Site icon Portal informacyjny STRAJK

Smęty i szkodnicy z górskiej Krynicy

W Krynicy trwa międzynarodowa impreza o dostojnej nazwie Forum Ekonomiczne 2016. Ściągają na nią corocznie tuzy regionalnej polityki i pośledniej reputacji spece od gospodarki. Nuda peryferii, powiecie. No i słusznie. Ale bywa też czasem zabawnie. Każdego roku w górskiej miejscowości przyznawany jest bowiem tytuł Człowieka Roku. W poprzednich latach taki laur wędrował m.in. na skronie Roberta Ficy – premiera Słowacji znanego z intensywnego flirtu z faszystami, a także, i to dwukrotnie – Jarosława Kaczyńskiego, który zwyciężył w 2014 i 2016 roku. Warto odnotować, że prezes pozostawił w tyle tak tęgich rywali jak reprezentacja polskich siatkarzy czy zdymisjonowany już premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk. W tym roku bezkonkurencyjny był Victor Orban. Trzeba przyznać, że jurorzy są cholernie konsekwentni, jeśli chodzi o laureatów. Co roku wyróżniają osobę, która dołożyła swoje trzy grosze do degradacji standardów politycznych w Europie środkowo-wschodniej. W ten kontekst wpisuje się również nagrodzony w 2013 roku Janusz Lewandowski, jeden z realizatorów destrukcji polskiej gospodarki po 1989 roku. Doborowe towarzystwo, proszę państwa.

Wczoraj świeżo upieczony laureat Orban wystąpił również w roli panelisty podczas dyskusji na ważkie tematy z dziedziny ekonomii zaraz obok prezesa Kaczyńskiego. Wysłuchanie wynurzeń tych dwóch dżentelmenów przed ekranem telewizora było przeżyciem traumatycznym. Jeśli chodzi o proponowane rozwiązania gospodarcze, obaj nie potrafili się wzbić poza nieco ucywilizowaną doktrynę neoliberalizmu, okraszoną dowcipami wagi ciężkiej. Od prezesa PiS usłyszeliśmy m.in. że „Pieniądze nie mają zapachu, ale ich właściciel tak„. Jego węgierski sojusznik po gospodarczych meandrach poruszał się z nieco większą gracją i obyciem charakterystycznym dla kogoś, kto właśnie przeczytał Pikietty’ego i dokonał syntezy jego myśli z własnymi wyziewami nacjonalizmu. Od Kaczyńskiego było czuć jedynie Morawieckim i to przeczytanym raczej na kolanie w górskim spa.

Ciekawiej, a właściwie straszniej było, kiedy paneliści przeszli do analizy przyczyn kryzysu wspólnoty europejskiej, który objawił nam się w decyzji brytyjskich obywateli o opuszczeniu UE. Zarówno Orban, jak i Kaczyński z pełnym przekonaniem stwierdzili, że głównym problemem jest dążenie do wykrzewienia „tożsamości narodów” i rozpuszczenia ich w zintegrowanej politycznie Europie. Obu politykom nie podoba się realizowane od ponad 60 lat wygaszanie antagonizmów pomiędzy narodami i zacieranie dawnych waśni. W związku z tym zamierzają wziąć się do roboty na rzecz wspólnego projektu, jakim jest przywrócenie dla Starego Kontynentu logiki, która dominowała w pierwszej połowie XX wieku – ideologii państw narodowych. Kaczyński mówił nawet wprost o „kontrrewolucji”, którą zamierza przeprowadzić wraz ze swoimi aliantami. Orban, przytakując, dodał, że jego kraj ma tylko 10 mln mieszkańców, ale w połączeniu z Polską i dwoma pozostałymi krajami Wyszehradu, obóz narodowych kontrrewolucjonistów dysponuje już ponad 60-milionową populacją, co ma stanowić „siłę, która zmieni Europę”. Kaczyński dorzucił do tej ekipy jeszcze faszyzującą włoską Ligę Północną, antyimigrancki Front Narodowy we Francji i równie brunatną Alternatywę dla Niemiec, która właśnie osiągnęła znakomity wynik w wyborach lokalnych w Meklemburgii, co prezes przyjął z zadowoleniem.

Słów Kaczyńskiego i Orbana nie należy traktować jedynie jako „napinek” drugoligowych polityków, reprezentujących narody cierpiące na kompleks średniości. W kontekście dynamicznego wzrostu siły ugrupowań nacjonalistycznych i eskalacji ksenofobicznej przemocy w zachowaniach społecznych na całym kontynencie problem zaczyna być realnie niepokojący. Kaczyński z Orbanem w diagnozie i propozycji rozwiązań ekonomicznych są całkowicie bezradni. Nie wspominają o przyczynach kryzysu, którymi są: polityka cięć i oszczędności, prekaryjność, bezrobocie, prywatyzacja usług publicznych czy rosnące poczucie niestabilności. Uciekają w kategorie abstrakcyjne, które wychwytują i kierują na manowce energię społecznego buntu. Zamiast walki klasowej proponują powrót antagonizmów pomiędzy narodami. Dokładnie taka substytucja doprowadziła do koszmaru dwóch światowych konfliktów zbrojnych i narodzin faszyzmu. Dlatego, jeśli społeczeństwo europejskie ma jeszcze w sobie choć odrobinę samoobrony, powinno, a nawet musi zatrzymać tych niebezpiecznych polityków.

Exit mobile version