Turcy i Amerykanie ręka w rękę ruszyli – oficjalnie – na wojnę z Państwem Islamskim. Recep Tayyip Erdogan nie kryje jednak nawet specjalnie tego, że głównym wrogiem są dla niego Kurdowie.

Bojowniczki i bojownicy Syryjskich Sił Demokratycznych / fot. Wikimedia Commons
Bojowniczki i bojownicy kurdyjscy / fot. Wikimedia Commons

Rożawa, syryjski Kurdystan, był podczas syryjskiej wojny domowej miejscem wyjątkowym. Z jednej strony makabryczne zbrodnie na cywilach popełnia Państwo Islamskie, z drugiej – bezwzględnymi dla cywilów metodami broni swojej władzy Baszszar al-Asad. Kurdowie tymczasem nie tylko z powodzeniem walczyli z IS, ale i wdrażali na zajętych przez siebie terenach (za cichym przyzwoleniem, przynajmniej do niedawna, armii syryjskiej) demokratyczne rządy z wyjątkowo aktywnym na Bliskim Wschodzie udziałem kobiet. Do niedawna mieli za sobą poparcie Stanów Zjednoczonych, którym trudno byłoby odmówić pomocy bojownikom odnoszącym realne sukcesy w walce z terrorystami. Teraz to się zmienia.

To Turcy i wspierane przez nich oddziały syryjskiej opozycji, a nie Kurdowie mieli wyrzucić IS z Dżarabulusu, miasta przy granicy syryjsko-tureckiej. Amerykanie zadeklarowali, że pomogą Ankarze odsunąć Państwo Islamskie od własnych granic; w ramach realizowania tej obietnicy przeprowadzili bombardowania, które według oficjalnych doniesień spadły na pozycje dżihadystów. Kurdyjskie Powszechne Jednostki Obrony (YPG) podobno strat nie poniosły, ale Amerykanie w osobie Joe Bidena nakazali im wycofać się na wschodni brzeg Eufratu. W przeciwnym razie, grozi Biden, USA zostawi Turkom wolną rękę. Jeszcze dalej idzie minister spraw zagranicznych Turcji Mevlut Cavusoglu, który również zażądał od Kurdów odejścia za Eufrat; gdyby tak się nie stało, turecka armia „zrobi to, co należy”. Turcy nie mieli również zahamowań, jeśli chodzi o strzelanie do Kurdów: jak podaje „Al Jazeera”, od wczoraj kurdyjskie cele zostały dwudziestokrotnie trafione przez artylerię tego kraju.

Jeśli wierzyć doniesieniom tureckiej agencji Dogan, przynajmniej jeden cel operacji został już zrealizowany: Dżarabulus w środę wieczorem był pod kontrolą sponsorowanej przez Turcję Wolnej Armii Syrii. Kurdowie zamierzali pomaszerować na miasto w ciągu kilku dni.

Na terytorium Syrii rozgrywa się osobliwa licytacja na obłaskawianie Turcji. Kilka dni temu doszło do nieoczekiwanych starć między wojskami wiernymi al-Asadowi a Kurdami w Al-Hasace. Siły rządowe i sprzymierzona z nimi milicja przegrały z YPG i musiały opuścić miasto, ale sygnał do Recepa Tayyipa Erdogana dotarł: Syria, a zatem jak można się domyślić również jej silniejsi sojusznicy, nie będzie protestować, jeśli dojdzie do rozprawy z Kurdami. USA pokazuje, że da jeszcze więcej – mogą pomóc Erdoganowi w wyeliminowaniu znienawidzonych wrogów, nawet jeśli jeszcze do niedawna byli oni beneficjentami amerykańskiej pomocy.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Unia wkurzona na Turcję, ale bezsilna wobec „szantażu migracyjnego”

Dziś w Brukseli na spotkaniu szefów dyplomacji krajów Unii Europejskiej tematem głównym by…