Życie na ulicy ciężkim jest, powie każdy, kto z boku obserwuje bezdomnych, głodnych, nędzarzy i zwykłych żuli. Będzie miał rację. Na swój sposób. Z jego punktu widzenia, tak to właśnie wygląda. Gdy już się jednak wyląduje na dnie i zmieni perspektywę, człowiek zaczyna się powoli przyzwyczajać.

 

Nędza powszednieje, niedogodności stają się rutyną. A w głowie pojawia się przekonanie, że świat właśnie taki jest, że to jest normalne życie. Że innego nie ma. Gdyby nie wy – zdrowe społeczeństwo. Nie pozwolicie nam o tym zapomnieć, gdy nawet na zwykłe „dzień dobry” odpowiadacie – „spierdalaj obszczymurku”.

Nawet nie dacie nam przywyknąć do stanu nędzy. To właśnie wasze chamstwo i pogarda oraz arogancja tych, co jeszcze pływają po powierzchni, irytuje. Do tego najtrudniej się przyzwyczaić.

Podobno rzeczywistość to postrzeganie – jest taka teoria. Faktycznie, gdy wylądujesz już na dnie, gdy minie pierwszy szok i upłynie trochę czasu – zaczyna ci się wydawać, że inny świat nie istnieje.

Życie płynie swoim rytmem, bez planów na jutro, bez planów nawet na wieczór. Tu nie żyje się z dnia na dzień, lecz z chwili na chwilę. Głównym zajęciem jest zdobywanie czegokolwiek. Strzelanie pod marketami, czyli zwykłe żebry, zbieranie puszek, butelek i złomu, wygrzebywanie w śmietnikach przedmiotów, które mogą stanowić jakąś wartość. Czasami udaje się je nawet spieniężyć. Szukamy w śmietnikach jedzenia, jak hieny rzucając się na znalezione, zepsute i nadgniłe resztki. Najcenniejszym skarbem są ubrania, wszelkiego rodzaju, byle człowiek się zmieścił. Nieważne, że brudne, śmierdzące i zawszone. Ważne, żeby było ciepłe. A jeśli szczęście dopisze, to i buty można znaleźć… Uczymy się tak żyć i gdyby nie wy – normalne zdrowe społeczeństwo – może nawet nie zauważylibyśmy tej naszej nędzy. To wy dajecie nam to odczuć, swoją pogardą.

Większość z nas jest na tyle zniszczona i wyczerpana, że stanowi łatwy cel i jest obiektem ataków różnego rodzaju miłośników estetycznej, zamożnej populacji. Z chamstwem i wulgarnym traktowaniem spotykałem się, będąc na ulicy, wielokrotnie.

Widziałem jak wesoła młodzież w porywach fantazji bije i kopie bezdomnego staruszka, ledwo pchającego swój wózek z puszkami do punktu skupu. Wiele razy wdawałem się z nimi w bójki.

Sytuacje takie nie są sporadyczne, stały się już nawet regułą. Żule tacy jak ja, jeszcze nie starzy i zaprawieni w bójkach, dadzą sobie radę – gorzej z tymi, których już siły opuściły. Zresztą, weseli biali chłopcy atakują tylko tych, nad którymi mają przewagę.

Jednak obelgi znosimy wszyscy – solidarnie. Zwłaszcza pod marketami. Gdy któregoś razu wraz z kumplem strzelaliśmy pod jednym z nich, kolega zaczepił przechodzącego człowieka, prosząc go o jakiekolwiek drobne. – A pójdziesz do pracy łachudro jedna, zamiast porządnych ludzi zaczepiać – odpowiedział zaczepiony mężczyzna, w doskonale skrojonym garniturze od gminnego krawca.

Przysłuchiwałem się temu z boku i mimo, że jesteśmy zaprawieni w obelgach, wiedziałem, że kumplowi zrobiło się cholernie przykro, postanowiłem więc przyjść mu z odsieczą.

– Szanowny panie, z daleka widać, że jest pan człowiekiem z wyższych sfer. Dobrze wykształconym, kulturalnym, inteligentnym i zaradnym mężczyzną. Czy zdaje pan sobie sprawę jak ciężką pracą jest żebractwo? – zapytałem buraka, który szybko odszedł z koszykiem w kierunku swojego samochodu marki mercedes w wersji kombi – co, nawiasem mówiąc, samo w sobie jest synonimem buractwa. Wcześniej z obrzydzeniem rzucił na chodnik dwa złote.

