Czy sklepy sieci Biedronka będą otwarte w szósty dzień tygodnia tylko do godziny 21:00? Taki postulat zgłosiła zakładowa „Solidarność”, która uważa, że koncern nadmiernie eksloatuje swoich pracowników podczas weekendów. Na biurka członków zarządu trafiło właśnie pismo w tej sprawie. Związkowcy grają ostro – pada m.in. groźba przeprowadzenia akcji strajkowej.

Sklep Biedronka w Elblągu / flickr.com

– Chcemy, żeby sklepy zamykały się w sobotę o rozsądnej godzinie, czyli o 21. Dziś, jeśli sklepy są zamykane w soboty o 23, to pracownicy wychodzą do domu o północy. W mniejszych miejscowościach o tej porze nie funkcjonuje już żadna komunikacja – mówi w rozmowie z Money.pl Alfred Bujara, szef sekcji handlowej „S”.

Tym razem nie chodzi więc o podwyżki płac, a o inne kwestie, które, jak podkreślają związkowcy, również mają istotne przełożenie na życie zatrudnionych w sklepach koncernu Jeronimo Martins. Oprócz krótszego dnia pracy w sobotę, reprezentanci pracowników domagają się również zatrudnienia dodatkowych pracowników oraz większej liczby ochroniarzy, których deficyt jest odczuwalny zwłaszcza w weekendy.

Z takim żądaniem nie wystąpił jeszcze w Polsce żaden związek zawodowy działający w sektorze handlowym. Postulat jest efektem wydłużenia godzin otwarcia placówek handlowych, co miało miejsce po wprowadzeniu w marcu br. niedzieli wolnych od handlu. Dłuższej pracować muszą nie tylko pracownicy Biedronki (w soboty do 22:00 lub 23:00), ale również osoby zatrudnione w Lidlu, Piotrze i Pawle, Carrefourze czy Netto. Koncerny liczą, że taka zachęta spowoduje, że klienci, którzy dotąd dokonywali zakupów w niedziele, przestawią swoje nawyki na sobotnie wieczory. Wiele wskazuje na to, że tak się własnie stało. Portal Money.pl ustalił, że po godzinie 21:00 w soboty w Biedronkach obsługiwanych jest ok. 120 tys. klientów.

Co to oznacza dla pracowników? W większości przypadków opuszczenie sklepu w godzinach nocnych, a więc „zawalenie weekendu”. Alfred Bujara podkreśla, że nie ma innego kraju w UE, w którym dyskonty i markety byłyby otwarte do 23:00. Zdaniem związkowca „to nie jest normalne”.

Co zamierza zrobić Jeronimo Martins? Sieć na razie zdecydowała się przyznać dodatek w wysokości 50 zł dla osób, które rozpoczynają pracę w nocy z niedzieli na poniedziałek. Nic nie wskazuje na to, by koncern miał przystać na żądania strony związkowej. A więc całkiem możliwa jest eskalacja konfliku z odmową pracy majaczącą na horyzoncie.

 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Lekarze związkowcy o zabijaniu publicznej służby zdrowia przez rząd

Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy zwrócił się do pacjentów, czyli do nas wszystkich, z…