Site icon Portal informacyjny STRAJK

Jak podrzędny celebryta polityczny postanowił zostać ofiarą. Historia Dariusza Mateckiego

Kto mieczem wojuje, ten…miecz chowa za plecami, mówi  „tu mam rączki” i robi minkę ofiary. Tak działa szczeciński radny PiS, który ogłosił się ofiarą hejtu i pomówień ze strony lokalnego blogera. Ten radny to Dariusz Matecki – człowiek, który w ramach propagandowej działalności przekroczył już wszelkie granice, a jego flagowym przedsięwzięciem było zorganizowanie wespół z Młodzieżą Wszechpolską „happeningu” wzywającego do zmycia z ulic Szczecina „szkodników i zanieczyszczeń”, czyli LGBT.

25 marca 2021 przed szczecińskim sądem rejonowym naprzeciwko siebie stanęły dwa niewielkie zgromadzenia. Jedni przyszli zamanifestować solidarność z blogerem Piotrem Kupsiem, dla którego właśnie rozpoczął się proces karny o zniesławienie z powództwa Dariusza Mateckiego. Mieli ze sobą transparenty:  „Matecki – Szczecin się ciebie wstydzi”, „Matecki – rasista”, „Matecki – faszysta”, „Matecki – homofob”.

Drugą grupę stanowili mężczyźni ubrani na czarno. Twarze mieli schowane w kominiarkach. Stali w milczeniu, filmując z bliska uczestników demonstracji solidarnościowej. Ktoś by mógł pomyśleć, że to policjanci w cywilu, ale funkcjonariusze mieli na miejscu swoich operatorów. Kim byli zatem zamaskowani mężczyźni? Według przyjaciół Piotra Kupsia, byli to ludzie radnego Mateckiego, a ich zadaniem było zgromadzenie materiału, potrzebnego do prowadzenia działań propagandowych.

Dariusz Matecki jeszcze w 2015 roku był dość oldskulowym przedstawicielem ekstremistycznej prawicy. Zaczynał jako fanboj Grzegorza Brauna. Na spotkaniach z antysemickim reżyserem animował oklaskami aplauz. Ten docenił jego wysiłek, pozwalając mu nosić za torby z kamerami i statywami. Z czasem Matecki dostąpił zaszczytu przeprowadzenia wywiadu ze swoim idolem, a jeszcze później został jednym z jego podwładnych. Matecki trzymał kamerę, a Braun rozprawiał: O Żydach, o Jedwabnem, o „zamachu warszawsko-smoleńskim” czy o Władysławie Bartoszewskim jako agencie służb ZSRR. Skalę uwielbienia dla Brauna ukazuje 2,5 godzinna kompilacja  „najlepszych wypowiedzi” założyciela komitetu „Szczęść Boże”, zmontowana własnoręcznie przez młodego pomocnika.

Matecki pracował też przy kampanii prezydenckiej Brauna, przepełnionej antysemickimi spiskami, katolickim fundementalizmem.  Na spotkaniu z Adamem Michnikiem, zorganizowanym w Szczecinie w 2016 roku  zjawił się w t-shircie z wizerunkiem założyciela „Wyborczej” opatrzony podpisem „Szechter” .

Ale pewnego dnia Dariusz Matecki opuścił swojego mistrza, bo znalazł sobie nowy obiekt kultu. Serce szczecinianina zdobył minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Wstąpił do Solidarnej Polski.

Tam szybko pokapowali się, że mają w swoich szeregach człowieka o talencie propagandowym. W 2018 roku pracował przy kampanii Patryka Jakiego, kiedy ten rzucił wyzwanie Rafałowi Trzaskowskiemu w starciu o fotel prezydenta Warszawy. Wtedy właśnie Jan Śpiewak, również starający się o posadę stołecznego włodarza, przedstawił Mateckiego na swoim profilu, określając go jako „brunatnego pomocnika Patryka Jakiego”. Matecki pozwał aktywistę o naruszenie dóbr osobistych, sprawa jest w toku do dziś.

Przy okazji tamtej kampanii Śpiewak przypomniał o jeszcze jednym skandalu. którego domniemanym bohaterem miał być Matecki. Kandydat Lewicy przytoczył wypowiedź znanej blogerki modowej Macademian Girl, która wyznała, że w czasach szkolnych była prześladowana przez rówieśników ze względu na niestandardowy styl.

