Site icon Portal informacyjny STRAJK

Amerykańska inwazja na Iran wciąż wisi w powietrzu

Zdjęcie Ashtona Cartera

Ashton Carter, Wikimedia

Część amerykańskiej administracji wciąż dąży do rozpętania kolejnej napastniczej wojny na Bliskim Wschodzie. Na celowniku ponownie Iran.

Radykalna, prowojenna prawica w USA nigdy nie zasypia. Wciąż jątrzy i szuka sposobności do skutecznego lobbingu na rzecz nowych wojen. Iran od lat jest łakomym kąskiem dla amerykańskich „jastrzębi”, jednak w ostatnim dziesięcioleciu, pomimo bardzo śmiałych kroków podjętych przez Teheran (w tym także program jądrowy), do inwazji nie doszło. Mało tego, amerykańscy imperialni stratedzy zdecydowali się nawet na podpisanie z władzami Iranu specjalnego porozumienia, które reguluje drażliwą kwestię atomową.

Niemniej, dla niektórych nie oznacza to wcale zerwania z dawną polityką wygrażania placem wieszczącego rychłą napaść. Jednym z najważniejszych przedstawicieli tej twardogłowej grupy okazuje się być amerykański sekretarz obrony – Ashton Carter. Tuż przed wylotem do Izreala, w którym od dziś rano (20 czerwca) przebywa z oficjalną wizytą, biuro prasowe Departamentu Obrony przygotowało specjalną konferencję prasową.

– Atak na Iran nie jest wykluczony – zapowiedział wyraźnie Carter i dodał – Rozumiem przyczynę tych spekulacji, dlatego zależy mi aby ten komunikat wybrzmiał jasno i czytelnie: porozumienie, które podpisaliśmy z władzami w Teheranie jest o tyle znakomite, że żadną miarą nie wyklucza zastosowania opcji militarnej. Zapewniam raz jeszcze – nie jest ona wykluczona.

Amerykański minister obrony z pewnością przesadza; obecne porozumienie, jeśli założyć, że Waszyngton chciałby je respektować, a przestrzeganie międzynarodowych umów nie jest tradycją szczególnie utrwaloną nad Potomakiem, wiąże USA ręce. Ewentualne retorsje czy sankcje stosować można wyłącznie gdyby Iran naruszył któryś z punktów. O tym, iż umowa ta jest zwycięstwem dyplomatycznym irańskiej administracji niech świadczy choćby alergiczna reakcja Benjamina Netanjahu i całej izraelskiej klasy politycznej. Tamtejszy premier, gdy tylko dowiedział się o podpisaniu porozumienia nazwał je „historyczną pomyłką USA”, a Iran określił jako „siłę wrogą wszystkim wartościom, którym hołduje ludzkość” i „ośrodek międzynarodowej, potencjalnej agresji”.

Radykalna wypowiedź Cartera i nadzwyczajna – zwołana tuż przed wylotem do Tel Awiwu – konferencja prasowa jest rytualnym gestem wobec władz Izraela, tradycyjnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonczych w ich zbrodnicznej polityce wobec państw arabskich, wydaje się, że klasy rządzące obu tych krajów są – przynajmniej w aspekcie systematycznego ludobójstwa dokonywanego na Arabach – „siłą wrogą wszystkim wartościom, którym hołduje ludzkość”. Jest to z pewnością jeden z fundamentów dobrej współpracy pomiędzy tymi państwami. Pomimo PR-owego wydźwięku, jeśli połączyć to z niedawnymi wypowiedziami Hillary Clinton, której jednym z geopolitycznych celów będzie napad na Iran, sytuacja wydaje się coraz bardziej niebezpieczna. Wojna z najważniejszym szyickim ośrodkiem w obliczu barbarzyńskiej sunnickiej rebelii oznacza ni mniej, ni więcej jak serię kolejnych cywilizacyjnych katastrof na całym Bliskim Wschodzie.

Po krótkiej wizycie w Izraelu, amerykański sekretarz obrony odwiedzi także Arabię Saudyjską i Jordanię. Następnych w kolejności sojuszników USA w regionie. O pierwszym wiadomo, iż, w majestacie własnego prawa, ścina więcej głów niż Państwo Islamskie i – ogólnie biorąc – jest fundamentalistyczną monarchią o ustroju zbliżonym do średniowiecznego nieoświeconego absolutyzmu; drugi zaś to wojskowa dyktatura.

Exit mobile version