Skutki bombardowań saudyjskich w mieście Sanaa -- stolicy Jemenu. Źródło: Wikimedia Commons.

Gdyby Syria albo Irak zaatakowały Jemen, powodując niewyobrażalne cierpienia mieszkańców, z całego świata płynęłyby głosy oburzenia i wezwania, by jakieś szlachetne mocarstwo zainterweniowało zbrojnie. Niestety, w tym wypadku agresorem jest państwo, którego do żadnej osi zła nie zaliczono – chociaż powody by się znalazły.

Skutki bombardowań saudyjskich w mieście Sanaa -- stolicy Jemenu. Źródło: Wikimedia Commons.
Skutki bombardowań saudyjskich w mieście Sana — stolicy Jemenu. Źródło: Wikimedia Commons.

Arabia Saudyjska, bo to ona bombarduje Jemen od marca 2015 r., może i nie odniosła w tej wojnie spodziewanego szybkiego sukcesu. Może i zbyt optymistycznie zakładała, że szyickich partyzantów Huti, nawet mimo wsparcia, jakie dostają od Iranu, zmiecie z powierzchni ziemi w dwa, trzy miesiące. Słusznie natomiast ruszyła na tę wojnę w przekonaniu, że niezależnie od liczby ofiar nie zostanie za nią potępiona. Co więcej, będzie mogła spokojnie kupować broń od Wielkiej Brytanii.

Jak pisze „The Guardian”, odkąd David Cameron stoi na czele brytyjskiego rządu, Londyn sprzedał Ar-Rijadowi uzbrojenie warte 66 mld funtów. Ponad 100 licencji na zakup broni przekazano już po tym, gdy Saudowie zaczęli bombardować południowego sąsiada. Nie ma mowy o nieświadomym wspieraniu wojny, przez którą 80 proc. Jemeńczyków może przeżyć już tylko dzięki pomocy humanitarnej ONZ i boryka się z brakiem żywności, wody oraz lekarstw. Brytyjczycy nie tylko robią z królem Salmanem ibn Al Saudem świetne interesy, ale i wysyłają jego żołnierzom doradców wojskowych. To ostatnie ma dla Saudów podstawowe znaczenie – walki w Jemenie obnażyły niekompetencję i brak wyobraźni saudyjskich oficerów, którym dobrze wychodzi ostrzeliwanie cywilnych budynków, ale nie walki z partyzantami.

W Jemenie zbrodni wojennych dopuszczały się wszystkie strony, jednak eksperci ONZ ds. praw człowieka przyznają, że najwięcej z nich popełniła dowodzona przez Arabię Saudyjską koalicja interwencyjna. Mogła tak postępować, bo ma po swojej stronie Stany Zjednoczone. Ich poparcie nie zachwiało się ani na moment. W Wielkiej Brytanii wojna zaczyna powoli przebijać się do świadomości publicznej. Wyjaśnień w tej sprawie od Camerona domagają się politycy Partii Pracy na czele z Jeremym Corbynem i Hilarym Bennem, który w gabinecie cieni pełni funkcję sekretarza ds. zagranicznych. Laburzyści żadają również, by ministerstwo obrony Wielkiej Brytanii natychmiast przestało handlować z Saudami bronią i szczegółowo wytłumaczyło się z tego, czym zajmują się skierowani do Ar-Rijadu doradcy. Corbyn i Benn w liście otwartym do premiera pytają przede wszystkim o to, czy brytyjscy oficerowie mogli być współautorami ataków, w których świadomie narażano życie cywilów.

Jak dotąd apele lewicowych polityków rząd puszcza mimo uszu. Być może niedługo będzie się to musiało zmienić, bo polityka Camerona w sprawie Jemenu przestaje podobać się także niektórym konserwatystom. Tym nie chodzi o umierających Jemeńczyków, ale o potencjalne zagrożenie dla Wielkiej Brytanii – część analityków zauważyła, że przyczyniając się do krwawego przebiegu wojny Londyn hoduje tysiące potencjalnych ekstremistów, oburzonych polityką Zachodu i gotowych na wszystko w walce z nim.

[crp]
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

„Solidarność naszą bronią” zabrzmiało w centrum Warszawy. Pod flagą LGBT przeciw policyjnej przemocy

Na warszawskim Placu Defilad wieczorem 8 sierpnia wielokrotnie brzmiało „Solidarność…