„Byłam jednym dzieckiem nie zapraszanym na klasowe urodziny. Potem przeszło do agresji słownej. Pojawiły się wyzwiska… A skończyło się przemocą fizyczną. Bywały takie dni, że cała klasa czeka na mnie pod szkołą po zajęciach po to tylko, żeby mnie zaatakować, przewrócić, kopnąć. I są to bardzo, bardzo trudne wspomnienia. (…)A jeden z nich, który wykazywał się największa agresją, przepraszał tak naprawdę z kpiącym uśmiechem na ustach i było widać, że ani on nie czuje skruchy, ani nie wymagają tego jego rodzice. Dzisiaj jest politykiem, działaczem skrajnie prawicowej partii – wyznała szafiarka.

„Hej, Dariuszu Matecki to Pan prześladował znaną blogerkę? Zrobił Pan o mnie hejterski filmik. Teraz przyjrzymy się Panu. Społeczny (?) asystent Patryka Jakiego ma widać wiele za uszami. Jeśli okaże się, że dostawał za swoje wspieranie Jakiego kasę – mamy mega skandal” – pytał Śpiewak pod wspólnym zdjęciem Mateckiego i Macademian Girl z czasów szkolnych.

Matecki w roku 2018 prowadził strony takie jak „Prawicowy Internet”, na której atakował lewicę i bronił m.in. rasistowskiego mordercy Janusza Walusia czy „Stop Islamizacji Polski”, gdzie produkował fake newsy na temat muzułmanów, potęgując falę niechęci, wywołaną w społeczeństwie przez antyimigrancką kampanię wyborczą w 2016 roku oraz treści obraźliwe wobec wyznawców islamu, jak np. zdjęcie worków na śmieci z podpisem „znajdź kobietę na zdjęciu”. Mimo dorobku, jakiego nie powstydziłby się działacz neofaszystowskiej prawicy, jesienią 2018, już jako radny dostał w swoje ręce główny fanpejdż Ministerstwa Sprawiedliwości. Potem resort przyznał, że Matecki  „był zatrudniony w MS na podstawie umowy o pracę od 12 czerwca 2017 r. do 3 sierpnia 2018 r. na stanowisku sekretarza”.

Przełomowym rokiem dla Dariusza Mateckiego był 2019. Prokuratura Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód prowadziła już wtedy dwa postępowania w związku z działalnością radnego: w sprawie treści znieważających radnego PO Bazylego Barana, a także dziennikarkę „Wyborczej” Jolantę Kowalewską. Policja weszła do szczecińskiego mieszkania Mateckiego, w związku z trzecim zawiadomieniem, które złożył Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Śledczy z Prokuratury Warszawa-Praga dopatrzyli się sześciu przypadków drastycznego rasizmu. „dopatrzyli się w sumie sześciu wpisów łamiących prawo”. Według tego portalu jeden z nich przedstawiał kobietę w stroju muzułmańskim obok worków na śmieci. Chodziło m.in. o opisane powyżej porównanie islamskiej kobiety do worka na śmieci, a także zestawienie osoby czarnoskórej z asfaltem.

Matecki twierdził, że to nie on wrzucał obraźliwe obrazki. – Nigdy nie umieszczałem żadnych obraźliwych zdjęć ani wpisów. Pojawiły się one na fanpage’ach, które współadministruję, jednak to nie ja je umieszczałem. Na moich oficjalnych kanałach nigdy nic takiego nie miało miejsca. Na to, co robią inni administratorzy, nie mam jednak wpływu – mówił w rozmowie z Onetem.

Również w 2019 roku rozpoczął kampanie oczerniającą marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.  Używając swojej sieci kontaktów w social mediach wypromował wpis prof. Agnieszki Popieli, która przypomniała sobie nagle, że Grodzki jako dyrektor szpitala wziął łapówkę. Zachęcał też do nadsyłania donosów na marszałka „Jeśli ktoś chce się anonimowo (bądź) publicznie podzielić wiedzą o ewentualnych takich działaniach Tomasza Grodzkiego piszcie na priv” – pisał na swoim profilu.

Matecki, publikując materiały obciążającego Grodzkiego wyraził nadzieję, że afera stanie się „początkiem dyskusji nie tylko o kondycji moralnej parlamentarzystów opozycji”. W tym samym czasie propagował w polskim internecie kampanię „Free Tommy Robinson”, w ramach której apelował do brytyjskich polityków o uwolnienie lidera rasistowskiej organizacji przestępczej, znanej jako Angielska Liga Obrony (EDL), skazanego na dziewięć miesięcy więzienia. Robinson, którego prawdziwe nazwisko brzmi Stephen Christopher Yaxley, jeszcze w 2005 roku w Dover organizował protest przeciwko „śmieciom ze wschodniej Europy”. Dla Mateckiego solidarność z kolegą z rasistowskiej międzynarodówki była ważniejsza niż dobre imię rodaków. Z przejęciem przekonywał, że w zakładzie karnym przebywa wielu muzułmanów, a to oznacza śmiertelne zagrożenie dla osadzonego. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych opublikował zdjęcia, na których Robinson i Matecki obejmują się w przyjacielskim uścisku, zrobione jeszcze przed osadzeniem Brytyjczyka w zakładzie karnym.

