborach, ale słabnie i może nie przetrwać przedterminowego głosowania. Równocześnie w samej PSD nie ma jedności. Jedna frakcja związana jest z byłym przewodniczącym Liviu Dragneą, prawomocnie skazanym za korupcję, druga skupia się wokół Ciolacu, a ten potrzebuje przed zaplanowanym na luty kongresem partyjnym jakichkolwiek szybkich sukcesów.

Zanim dojdzie do przedterminowych wyborów, prezydent Iohannis może jeszcze zawezwać liderów największych frakcji na konsultacje i dać szansę na stworzenie nowego rządu. Tutaj zarówno PNL, jak i PSD deklarują ambitne plany: socjaldemokraci zapowiadają, że zgłoszą kandydata i spróbują pozyskać dla niego większość, PNL – że Orban utworzy nowy gabinet. Niezależnie od tego narodowi liberałowie zabezpieczają swoje szanse wyborcze. Korzystając z prawa rządu do wprowadzania określonych zmian dekretami, jeszcze przed głosowaniem w sprawie wotum nieufności skrócili ustawowy termin obowiązkowych przygotowań do wyborów, znieśli obowiązek głosowania w okręgu wyborczym odpowiadającym zameldowaniu, wydłużyli czas głosowania dla mieszkających za granicą do 3 dni i zwiększyli pulę mandatów przyznawanych na podstawie głosowania diaspory. Rumuńska opozycja nie ma wątpliwości, że wszystkie te ruchy mają pomóc prawicy, a mogą też ułatwić zwyczajne fałszerstwa wyborcze.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Uciekli przed Państwem Islamskim, wegetowali przez kilka lat w obozach. Teraz stracą nawet to

Rząd Iraku skazuje nawet 100 tys. obywateli na tułaczkę i poniewierkę, zamykając obozy dla…