Kilkaset dolarów na kupno żony… W Indiach Międzynarodowy Dzień Kobiet stał pod znakiem protestów przeciw porwaniom i sprzedaży kobiet rozpowszechnionym głównie w północnych stanach subkontynentu. Dane rządowe, którym stowarzyszenia kobiece zarzucają chęć minimalizacji problemu, mówią o ok. 35 tys. takich przypadków rocznie. Zdaniem protestujących kobiet, chodzi o setki, nie dziesiątki tysięcy ofiar takiego handlu.
Jeśli nie są po pewnym czasie wyrzucane, wracają na rynek matrymonialny i są powtórnie sprzedawane, zazwyczaj taniej. „Świeża”, młoda żona może kosztować nawet ok. 700 dolarów, ale „przechodzoną” można nabyć już za kilkadziesiąt. Upokorzenie pogłębia tradycja nazywania ich „paro” („ukradziona”) lub „molki” („kupna”).
Większość „paro”, jeśli dożyje wdowieństwa, jest wyrzucana bruk przez rodziny ich mężów-właścicieli. Od kilkunastu lat organizacje kobiece próbują wpłynąć na zmianę tej mentalności, organizują też schroniska dla porzuconych kobiet, sieci solidarnościowe, które pomagają im przetrwać dyskryminację, i protesty, jak dzisiaj.
Praktyka porwań, handlu kobietami i małżeństw na siłę cieszy się ciągle społecznym poparciem w regionach wiejskich, gdzie znalezienie żony jest trudne. Akcje informacyjne i uwrażliwiające stowarzyszeń kobiecych odnoszą jednak pewien skutek. Wielu wieśniaków nie wyrzuca już starych żon, najwyżej dokupują młodą, zwykle by mieć więcej dzieci. Po dzisiejszych protestach rząd tradycyjnie obiecał zająć się problemem, lecz kobiety wiedzą, że czeka je jeszcze długa walka.