Share Button

Z początkiem tego tygodnia zaczyna obowiązywać nowa ustawa o ubezpieczeniu społecznym rolników, podpisana przez Andrzeja Dudę w zeszłą środę. Jej celem było ucywilizowanie pracy sezonowej, ale eksperci są zdania, że nowy typ umowy nie wyeliminuje patologii, a wręcz zalegalizuje wyzysk.

pixabay.com/pl/traktor-żniwa-kukurydza-sabinevanerp

Pracownicy sezonowi zatrudnieni na podstawie nowej umowy „o pomocy przy zbiorach” będą objęci ubezpieczeniem wypadkowym, chorobowym i macierzyńskim. Rząd chciał zapobiec masowemu zatrudnianiu „na czarno” lub na umowę o dzieło, co pozwalało uniknąć pracodawcom opłacania składek pracowników, którzy w razie wypadku nie mogli również liczyć na odszkodowanie.

Ale nowa umowa niesie ze sobą nowe pola do wyzyskiwania, np. nienormowany czas pracy i brak prawa do wypoczynku. Pracodawca będzie mógł zapisać w umowie nawet to, że zmiana będzie trwała 16 godzin. Umowę tę można będzie podpisać maksymalnie na 180 dni, czyli pół roku. Ale minimalna stawka już pomocników rolnika dotyczyć nie będzie – spokojnie będzie można płacić im za godzinę mniej niż 13,7 zł.

Piotr Szumlewicz, przewodniczący Rady OPZZ województwa mazowieckiego twierdzi: – Brak norm dotyczących czasu pracy czy minimalnych standardów płacowych oznacza legalizację brutalnego wyzysku, który stanie się smutną codziennością. Pracodawca będzie bowiem mógł legalnie płacić pracowników 1 zł za godzinę. Niskie stawki nie będą nadużyciem, lecz staną się prawem wynikającym z ustawy. Pod tym względem to podporządkowanie prawa interesom najbardziej nieuczciwych pracodawców.
Zwraca też uwagę na nierozwiązaną kwestię wypadków w pracy:

– Ustawa daje pracownikowi ubezpieczenie chorobowe i wypadkowe, ale nie wprowadza przepisów, które chroniłyby pracowników przed wypadkami. Praca bez limitów czasowych i szkoleń BHP grozi dużą liczbą wypadków i uszczerbkiem na zdrowiu pracowników.

W 2017 roku w Polsce radykalnie wzrosła liczba wypadków śmiertelnych w miejscu pracy – aż o 12 procent.

Share Button

3 komentarze

  1. lubat napisał:

    Pani WK, niech pani nie robi ściemy. Rzecz idzie o pracy sezonowej i dotyczy przede wszystkim cudzoziemców – Ukraińców i niewielkiej liczby innych nacji. Zatrudnienie pracowników do zbiorów, gdy w krótkim czasie trzeba zebrać plony truskawek, malin czy innych owoców jest do tej pory kwadraturą koła. Tubylcy, nawet bezrobotni, nie chwycą się tej „poniżającej” roboty, bo im się „nie opłaca”. Gdyby im zapłacić tyle, by im się opłacało, to kilentom by się nie opłacało kupować, bo by było za drogo. Z tego, co się orientuję, to nie ma obawy, że „pracodawca będzie mógł legalnie płacić pracownikowi 1 zł za godzinę”, bo pracuje się na akord i zarobki zależą nie od ilości przepracowanych godzin, lecz od ilości zebranych owoców.
    Poza tym pracownicy sezonowi są sami zainteresowani w dłuższym czasu pracy, bo najczęściej przyjeżdżają na te trzy miesiące i chcą w tym czasie zarobić jak najwięcej i wrócić do domu.

    • Nikt napisał:

      Aha, Ukrainiec i robotnik sezonowy to nie ludzie. Więc może niewolnicy?

  2. Jacej napisał:

    I dokładnie po to są potrzebne wzniosłe otrzepane idee i podniośli przodkowie z odzysku.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*