Site icon Portal informacyjny STRAJK

Dobro i zło

Fotografia J. Samolińskiej

Justyna Samolińska, foto: Bojan Stanisławski

Irena Sendlerowa skończyłaby dzisiaj 106 lat. Dożyła 98, zmarła w 2008 roku. Wraz z innymi udało jej się uratować z getta warszawskiego 2,5 tys. dzieci żydowskich, dla których znalazła bezpieczne domy po „aryjskiej” stronie. Jest uważana za jedną z największych bohaterek polskiego podziemia. W 1944 roku Narodowe Siły Zbrojne, tak sławione przez polskich nacjonalistów, wpisały Sendlerową na jedną ze swoich list proskrypcyjnych, na których znalazły się dziesiątki nazwisk osób, oskarżanych przez NSZ o lewicowe sympatie i sprzyjanie Żydom; osoby te uznane zostały za wrogów narodu polskiego i miały zostać zamordowane.

„Oskarżanie” Sendlerowej o lewicowe sympatie było jak najbardziej uzasadnione, jej bohaterska postawa nie wzięła się znikąd. „Decydujący wpływ miała zapewne atmosfera mojego domu rodzinnego. Mój ojciec uważał się za jednego z pierwszych polskich socjalistów. Był lekarzem. Mieszkaliśmy w Otwocku. Jego pacjentami była przeważnie żydowska biedota. Wyrosłam wśród tych ludzi. Nie były mi obce ani zwyczaje, ani nędza żydowskich domów” – pisała. Sama była związana z Polską Partią Socjalistyczną. Przed wojną, podczas studiów, w ramach protestu wobec dyskryminacji żydowskich studentów na Uniwersytecie Warszawskim, nie wbiła sobie do legitymacji stempelka, pozwalającego na siadanie w „polskiej” części sal wykładowych i zajmowała miejsce w części przeznaczonej dla Żydów, za co groziło jej wydalenie z uczelni.

Ci, którzy organizują odbywające się w całej Polsce marsze na cześć Narodowych Sił Zbrojnych i innych formacji, które po wojnie mordowały po lasach ocalałych Żydów czy białoruskich chłopów, też nie wzięli się znikąd. Nie zmienili nawet nazwy – to ciągle ten sam stary, dobry Obóz Narodowo Radykalny, który z pałami atakował Sendlerową i jej koleżanki Żydówki na UW w latach ’30. Te same piaskowe mundury, twarze wykrzywione dokładnie tą samą nienawiścią, to samo szukanie wroga w słabszych, w „obcych”.

„Ludzi należy dzielić na dobrych i złych. Rasa, pochodzenie, religia, wykształcenie, majątek – nie mają żadnego znaczenia” – mówiła Sendlerowa. Zwykle ten podział – na dobrych i złych ludzi – wydaje się drażniąco naiwny, niewystarczający, żeby opisać rzeczywistość. W tym wypadku okazuje się jednak zaskakująco celny.

[crp]
Exit mobile version