We wrześniu 2019 roku centrolewicowej Partii Demokratycznej udało się odsunąć od władzy skrajnie prawicową Ligę, ale absencja jej lidera Matteo Salviniego w koalicji rządowej wcale nie zminimalizowała znaczenia jego partii. Tymczasem, gdy ostatecznie słabnie eklektyczny Ruch Pięciu Gwiazd (M5S), na znaczeniu rośnie jeszcze bardziej niebezpieczna prawicowa formacja.

Bracia Włosi (FdI), gdyż tak nazywa się to ugrupowanie, to również ugrupowanie nacjonalistyczne. Z badań opublikowanych niedawno przez sondażownię Windpoll wynika, że kierowana przez liderkę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (frakcji europarlamentarnej, w skład której wchodzi Prawo i Sprawiedliwość) Giorgię Meloni partia zdobyła najwyższy wynik w historii pomiarów. Jeśli FdI utrzyma taki wynik (prawie 19 proc.) do wyborów parlamentarnych, które z racji trwającego obecnie kryzysu politycznego mogą się odbyć jeszcze w tym roku, to zajmie w nich trzecie miejsce.

Kolejna odsłona włoskiego kryzysu politycznego zaczęła się głównie za sprawą Matteo Renziego, lidera socjalliberalnej partii Italia Viva (IV). Postanowił on bowiem wyprowadzić z koalicji rządowej pod wodzą Giuseppe Conte trzech ministrów. Stojąc w obliczu pandemii, niekończącej się recesji gospodarczej i niepokojów społecznych polityk, którego ugrupowanie może liczyć na maksymalnie 3 proc. głosów wypowiedział wojnę prezesowi rady ministrów. Za odejściem Renziego z rządu stał spór dotyczący niezgodności w sprawie zagospodarowania pieniędzy z unijnego programu wsparcia dla włoskiej służby zdrowia. Bezpartyjny Conte musiał jednak zareagować bardzo szybko – bez IV w koalicji jego rząd stał się mniejszościowy. Do tej pory nie znalazł nowych partnerów do współpracy, a mimo to stał się obiektem ataków ze strony opozycji oraz lidera Viva Italia, że za często pojawia się w mediach, nie dopełnia swoich obowiązków i zaniedbuje rolę premiera republiki.

Do wyborów we Włoszech partie podchodzą skupiając się w blokach. Od czasu upadku potęgi komunistów z PCI scena polityczna podzielona jest na dwa duże sojusze – centrolewicowy oraz centroprawicy. Nasilająca się polaryzacja społeczna oraz wzrost znaczenia ugrupowań narodowo konserwatywnych spowodował, że przewagę w bloku centroprawicowym utracili chrześcijańscy demokraci kojarzeni głównie ze środowiskiem byłego premiera tego kraju, Silvio Berlusconiego. Ton prawicy zaczęli nadawać prorosyjscy nacjonaliści z Ligi (też zresztą zaprzyjaźnieni z PiS). Z kolei trwały, zdawałoby się, duopol, podważyło pojawienie się na scenie politycznej populistycznego, anty-establishmentowego ugrupowania, jakim jest Ruch Pięciu Gwiazd.

Bardzo trudno pokusić się w przypadku Włoch o założenie „gdyby wybory odbyły się dziś”. Wszystko zależy bowiem od tego, co uzgodnią pomiędzy sobą partie działające w tym kraju. Możliwy jest powrót do tradycji startu w dwóch konkurencyjnych blokach. Dla Gwiazdek byłby to jednak prawdziwy sprawdzian przynależności politycznej. Jeśli weszliby do sojuszu z Partią Demokratyczną oraz innymi partiami składającymi się na blok centrolewicowy, to mogliby jednocześnie utracić swoje poparcie antysystemowego, prawicowego elektoratu. Wejście w koalicję z Ligą, FdI oraz mniejszymi ugrupowaniami z bloku centroprawicowego mogłoby skończyć się tym samym, co miało miejsce za czasów pierwszego rządu Giuseppe Conte – przejściem elektoratu M5S do partii Salviniego, czy nawet do formacji kierowanej przez Georgię Meloni. Byłby to koniec „antysystemowego” ruchu, który dziś może liczyć na ok. 15 proc. głosów, dwa razy mniej, niż trzy lata temu.

