Turcja może zabijać Kurdów, ile chce i gdzie chce – to wniosek z ostatnich działań Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tymczasem wojska syryjskie kontynuują ofensywę pod Aleppo i zbierają się do marszu na stolicę Państwa Islamskiego.

Żołnierze syryjscy / fot. https://www.youtube.com/watch?v=Xk9dvifasSQ
Żołnierze syryjscy / fot. https://www.youtube.com/watch?v=Xk9dvifasSQ

Rosyjski projekt rezolucji w sprawie ostrzeliwania przez wojska tureckie pozycji kurdyjskich partyzantów w północnej Syrii został odrzucony przez Stany Zjednoczone i Francję natychmiast po jego zgłoszeniu. Drugie z wymienionych państw (notabene – były kolonizator Syrii, którego polityka „dziel i rządź” doprowadziła do powstania w Syrii konfliktów etniczno-religijnych, których tragiczne skutki widać do dzisiaj) nie postarało się nawet o porządne uzasadnienie, dlaczego akurat w tym przypadku ONZ nie zamierza bronić żelaznego ponoć prawa nienaruszalności granic. Amerykanie wygłosili natomiast ogólnikowe stwierdzenie, iż w pierwszej kolejności należy zadbać o implementację poprzedniej rezolucji, wzywającej do złożenia broni wszystkie strony wojny domowej.

M.in. o tej rezolucji rozmawiali sekretarz stanu USA John Kerry z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem. Dogadali się – rozejm między opozycją i wojskami rządowymi ma wejść w życie i potrwać, na początek, 2-3 tygodnie. Porozumienie nie dotyczy jednak ISIS i innych grup uznanych za terrorystyczne. Z nimi walka będzie toczyć się dalej, co daje wszystkim potęgom wtrącającym się w syryjską wojnę szerokie pole manewru.

Rozumiejąc w związku z tym, że sukcesy wojskowe to jego jedyna szansa na utrzymanie się (i ocalenie kraju przed rozpadem) rząd Syrii kontynuował w ostatnich dniach ofensywę wokół Aleppo, a także rozwija uderzenie na wschód, w kierunku nieoficjalnej stolicy „kalifatu” Ar-Rakki. Do niedzielnego poranka wojska rządowe, wspieranie przez rosyjskie naloty oraz szyickie milicje pod dowództwem irańskich oficerów opanowały kolejne 18 miejscowości w regionie Aleppo. W odległości 30 km od miasta stoczyły zakończoną powodzeniem walkę z oddziałami ISIS. Tędy przebiega, również nieoficjalna, granica terenów, na których władali dotąd dżihadyści. Na innym odcinku, w prowincji Hasaka, z powodzeniem walczyli z terrorystami Kurdowie z Powszechnych Jednostek Obrony – tych samych, których bombardowań dopuszcza się Turcja przy aprobacie rzekomo zatroskanego o pokój Zachodu.

Walka z ISIS w takich okolicznościach będzie trwała jeszcze długo. Tym bardziej, że Państwo Islamskie, tracąc terytoria, mści się, organizując samobójcze zamachy. Ostatni taki miał miejsce w niedzielę rano w Hims, mieście kontrolowanym przez rząd Syrii. Dwa wybuchy samochodów-pułapek pozbawiły życia przynajmniej 46 osób, w tym 28 cywilów. Nad ich losem nikt w organizacjach międzynarodowych nie zapłakał.

[crp]

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Nowa Zelandia zmieni nazwę, a Barbados wypowie posłuszeństwo królowej brytyjskiej? „Czas pogrzebać kolonialną przeszłość”

W ostatnich dniach na dwóch przeciwległych krańcach kuli ziemskiej miały miejsce dwa wydar…