Site icon Portal informacyjny STRAJK

Właściciel „Biedronki” zastrasza związkowców?

Przynajmniej takie są ich odczucia po lekturze listu, który otrzymał przewodniczący związku zawodowego działającego w firmie.

www.flickr.com/photos/thom_s_treasure_trove/tomaszmusial

W piśmie prawnicy Jeronimo Martens żądają od związkowców, by niezwłocznie zaprzestali „naruszania dobrego imienia firmy”. Prawnicy uważają, że związkowcy poprzez swoje publiczne wypowiedzi naruszają dobrą reputację zakładu, posługują się nieprawdą i wypowiadają się nierzetelnie.

Pismo cytuje, jak podaje money.pl, 10 wypowiedzi jednego z szefów związków zawodowych, które mają spełniać wspomniane cechy. Słowa, których miał użyć związkowiec, miały paść pod koniec kwietnia, kiedy to pracownicy „Biedronki” przygotowywali się do strajku włoskiego, a w mediach związkowcy tłumaczyli, czemu do protestu ma dojść. Jednym z argumentów było to, że pracownicy dyskontu są przeciążeni z powodu zbyt małej liczby pracujących przy kasach. Formą protestu przeciwko nadmiernie obciążającej pracy miało być bardzo dokładne i drobiazgowo zgodne z regulaminami obsługiwanie klientów. Spowodowało by to z pewnością gigantyczne kolejki.

Jeronimo Martens uważa też, że nieprawdziwe jest sugerowanie, że pracownicy masowo rezygnują z pracy w dyskontach z powodu przeciążenia pracą. „Solidarność” w marcu utrzymywała, że miesięcznie zwalnia się nawet 2200 osób. Żądali podwyżek płacy do 2000 zł na rękę dla szeregowego pracownika i podwyżek dla kierowników sklepu.

„Obecna niska obsada kadrowa sprawia, że muszą zostawać w pracy po godzinach (…). Niemożliwe jest czasem zaplanowanie urlopów albo urlopy wypoczynkowe już udzielone, są anulowane. (…) Wzrasta stres w pracy i wypadkowość. Widoczny jest wzrost absencji chorobowej” pisali w marcu związkowcy do właściciela „Biedronki”.

Exit mobile version