Jeśli w bloku prawicowym wystartuje wyłącznie Liga Północna, Bracia Włosi oraz Forza Italia Silvio Berlusconiego, a partia tyrolskich autonomistów dołączy do bloku centrolewicy, to ten drugi ma szansę wygrać. Dwie pozostałe opcje, w których do Ligi, FdI oraz FI dołączy więcej ugrupowań, to władzę w kraju znów może przejąć Matteo Salvini. Dużo zależeć będzie także od wyników w poszczególnych okręgach. Gdyby do przyspieszonych wyborów jakimś cudem doszło, to zgodnie z wynikami zeszłorocznego referendum konstytucyjnego do izby deputowanych wejdzie o 260 parlamentarzystów mniej.

Do organizacji pomocy społecznej tylko w okresie świątecznym zgłosiło się cztery miliony Włochów. Mimo rosnących wydatków na programy socjalne nie spada ani bezrobocie, ani liczba osób żyjących poniżej granicy ubóstwa. Centrolewicowy rząd w 2019 zapowiadał zatrzymanie procesu wzrostu liczby bezrobotnych, jednak jak prognozuje Statista, do końca tego roku bezrobocie we Włoszech wzrośnie z 9.9 proc. do 11.6 proc. Trudno zatem byłoby twierdzić, że rządowi Partii Demokratycznej i ich sojusznikom udało się jakkolwiek zaradzić kryzysowi. Na tej niemocy bloku centrolewicowego i ciągłych przepychankach pomiędzy Renzim, Conte a liderem PD, Nicolą Zingarettim zyskuje wyłącznie prawica i to w dodatku ta skrajna.

Trzech na czterech mieszkańców Italii ma dość problemów i nie chce przyspieszonych wyborów. Na początku sierpnia zacznie się jednak okres, w którym urzędujący prezydent Republiki Włoskiej, Sergio Matarella straci możliwość rozwiązania izby deputowanych oraz senatu. Jeśli parlament dotrwa w obecnym stanie do lutego 2022 roku, to przyjdzie mu wybierać zastępcę Matarelli, bowiem ten nie wyraził jeszcze woli ubiegania się o reelekcję. Prawdopodobnym kandydatem do objęcia po nim urzędu zdaje się być Mario Draghi, prezes Europejskiego Banku Centralnego w latach 2011-2019. On też stał się właśnie za to prawdopodobnym kandydatem na objęcie funkcji premiera. W godzinach porannych 3 lutego 2021 roku Matteo Renzi ogłosił, że jego ugrupowanie Italia Viva poprze rząd Mario Draghiego – donosi włoski korespondent Europe Elects, Antonio Modeo. Jeśli rząd pod wodzą Draghiego upadnie, to na próżno szukać planu B. Prezydent republiki, Sergio Matarella będzie najprawdopodobniej zmuszony rozwiązać parlament i zorganizować przyspieszone wybory – te same, których nie chce 75 proc. społeczeństwa.Jeśli zaś rząd Draghiego przetrwa, Włosi również nie będą mieć powodów do radości. Draghi pełniąc funkcję przewodniczącego EBC znany był bowiem ze stosowania mechanizmów polityki zaciskania pasa. Gdyby powtórzył je na własnym podwórku, mógłby tylko dobić społeczeństwo udręczone wieloletnim „oszczędzaniem”, a ostatnio koronawirusem. Tymczasem wyrazistej lewicowej alternatywy nie widać.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

WHO straszy: pandemia gorsza dla psychiki ludzkości niż II wojna światowa

To wstrząsająca konstatacja, jeżeli uświadomić sobie ogrom okrucieństwa, śmierci i barbarz…