Działania Mateckiego zaczęły budzić zniesmaczenie nawet wśród polityków Prawa i Sprawiedliwości. Kiedy w 2019 roku wpadł mu do głowy pomysł na happening polegający na zmywaniu z ulic Szczecina brudu osób LGBT,  PiS się od niego odciął. Zastępca rzecznika partii Radosław Fogiel stwierdził wtedy, że „czyny Mateckiego są kompletnie żenujące”. Matecki znalazł jednak kompanów do swojego przedsięwzięcia. Młodzież Wszechpolska ochoczo wyraziła chęć zorganizowania akcji „w obronie prawa naturalnego”.

– Nikt poza skrajnie prawicową mniejszością nie będzie dezynfekował ulic w Szczecinie, bo Szczecin od zawsze jest otwarty i tolerancyjny. Dariusz Matecki i jego środowisko posługują się ksenofobicznym i bliskim nazizmowi językiem, bo to właśnie naziści „odkażali” przecież społeczeństwo z osób niepełnosprawnych, homoseksualnych, czy Żydów – komentował sprawę dla naszego portalu Tymoteusz Kochan, lewicowy publicysta i mieszkaniec Szczecina.  Ostatecznie, Matecki wszechpolaków wystawił, bo happening nie doszedł do skutku, jak podał – na prośbę miejscowego księdza.

Obecnie Mateckiemu przypisywane jest sprawowanie kontroli nad kilkudziesięcioma stronami. Są wśród nich: . „Armia patriotów”, „Nasza Ojczyzna Polska”, „Prawicowy Szczecin”, „Prawicowy Internet”, „Popieram Rząd Prawa i Sprawiedliwości”, „Jestem Polakiem” i „Nie chcę islamizacji Polski”. Radny jest aktywny głównie w sprawach, które zapewniają mu rozgłos. Przebija radykalizmem główny dyskurs obozu władzy, w walce z politycznymi wrogami nie ogranicza go ani przyzwoitość, ani zgodność z prawdą.

Piotr Kupś to szczeciński bloger i aktywista. Prowadzi stronę „Ruch Wkurwionych” na Fb i profil „To nie przejdzie” na Twitterze. W ostatnich latach monitorował działalność Dariusza Mateckiego. Informując na bieżąco o kolejnych przypadkach podburzania do nienawiści, a także prostując manipulacje demaskując powiązania samorządowca ze skrajną prawicą, Kupś dorobił się osobistego wroga, który próbuje go teraz zniszczyć przed wymiarem sprawiedliwości.

W czwartek w sądzie rejonowym w Szczecinie odbyła się pierwsza rozprawa. „Jego zachowanie przekroczyło wszelkie możliwe w cywilizowanym świecie granice krytyki osób publicznych i można je określić jako uporczywe nękanie. Używał wobec mnie sformułowań takich jak: »faszystowska pała«, »antysemita«, czy »pedo aktywista« – w kontekście mojej przynależności do Kościoła katolickiego” – tak Matecki tłumaczy przyczyny pozwu.

Proces z Dariuszem Mateckim, podwładnym ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, to będzie okazja by niezawisłemu (jeszcze) sądowi RP przedłożyć dokumenty którymi dysponuję, a którymi nie chciała się zająć prokuratura nadzorowana przez Ziobrę. »Na strzelaninę nie idzie się z nożem« jak mówi stare porzekadło – jestem przygotowany” – odpowiedział Kupś.

Prof. Inga Iwasiów, literaturoznawczyni z Uniwersytetu Szczecińskiego uważa, że działalność Mateckiego to nie tylko obniżanie standardów debaty czy życia publicznego, ale też realne zagrożenie.

– Pan Piotr Kupś ma rację. Nazywa wprost zagrożenia, jakie niesie obecność w polityce osób, które chcą działać przez eliminowanie innych, grają na najgorszych uprzedzeniach, których podkręcanie mobilizuje ludzi zdolnych do przemocy.  Tu mamy do czynienia z czymś więcej niż wypowiedzi, bo z budowaniem dla niebezpiecznych poglądów zaplecza w mediach elektronicznych. Pozywanie kogo się da, nagłaśnianie takich spraw to część strategii, mobilizującej zwolenników. Radny Matecki się przeliczy – konfrontacja słownika używanego przez strony sądowe nie wymaga ekspertyz. Stroną agresywną jest pozywający. Pozwany po prostu odpowiada. 

