Ponad 100 osób zginęło, gdy paramilitarne siły wierne Tymczasowej Radzie Wojskowej Sudanu rozpędziły zgromadzenia protestacyjne przed jej siedzibą. Sudańska uliczna opozycja, w której kluczową rolę odgrywają związki zawodowe, nie chce już słyszeć o rozmowach z rządem utworzonym po odejściu Omara al-Baszira. Chce prawdziwej rewolucji.

W Chartumie polała się krew. W ostatnich dniach wojsko, zgodnie z wcześniejszymi pogróżkami, rozpędziło siłą pokojowy protest, którego uczestnicy domagali się prawdziwego rozliczenia winnych korupcji i nadużyć pod rządami al-Baszira. Pierwsze doniesienia mówiły o kilkunastu ofiarach śmiertelnych. Ale teraz Komitet Centralny Lekarzy Sudanu, jedna z organizacji związkowych, które przewodzą walce o równość i sprawiedliwość w afrykańskim państwie, doliczył się już ponad 100 ofiar – a nawet sudańska junta przyznaje się do ponad 40 zabitych, chociaż przekonuje przy tym, że pacyfikacja była konieczna. Rannych padło kilkuset.

Tymczasowa Rada Wojskowa wystosowała również do cywilnej opozycji zaproszenie na nowe negocjacje o trybie przekazania władzy w Sudanie w ręce polityków, którzy nie noszą mundurów. Według obserwujących sprawy na miejscu korespondentów „Al-Dżaziry”, to gest w stronę społeczności międzynarodowej, która zdążyła potępić atak na nieuzbrojone zgromadzenie. Gen. Abd al-Fattah al-Burhan, stojący na czele rządu wojskowych, zapewnił nawet, że rozmowy będą odbywały się bez żadnych ograniczeń i potwierdził, że za 9 miesięcy Sudańczycy wybiorą nowy parlament.

Tyle, że opozycja uliczna już w to nie wierzy – i trudno jej się dziwić, skoro po Chartumie nadal krążą patrole paramilitarnych Sił Szybkiego Wsparcia, dokonując aresztowań, bijąc osoby uznane za podejrzane i zabierając im telefony, by obrazy z Sudanu nie trafiały do mediów. Madani Abbas Madani, jeden z liderów ruchu Wolność i Zmiana, który został ranny podczas rozpędzania demonstracji, stwierdził w rozmowie z dziennikarzem Agencji Reutera, że rada równocześnie zaprasza do dialogu i zastrasza. Dlatego odpowiedź może być tylko jedna – odrzucenie zaproszenia.

Także sudańscy związkowcy zapowiadają, że będą kontynuować walkę – gromadzić się na ulicach, blokować kluczowe punkty w mieście, a także będą strajkować (jeden dwudniowy strajk generalny odbył się w Sudanie w ubiegłym tygodniu). Sudańska Partia Komunistyczna wezwała nawet do wystąpienia zbrojnego.

Światowe mocarstwa oraz regionalne potęgi teoretycznie potępiają krwawe poczynania junty i wzywają do dialogu. Ale jak pisze analityczny portal Middle East Eye, pacyfikacja obozu protestacyjnego i uderzenie w uliczną opozycję zostało zawczasu przedyskutowane z najbliższymi sojusznikami Sudanu, w tym Arabią Saudyjską, i przez nich zaaprobowane.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

W cieniu pandemii Trump rozbija związki zawodowe w USA

Pod przykrywką walki z COVID-19 jedna z federalnych agencji forsuje prawo, którego skutkie…