Pracownicy Paroc Polska na tydzień zatrzymali pracę swojego zakładu. Wygasili piece, wyłączyli maszyny. I zwyciężyli – w firmie nie będzie już umów czasowych, czyli śmieciowych, a każdy zatrudniony otrzyma podwyżkę oraz dodatek stażowy.

AKTUALIZACJA: Zarząd Paroc Polska faktycznie zgodził się na ustępstwa w kwestiach wynagrodzeń i dodatków stażowych. Poinformowali o tym związkowcy z Konfederacji Pracy, współkoordynujący protest. Jednak strajkujący są zdania, że ustępstwa są zbyt skromne. Negocjacje trwają.

Zarząd Paroc Polska ignorował łagodniejsze formy protestu, nie zrobił na nim wrażenia nawet strajk ostrzegawczy w czerwcu. Ale gdy fabryka naprawdę stanęła, musiał się zastanowić: czy naprawdę opłaca mu się ponosić straty z powodu zatrzymania produkcji, czy może lepiej uwzględnić postulaty pracowników. Dodajmy, postulaty raczej umiarkowane. W efekcie jest porozumienie.

Co wywalczyli pracownicy?

Pracownicy Paroc Polska otrzymają 250 zł podwyżki brutto jeszcze w tym roku, w przyszłym – kolejne 300, potem znów tak samo. Oznacza to, że za pracę przy produkcji wełny mineralnej, wyczerpującą i niezdrową (na zapylonej hali), będą wreszcie zarabiać, nawet bez potrzeby brania nadgodzin, więcej, niż płacę minimalną z niewielkim naddatkiem. Poza tym osoby, które przepracowały w Paroc Polska pięć lat, otrzymają dodatek stażowy w wysokości 140, a nie, jak dotąd, dziesięciu złotych. Po 15 latach pracy w tym miejscu dodatek wzrośnie do 420 zł (obecnie było to… 70 zł).

Strajkujący domagali się, by firma oferowała umowy o pracę na czas nieokreślony każdemu, kto przepracuje w niej pół roku i sprawdzi się przy wykonywaniu swoich obowiązków. Stanęło na tym, że umowę na czas nieokreślony będą otrzymywali pracownicy zatrudnieni na innej podstawie przez 12 miesięcy, jeśli z powodzeniem przystąpią do egzaminu na operatora. Obecnie takiej umowy nie ma blisko 1/3 załogi – teraz ma się to zmienić.

Wspierała ich Lewica Razem

Paroc Polska to wielki producent materiałów budowlanych i izolacji, podczas pandemii zwiększył swoje zyski, a nie stracił. Polski zakład to zresztą tylko część międzynarodowego koncernu Owens Corning. Będąca w świetnej kondycji firma w ciągu ostatniego roku jeszcze zwiększyła zatrudnienie. Jednak dopiero strajk skłonił jej kierownictwo do tego, by podzielić się z pracownikami owocami rynkowego sukcesu (a przynajmniej ich skromną częścią).

Z polityków do Trzemeszna, gdzie znajduje się zakład, pofatygowała się tylko Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (posłanka Lewicy, niezrzeszona w żadnej partii) oraz delegacja Lewicy Razem. Adrian Zandberg brał zresztą udział w rozmowach z zarządem zakładu. – Trzemeszno pokazało, że zjednoczeni pracownicy to siła nie do zatrzymania – napisał na Twitterze, gdy kolejna tura zakończyła się deklaracją zarządu o spełnieniu postulatów załogi. – Tak działają silne związki zawodowe, taka jest siła solidarnej załogi! – podsumowała z kolei Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Wydarzenia w Trzemesznie przejdą do najnowszej historii polskiego ruchu pracowniczego. W proteście, koordynowanym przez związki zawodowe Solidarność ’80 i Konfederacja Pracy, brała udział rekordowa liczba osób – jak na polski sektor prywatny w ostatnich latach. Walczyli i zwyciężyli. Oby zainspirowali następnych.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Kult „wyklętych” dotarł na kolej. Dworzec w Ciechanowie otrzymał patrona z NSZ

Moda na nazywanie wszystkiego imieniem ”żołnierzy wyklętych” ma się dobrze. Ni…