Tego właśnie domagały się od PE i Rady Europejskiej Polska, Węgry i Rumunia. Dokument z 2016 roku zobowiązuje państwa członkowskie m.in. do „ograniczenia rocznych emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu, niemetanowych lotnych związków organicznych, amoniaku i pyłu drobnego wytwarzanego w efekcie działań człowieka”.

Prócz tego kraje członkowskie mają monitorować stale poziom zanieczyszczeń i zgłaszać regularnie swoje wnioski do Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej, a także przygotowywać zestawienia i prognozy na przyszłość. Pierwszy okres redukcji obejmuje lata 2020-2029.

Polska złożyła skargę na dokument i domagała się jego unieważnienia. „Parlament i Rada naruszyły obowiązek dokonania należytej oceny skutków dyrektywy przed jej przyjęciem” – argumentowano w skardze. – „Negocjacje ws. zobowiązań były dyskryminujące i nieprzejrzyste, a państwo zostało pozbawione gwarancji proceduralnych i tym samym nie mogło zweryfikować podstawowych założeń dyrektywy”. Polska podniosła również, że odgórnie narzucono jej limity redukcji bez uwzględnienia bieżącej sytuacji technologicznej i gospodarczej. „Przewidziane w zaskarżonej dyrektywie środki niezbędne do wykonania krajowych zobowiązań do redukcji emisji mogą mieć dla Polski niekorzystne skutki dla określonych sektorów oraz pociągać za sobą szczególnie wysokie koszty społeczno-gospodarcze”.

Ale Trybunał Sprawiedliwości UE nie zgodził się z tymi argumentami. „W ciągu ostatnich 20 lat poczyniono w Unii znaczne postępy w dziedzinie emisji antropogenicznych do powietrza i jakości powietrza”. TSUE uznał, że wziął pod uwagę wszystkie zmieniające się dane łącznie z PKB oraz wymierne korzyści wprowadzenia dyrektywy (całość dokumentu dostępna tutaj).

A co mówią eksperci? Że ograniczenie emisji, zwłaszcza w miastach, to wciąż za mało, by skutecznie zwalczyć zjawisko zwane smogiem. – Zmiany klimatyczne powodują, że nawet przy zmniejszonej emisji zanieczyszczeń, narażenie człowieka na szkodliwe substancje będzie coraz większe – mówił podczas debaty o sposobach walki ze smogiem, zorganizowanej przez PAP pod koniec lutego w Warszawie prof. Cezary Pałczyński, alergolog. – Niezwykle ważna jest kwestia przewietrzania miast. Jeśli tego nie będzie, to nawet przy znacznym ograniczeniu emisji, przy obecnych zmianach klimatycznych nie osiągniemy celu, jakim jest poprawa jakości powietrza. W latach 50. i 60. w Polsce dbano o to, aby kliny powietrzne były zachowywane. Spodziewano się przecież wybuchu wojny nuklearnej. Potem o tym zapomniano i pojawiło się wiele budynków, które blokują powietrze.

Skarga Polski nie tylko została oddalona, ale Warszawę obciążono także kosztami procesu poniesione przez PE i RE.

paypal
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

PiS zadecydował. Wódka będzie droższa

Nie udało się tego zrobić bez rozgłosu. Rząd próbował po cichu przepchnąć projekt ustawy z…