Media o tym pisały w tonie chwilowej sensacji, co można zrozumieć, wszak 9 sierpnia sezon ogórkowy trwał w najlepsze.

Chodzi o projekt zmiany ustawy o zgromadzeniach z lipca 2015 roku. Tego właśnie dnia wymaganą liczbę podpisów pod projektem zmian złożyła Fundacja Życie i Rodzina. Z tą Fundacją związane są nazwiska Kai Godek i Krzysztofa Kasprzaka. To znani fundamentaliści religijni i nieprzejednani wrogowie ruchów LGBT, które jednoznacznie uznają środowiska LGBT za „produktory zła”. Pod projektem zebrano 140 tysięcy podpisów i złożono je w Sejmie. Wtedy, w sierpniu. Teraz jednak, 29 września, po uzyskaniu wszelkich niezbędnych zgód i pozytywnych opinii prawnych w Sejmie, projekt ów został skierowany do pierwszego czytania w Sejmie. Przypomnijmy  o co im idzie.

Kaja Godek, Krzysztof Kasprzak i ich kumple chcą otóż wprowadzenia cenzury zgromadzeń. Szczególnie wtedy, gdy dotyczyć to będzie tematyki LGBT, ale nie tylko. Chcą zakazu używania symboli religijnych w trakcie zgromadzeń, oczywiście wtedy, gdy będą wykorzystywane w sposób, który mógłby obrazić uczucia religijne, żądają zakazu nawiązywania do religii lub „wykorzystywania religii”, cokolwiek to oznacza. Niedopuszczalne będzie „posiadanie i wykorzystywanie przedmiotów o „charakterze erotycznym”, szczególnie wtedy gdy będą imitowały narządy rozrodcze. Zakazane będzie „posiadanie i wykorzystywanie” artystycznie przetworzonych godła i barw narodowych. Nie wolno będzie kwestionować małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, propagować związków osób tej samej płci lub związków składających się z więcej niż dwóch osób, propagowania innych orientacji seksualnych niż heteroseksualne, propagowania płci jako bytu niezależnego od uwarunkowań biologicznych, propagowania aktywności seksualnej dzieci przed 18 rokiem życia.

Wyliczam tak mozolnie najważniejsze zapisy tego kompletnie oderwanego od rzeczywistości, antynaukowego i aintelektualnego projektu grupy fanatyków religijnych nie po to, by ich ośmieszyć, czy wdać w polemikę z tymi idiotyzmami.

Chodzi mi o to, że druk 1607 (taki otrzymał numer) będzie z pełną powagą procedowany w polskim Sejmie. Nie mam złudzeń, że nie zostanie oszczędzone nam kompromitacji polskiego parlamentu i projekt zostanie odrzucony zanim odbędzie się nad nim „dyskusja”. Zbyt wielu dewotów zwietrzy okazję, by przypomnieć swoim wyborcom o sobie i swoich zatęchłych poglądach. Zatem możemy oczekiwać, że w świetle reflektorów, przed obiektywami kamer, na cały świat będzie transmitowana dyskusja nie tylko nad chorymi pomysłami autorów tego projektu. Cały świat będzie też miał okazję zobaczyć, jak część (i to znaczna) polskich polityków będzie się publicznie zastanawiać, czy należy pojęcia „wolność słowa”, „wolność zgromadzeń” uczynić nic nie znaczącymi dźwiękami, a Polskę sprowadzić do roli symbolu wstydu i kompromitacji.

Najgorsze jest to, że wcale nie jest wykluczone, że ten projekt stanie się obowiązującym prawem.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. A niektórzy inni chcieliby zakazania propagowania na demonstracjach tego co sami uważają za „faszyzm”. Trafił więc swój na swego. Z tą różnicą że to oni zebrali wystarczającą liczbe podpisów by wprowadzić inicjatywe pod obrady.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

AgroUnia: spojrzenie klasowe

Konwencja AgroUnii dała części działaczy z lewej strony nadzieje do ofensywy politycznej (…