Prawdopodobnie w końcu przywyklibyśmy do życia na dnie uznając, że świat już taki jest. Jednak wy nam na to nie pozwalacie.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. człowiek zaczyna mysleć inaczej dopiero gdy koło fortuny obróci się w druga stronę i żadne cierpienie nie zostanie mu oszczędzone.Ludzka natura jest pełna sprzeczności-od czerni do białości i czaem wysoko trzeba unosić gardę by odeprzeć prostackie okrucieństwo,bezmyślną pogardę. zanim kogokolwiek ocenisz,potępisz wejdź w jego rolę,w jego skórę,w jego sytuację,w jego historie…na centralu w warszawie bujała się kilka lat temu była pani prezes znanej firmy,uzależniona od heroiny była cieniem człowieka…jak wpadła w to gówno? przypadkiem.

  2. Tak się składa, że często czytam Piotra felietony. Jest w nich bardzo wiele trafnych obserwacji. Mam jednak prośbę do Ciebie, Piotrze. Napisz choć raz o tych mających pracę, tuż ponad poziomem społecznego dna …

    Mam 62 lata, przeszedłem chorobę nowotworową, jakoś się tam jej nie dałem… Pomimo wyższego wykształcenia pracuję jako robotnik w firmie sprzątającej. Nigdy nie miałem problemu z alkoholem czy dragami, ale…

    Z racji wykonywanej pracy nader często spotykam się z chamstwem, arogancją, bezczelnym wielkopaństwem różnych nuworyszy. Owszem bywa też szacunek, zwłaszcza ze strony osób starszych wiekiem…
    Napisz proszę, o naszych głodowych pałacach, o bezczelności szefów, roszczeniowości i arogancji lokatorów, o traktowaniu nas jak dodatek do mopa, ścierki, łopaty czy taczek… O nieliczeniu się z nami, o przedmiotowym traktowaniu…

    1. płacach … przepraszam za błąd… Pałaców to my raczej nie mamy… Co najwyżej sprzątamy w pałacach… :/

    2. Bardzo dziękuję za ten komentarz. Faktycznie dotychczas nie pisałem o ludziach tych „tuż nad powierzchnią”, a wygląda na to, że ich życie niewiele różni się od tego na dnie. Pozdrawiam serdecznie i postaram się zająć także tym problemem.
      Piotr Jastrzębski

    3. Gdybyś ty był nuworyszem bez bagażu doświadczeń na grzbiecie odnosiłbyś się do sprzątaczki lepiej?

  3. Jak łatwo oceniać ludzi, wyrzuconych poza margines podobno zdrowego społeczeństwa. Pamiętajcie, znawcy, za tą granicą znaleźć się łatwo, powrót jest bolesny, a często moralnie nieopłacalny. Powracający z niebytu, jeśli radykalnie nie zmieni środowiska, miejsca pobytu, znajomych, ba, rodziny, prawie nie ma żadnych szans. Poranek trzeźwego bezrobotnego i bezdomnego to wrota otchłani bez dna. Żadnej pomocnej dłoni, żadnego pomyślunku na zarobek, żadnej propozycji. Nawet nie ma szans na skórke chleba. Nie życzę nikomu takiego świata. Dlatego wielu zmierza na drugą strone w lekkim oszołomieniu.

    1. Ale autor twierdzi że jest mu źle przeze mnie. A ja się pytam co ja mu takiego zrobiłem? Że nie jestem chory na to samo? Nie jestem. Ale pomimo to wiem co to strach i brak perspektyw, znam życie w cieniu sznura. Żyję na razie bo uciekłem za granicę, bo miałem pomoc bliskich.

      Sam w rodzinie mam osobę cierpiącą na tę samą dolegliwość co Autor. Gdy tylko zdała sobie sprawę z choroby poszła na leczenie, zaczęła działać w AA i walczy. Od kilku lat jest trzeźwa. Znam także inne osoby, które wyszły z ciągu i odżyły. Znałem także takich którzy chlali aż do końca.
      Choroba jest nieuleczalna ale można z nią żyć normalnie. Klucz do tego ma się w głowie, każdy ma. Musi jednak to zrozumieć.

      Być może Autor spotkał mnie na ulicy, być może odmówiłem mu kilku złotych. Czy pomyślał że może ja właśnie odpędzam od siebie natrętną wizję sznura, skoku z balkonu, z mostu? Że pomimo mojego schludnego ubrania, brak pracy i strach przed tym co będzie podsuwał mi właśnie pomysł aby wskoczyć pod autobus? I że widok Autora dodatkowo napędzał ten strach bo pokazywał moją przyszłość?

