Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie lubi krytycznego myślenia i samodzielności intelektualnej. Nie lubi też naukowców, w tym szczególnie humanistów. Nie lubi uniwersalizmu i praw człowieka. Nie lubi praw kobiet i LGBT. Nie lubi Unii Europejskiej i ponadnarodowych regulacji. Nie lubi niezależnego sądownictwa. Nie lubi dużych miast, dużych sklepów i dużych gospodarstw rolnych. Nie lubi ekologii. Nie lubi zagranicznych firm, migrantów i uchodźców. Nie lubi postępu, emancypacji i przemian społecznych.

PiS lubi za to wielodzietne rodziny, szczególnie te, które bronią tradycyjnych wartości. Lubi prawdziwych Polaków od piątego pokolenia wstecz. Lubi nacjonalistów, fundamentalistycznych katolików, potomków żołnierzy wyklętych. Lubi narodową tradycję, w tym szczególnie przegrane powstania. Lubi idealizować przeszłość i ukrywać jej mroczne karty. Lubi pielęgnować uprzedzenia wobec Rosjan, Niemców, Francuzów i Arabów. Lubi małe sklepy rodzinne, mikroprzedsiębiorstwa, niewielkie gospodarstwa rolne. Lubi wojsko, militaryzm, cnoty wojenne. Lubi ręczne sterowanie spółkami skarbu państwa i urzędników posłusznych partii.

W tym kontekście trudno się dziwić lekceważeniu nauczycieli przez rząd i traktowaniu ich jako pracowników gorszego sortu. Pracownicy oświaty, szczególnie ci należący do ZNP, to wcielenie zepsutych elit, z którymi środowiska narodowo-katolickie walczą od dziesiątek lat. To nie jest elektorat PiS i dlatego władza nie będzie o nich zabiegać.

Dotyczy to też pracowników wymiaru sprawiedliwości czy pracowników socjalnych. Sądy mają być sterowane ręcznie, a funkcje socjalne ma pełnić rodzina i program 500+. Stąd PiS nie dba o usługi publiczne, nie inwestuje w opiekę senioralną ani żłobkową, nie dba o wysokiej jakości posiłki w szkołach. Władza nie zamierza też walczyć ze smogiem, bo utwierdza w swoim elektoracie przekonanie, że do końca świata Polska ma stać węglem i żadna nauka ani Unia Europejska tego nie zmieni. Rząd uparcie walczy też o selektywny zakaz handlu w niedzielę, aby udowodnić, że nie lubi dużych zagranicznych sklepów i afirmuje te małe, w których najczęściej są łamane prawa pracownicze, płace są najniższe, a ceny najwyższe. PiS sprzeciwia się też unijnej polityce dopłat do dużych przedsiębiorstw rolnych i chce pielęgnować małe gospodarstwa wiejskie, rodziny z czwórką dzieci i dwiema krowami.

Konflikt władzy z nauczycielami nie jest więc jedynie skutkiem nadmiernych wydatków budżetowych na cele pozaedukacyjne ani wynikiem obawy rządu o eskalację roszczeń kolejnych grup zawodowych. PiS po prostu nie lubi nauczycieli, nie lubi edukacji. Niewykształconym, bezkrytycznym społeczeństwem łatwiej się zarządza.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Kiedyś „humanista” to był powód do dumy, był to synonim człowieka wszechstronnego. Dziś humanista to ktoś kto sobie w szkole nie radził na przedmiotach ścisłych.

  2. „Nie lubi zagranicznych firm”
    a my lubimy?

    Zresztą połowę z tych rzeczy PiS może sobie w tej swej propagandzie nie lubić. Państwo kapitalistyczne i tak da odwrotne rezultaty. Wyniszczenie tego, za czym rzekomo stoją.

  3. „naukowców, w tym szczególnie humanistów” – haa… dawno się tak nie uśmiałem :) Drogi autorze najłatwiej zarządza się społeczeństwem humanistycznie/artystycznie albo kulturoznawczo wykształconym. Przeciętnemu inżynierowi wstyd będzie stać w jednym szeregu z doktorem humanistą.

    1. Hmmm, Kolego Benedek, a czemużto niby indzinier nie mógłby stać obok humanisty? Wbrew pozorom on jest lepszy, bo MUSI myśleć, humanista MOŻE myśleć.

    2. @Nikt, dobrze postawiłeś tę różnicę…. skoro musi, to myśli cały czas, a humanista skoro tylko może, to czasem myśli, a czasem nie :D

  4. Aż dziw, że PiSdziectwo wielokrotnie wykazuje się tytułami naukowymi. Widać komuna przeoczyła ich przy obdzielaniu wykształceniem.

  5. A ty Piotrusiu?
    Lubisz choć siebie?
    Bo PO i PiS to brat i siostra…
    Stąd może fałszywe wnioski. PiS traktuje nauczycieli jak kolejną grupę pracowników budżetowych.Jednak w odróżnieniu od pracowników instytucji centralnych nie liczy się z nimi.
    BO JEST ICH MAŁO!
    A poza tym – 90% głosuje na PO lub zostaje w domu.
    Ich solidarność zawodowa – równiez do rozbicia o pewną część ciała (znaleźli się tacy, którzy pomogli przeprowadzić egzaminy), a i znajdzie się dostatecznie wielu aby przeprowadzić matury. Za miesiąc najdalej pomimo trwania strajku połowa podwinie ogony i wrróci jak niepyszna do roboty. Przyczyna prosta jak konstrukcja cepa to sfeminizowany zawód uprawiany w wielu przypadkach przez rozwódki.
    A do gara trzeba coś włożyć.

    1. A skąd te dane o 90%? I co proponujesz, bo z tego co czytam, to jedyne co masz tu do zaproponowania to krytyka.

Pozostaw odpowiedź Adrian Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

O dekarykaturyzację gwałtu (i innych brutalnych patologii)

Propozycja wzmocnienia pozycji kobiety w społeczeństwie i kulturze musiała w Polsce wywoła…