Zdaniem profesor Iwasiów z Mateckiego nie powinniśmy jednak robić wszechwładnego demona. – Oddalibyśmy mu za dużo pola, dostarczyli paliwa nienawistnikowi. Dlatego wolę analizować hejterską aktywność radnego jako symptom chaosu i utraty reguł takich jak prawdomówność, dialogiczność, umiar. Pan Matecki sieje zamęt, skłóca, ściąga uwagę i zostanie niewątpliwie nagrodzony przez obóz polityczny, na którego progu harcuje. Najbardziej znana, niechlubna akcja Mateckiego, czyli nawoływanie do „mycia ulic z LGBT” skończyła się fiaskiem – wskazuje Iwasiów. 

Literaturoznawczyni skłannia się ku tezie, że wpływ jest odwrotny od oczekiwanego:  – Obcując z ideologicznym ekstremizmem, skonfrontowane z konsekwencjami przyzwalania na mowę nienawiści,  ludzie doznają poznawczego szoku.  I cofają się, bo skojarzenia historyczne czy zwykła przyzwoitość biorą górę.

– Ale niestety, Matecki ma też zwolenników, wystarczy zajrzeć na jego stronę internetową, by się przekonać.  Obecność w gremiach takich jak samorządy, spółki państwowe , media – ludzi gotowych w każdej chwili rozpętać wojnę motywowaną nienawiścią, a  przedstawianą jako batalia o wartości,  jest niebezpieczna i destruuje wspólnotę – zastrzega prof. Iwasiów. 

Matecki, kiedy znajduje się pod ostrzałem, natychmiast przyjmuję rolę ofiary. Tak było w przypadku konfrontacji z Janem Śpiewakiem, kiedy skarżył się, że spotkała go „fala hejtu” po wypowiedzi aktywisty. Tak jest i teraz, gdy czuje się pokrzywdzony krytyką ze strony Kupsia.

– Do tej sytuacji jak ulał pasuje przysłowie: diabeł w ornat się ubrał i na mszę dzwoni – stwierdza Edyta Łongiewska-Wijas, która ma okazję obserwować działalność Mateckiego, z bliska, gdyż podobnie jak on, zasiada w szczecińskiej Radzie Miasta. – To Matecki jest agresorem i drapieżcą w polityce, a nie ofiarą. Udawanie owieczki słabo mu wychodzi. Nie sądzę, by jakikolwiek sędzia się na to nabrał. Wierzę, że sąd rozpozna, kto jest ofiarą, a kto agresorem, kto prowokuje i atakuje, a kto się broni. Dla każdego, kto obserwuje działanie radnego Mateckiego, nie stanowi to problemu. Nawet dla jego zwolenników, którzy wspierają go w ofensywności, atakowaniu, ośmieszaniu i dyskredytowaniu ludzi o odmiennych poglądach – uważa deputowana.

Łongiewska-Wijas określa Mateckiego jako „celebrytę agresywnej, radykalnej prawicy spod znaku Ziobry”.

– Jego seanse nienawiści są równie puste, jak skandale marginalnych aktorek podrzędnych seriali. To użyteczny dla poważnych graczy gadżet, taki bulterier, warczący na zawołanie, lecz trzymany na krótkiej smyczy. Było to widać w czasie kampanii, kiedy przymuszony przez PiS, który się od niego odciął, kompromitująco wycofywał się z akcji dezynfekcji po LGBT na pl. Solidarności, tchórzliwie porzucając Młodzież Wszechpolską. To pozwoliło mi zrozumieć jego podrzędną pozycję w polityce. To jedynie głośne narzędzie, ale nie podmiot. Karmi się skandalem, jego nienawiść to medialny spektakl, z którego ucieka, kiedy wymyka mu się spod kontroli. Jego wpływ na szczecinian jest marginalny. Tak, jak każdego celebryckiego skandalisty – uważa radna.

Zdaniem Łongiewskiej-Wijas działalność Mateckiego wyraża intelektualne nieskomplikowanie i toporny talent polityczny. – Oparta jest tylko na powtarzalnej konfrontacji ideologicznej, Dlatego trzeba tłumaczyć, że to polityk żerujący na najniższych instynktach. Nie przyniesie nam, mieszkańcom i mieszkankom Szczecina żadnych korzyści. Głos oddany na celebrytów nienawiści to głos stracony. Jestem przekonana, że Matecki przeminie razem ze swoją nienawiścią. Jego „za lud krzycząca gęba” znuży w końcu i pisowski lud – podsumowuje.

Exit mobile version