      Nigdy nie zwymyślałem nędzarza, kilka razy poratowałem gdy widziałem że musi się napić a nie opowiada mi że zbiera na studia dla córki. Ale sam w pewnym momencie żyłem dzięki pomocy bliskich którzy dawali mi pieniądze na chleb i czynsz. (Po blisko 30 latach pracy… upokarzające).

      Gdy dziś czytam że go unieszczęśliwiam bo mu nie daję zapomnieć to mam dla niego tylko jedną odpowiedź: ” Daj mi spokój”.

  4. Pieprzenie. „Menel menelowi wilkiem” taka jest prawda,nie idealizuj tu bezdomnych za bardzo.Trochę ponad rok temu bezdomny zabił bezdomnego w Krakowie.Za co ? Ano za „własność”. Kolega grzebał w śmietniku na „jego terytorium” – i to było wystarczającym pretekstem.

    Co do żebrania – ono wbrew pozorom często jest w większych miastach źródłem dochodu wydajniejszym od uczciwej pracy.Choć jaka różnica, skoro żebrający i tak to przepije ? A jeszcze jak potrafią oszukiwać.Jeden cwaniak łazi po danym terenie i zaczepia,że brakło mu na autobus (raz się nabrałem,ale drugi raz go pamiętałem), inna cwaniara na dworcu prosiła o 2 zł na bułkę – i tak kilka osób dalej (zagotowałem się.Oszustów nienawidzę) Co innego tacy którzy naprawdę proszą o jedzenie. Raz mi się zdarzyło,że 2 typków prosiło,żeby im jajka kupić.Jajko nie wóda,czemu nie – kupiłem im i byłem zadowolony,niech podjedzą.

    „Dla mnie młody byk żebrzący pod marketem zawsze będzie łachudrą. Kiedyś zaczepił mnie taki jeden na parkingu, grzecznie poradziłem mu żeby wziął się ku…rwa do pracy. ”

    @Młody_ziew – to nie takie proste jest.Raz – może z żebrania mu się lepiej żyje ? 20-30 osób mu coś rzuci na dzień i dniówkę ma. Dwa – jeśli nie,to pomyśl, kto go do pracy przyjmie. Bez adresu stałego zameldowania i innego biurokratycznego syfu, do tego nie mytego (nawet jakby zatrudniający zignorował zapach,to jest jeszcze kolejka do lekarza medycyny pracy – publicznie to są kolejki),może pijącego itd.W tym kraju i tak jest bezrobocie i „rynek pracodawcy”,mogą w ludziach te k… przebierać jak w ulęgałkach.A „na czarno” ? Duże miasto,trudniej trafić.

    1. Przeciwko żulom nic nie mam, oni taplają się w swoim bagnie, ja się taplam w swoim. Czyje bagno lepsze wuj jeden wie…
      Jest pewnie pośród nich grupa takich, którzy napierdalając w robocie i w domu przez naście lat w końcu nie wytrzymują tempa narzuconego przez chore realia tego kraju i uciekają w alkohol. Może być też trochę nieszczęśników, którym z różnych powodów się nie powiodło.
      Myślę jednak, że większość to pospolite, mało rozgarnięte męty, nieroby, psychopaci i różni popieprzeńcy.
      Mam tu przykład ze Sląska, szkoda laski:
      http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/500915,dorota-z-rybnika-zginela-zabil-ja-sadysta-dostal-dozywocie,id,t.html
      Właśnie dlatego idealizowanie świata żuli uważam za szkodliwe.

    2. szkodliwe to było spółkowanie twoich starych :)))))))))))))

  5. Dla mnie młody byk żebrzący pod marketem zawsze będzie łachudrą. Kiedyś zaczepił mnie taki jeden na parkingu, grzecznie poradziłem mu żeby wziął się ku…rwa do pracy. Porysował mi auto kiedy załatwiałem sprawę w urzędzie (za rękę nie złapałem ale kto inny?). Może i żebranie ciężką pracą jest ale moja jest chyba jednak cięższa. Bo ja nie mam czasu niszczyć innym ciężko zarobionego majątku.;)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Chwała górnikom!

Od kilku dni trwa protest górników, od 24 września robotników w siedmiu kopalniach pozosta…