Share Button

280 dzikich zwierząt. 80 gatunków. Policja zamknęła hodowlę w Pyszącej pod Śremem latem ubiegłego roku. Śledztwo nadal się toczy, a właściciel przechodzi do kontrataku. Krytykuje śledczych za opieszałość, obrońców praw zwierząt za zniszczenie mu biznesu, a policję za zaśmiecenie posesji. Bezczelność hodowcy naprawdę sięga wyżyn.

Tygrysy odebrane z prywatnego „cyrku” w Pyszacej, fot. Anna Plaszczyk

Maciej Maciejewski (zgodził się na upublicznienie swoich danych) hodowle dzikich zwierząt w Pyszacej zarejestrował jako cyrk, chociaż pokazów nie prowadził. Policja po doniesieniach fundacji „Viva!” zamknęła hodowlę ze względu na tragiczne warunki, w jakich znajdowały się zwierzęta. Wszystkie już ewakuowano – trafiły między innymi do ogrodu zoologicznego w Poznaniu. Część zwierząt padła, mieszkańcy miejscowości zgłaszali też kilkukrotnie, że niektóre uciekły i włóczą się samopas po okolicy. Maciejewski miał w swoim „cyrku” tygrysy, lamparty.

Trwa śledztwo w sprawie znęcania się nad zwierzętami. Ale hodowca postanowił przejść do kontrofensywy – wynajął warszawską agencję PR, która stara się przedstawiać go w mediach jako ofiarę całej sytuacji. Maciejewski zarzuca policji, że zdewastowała teren hodowli.

„Policja zostawiła nam teren ze stertą śmieci, w tym opakowań po napojach alkoholowych, zniszczoną zieleń i zdewastowane zwierzęce wybiegi. Sądziłem, że od stróżów prawa możemy wymagać czegoś więcej” – wysłał komunikat do lokalnych mediów.

Niechętnie mówi o tygrysie, który padł i o dwóch lampartach, które miały zaginąć. Przyznaje, że rozmnażał i sprzedawał zwierzęta.

– Sprzedaż gatunków chronionych jest zabroniona. Jeśli właściciel choćby za drobną opłatą sprzedawał chronione gatunki, złamał prawo – komentuje Anna Plaszczyk z fundacji „Viva!”.

Maciejewski twierdzi, że zwierzęta miały dobre warunki (wszelkie zaniedbania miały być dziełem byłego pracownika), a organy ścigania „od początku nie były zainteresowane obiektywnym wyjaśnieniem sprawy”. Fundacja „Viva!” natomiast, jak twierdzi hodowca, „oczerniała go, a w dodatku miała wpływ na to, jakich biegłych powołała prokuratura”.

– W tej i każdej innej sprawie opieramy się na faktach, zebranych dowodach, przepisach prawa. Właściciel ma już zarzuty znęcania się nad zwierzętami, co dowodzi, że mieliśmy rację, mówiąc o skandalicznych warunkach w hodowli. Biegłych wybiera natomiast prokuratura – mówi Anna Plaszczyk.

Share Button

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*