Site icon Portal informacyjny STRAJK

Macierewicz szykuje brankę

fot. flickr.com/włodi

Jak zgodnie z prawem internować 50 tysięcy ludzi.

Parę tygodni temu Marta Kaczyńska postanowiła w tygodniku Karnowskich rozwiązać kwestię braku „męskich” mężczyzn. Skrobnęła zatem apel, by odwiesić powszechny pobór do wojska. Zdaniem Pierwszej Sieroty RP „pozytywnym skutkiem służby wojskowej byłoby kształtowanie wzorców i postaw, takich jak patriotyzm, odwaga, męstwo, a także dbałość o odpowiednią kondycję fizyczną”. Żeby jednak nie było, że bratanica prezesa nie ma w kim przebierać, dopisała jeszcze, że „Powrót do obowiązkowej służby wojskowej dla mężczyzn w Polsce wydaje się rozwiązaniem pożądanym, a w szczególności, przy założeniu w pełni profesjonalnego szkolenia, realnie zwiększającym bezpieczeństwo naszego państwa”.

Można oczywiście taki publicystyczny wyskok obśmiać jako drobne zawirowanie endokrynologiczne wynikające z faktu bycia przez Martę Kaczyńską kobietą. Ale nie tym razem.

O konieczności powrotu do poboru PiS głośno i donośnie napomykało już w czasie ubiegłorocznej kampanii wyborczej. A co najgorsze, dyskusje na ten temat wciąż w gremiach decyzyjnych PiS trwają. Prezes się zastanawia. Tymczasem Macierewicz ciśnie. Zapowiedział chęć zwiększenia stanu armii ze 100 do 150 tysięcy. Militaryzuje kibolstwo w ramach płacenia za służbę w siłach pomocniczych. Po co? Oficjalnie z powodu zagrożenia ze Wschodu. Ale w to uwierzą tylko idioci i być może zasłużony dla obronności kraju rzecznik Macierewicza.

Według „Słownika terminów z zakresu bezpieczeństwa narodowego” wydawnictwa Akademii Obrony Narodowej, wojsko stanowi wyspecjalizowany organ państwa, który podlega bezpośrednio centralnej władzy wykonawczej, jest przeznaczony do ochrony i obrony interesów kraju, a także posiada monopol na stosowanie przemocy zbrojnej, broni i środków przymusu. Polska armia ma służyć ochronie niepodległości RP, bronić niepodzielności jej terytorium, zapewniać bezpieczeństwo i nienaruszalność granic. Siły zbrojne są zobowiązane zachować neutralność w kwestiach politycznych, a także podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli.

W kamasze! Tak widzi przyszłość polskiej armii Antoni Macierewicz. fot. publicdomainpictures.net

Zgodnie z 97. punktem Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP bardzo ważnym zadaniem wojska jest wspieranie organów państwa w zapewnianiu bezpieczeństwa wewnętrznego, udzielanie potrzebnej pomocy wojskowej właściwym instytucjom, służbom rządowym oraz samorządowym, organizacjom cywilnym i obywatelom w reagowaniu na zagrożenia.

W tych wszystkich definicjach dla PiS najważniejsze są trzy zapisy: przymus, poddanie cywilnej czyli partyjnej zwierzchności i obowiązek wspierania organów państwa w likwidacji zagrożeń.

Nikt we władzach PiS nie ma złudzeń, że dzisiejszych wojen nie wygrywa mięso armatnie biegające za czołgiem z kałasznikowem. Wystarczy pooglądać relacje z Iraku czy Afganistanu i dla każdego staje się jasne, że w czasach bezpilotowych samolotów, dronów i satelitów na polu walki liczy się najnowocześniejsza technika i obsługujący ją profesjonaliści.

Dzisiejsze pole walki wygląda tak, że rakietami i samolotami steruje jakiś facet oddalony o kilkaset kilometrów, który po prostu gra w napisaną przez dowódców grę komputerową. Przed sobą ma monitor, a w ręku dzierży dżojstik. Piechota służy do tego, by siedzieć w chronionych bazach i od czasu do czasu dokonywać demonstracji siły na podbitym terenie. To już nie te czasy, by w każdej wiosce stacjonowało kilku żandarmów, których partyzanci sukcesywnie zabijali. Dziś, gdy zmotoryzowanym piechociarzom się coś nie podoba wzywają wsparcie, które robi duże kuku wrogowi, albo czemuś lub komuś wrogopodobnemu jak wesele czy szpital.

Czy ktoś zwrócił uwagę, że wszystkie opisane powyżej przypadki stosowania piechoty dotyczą terenów podbitych? No właśnie. Piechota na dzisiejszym polu walki służy zatem głównie do zadań policyjno-żandarmeryjnych. Po cholerę nam zatem 50 tysięcy dodatkowych żołnierzy? Wybieramy się na Psków, czy od razu myślimy o Moskwie? Bo jedynie w takich okolicznościach geografii polska, zmotoryzowana piechota mogłaby się do czegoś przydać.

Macierewicz wygląda i zachowuje się jak szalony, ale kretynem nie jest. Zdaje sobie sprawę, że militarna konfrontacja z Rosją nawet gdybyśmy mieli milionową armię, wyglądałaby zupełnie inaczej. I chyba dla nas nienajkorzystniej. Forsuje zwiększenie liczebności armii wyłącznie z powodów polityki wewnętrznej. Wskazują na to chociażby doświadczenia obalenia rządu Olszewskiego, gdy dzisiejsi PiS-owcy liczyli na wsparcie jednostek nadwiślańskich. Teraz robią wszystko, by armia była w stosunku do nich bardziej niż lojalna. Stąd podwyżki uposażeń. Policja, służby specjalne i wojsko zagwarantują rządowi PiS, że nikt im nie podskoczy. Żeby jednak nikomu nie chciało się próbować, to w MON naprawdę przemyśliwuje się o odwieszeniu powszechnego poboru. Tyle, że nie na stałe.

Ludzie Macierewicza wierzą temu, co niedawno o zasadniczej służbie wojskowej mówił gen. Polko – „To była patologia Po pierwsze, chyba niektórzy zapomnieli, że zasadnicza służba wojskowa to było więcej patologii niż pożytku. Nawet nie chcę się na ten temat za bardzo rozwodzić, ale uważam, że w naszym kraju powrót obowiązkowego poboru do wojska jest kompletnie bez sensu. Tym bardziej, że nie brakuje ochotników do służby w takich formacjach, jak Gwardia Narodowa czy obrona terytorialna. Warunkiem jest jednak to, by było to dobrze zorganizowane. Będzie infrastruktura i sprzęt, a wszystko zostanie zrealizowane na właściwym poziomie. Myślę, że jeśli mamy coś teraz robić, to zagospodarujmy ten potencjał, którym dysponujemy, czyli różnego rodzaju organizacje paramilitarne. Niektórzy uważają, że sama zasadnicza służba wojskowa wychowa i zdyscyplinuje młodzież, ale naprawdę jeszcze raz warto sobie przypomnieć, że było z tym więcej problemów niż pożytku. W XXI wieku tego typu armia niewolnicza nie ma racji bytu. Tak naprawdę wszyscy od tego odchodzą. Z całym szacunkiem dla posłów Prawa i Sprawiedliwości, nie ma szans na powrót takiego rozwiązania, nawet w ciągu kilku najbliższych lat”.

Polko ma rację, ale obowiązek obrony ojczyzny wymyślany teraz w MON i testowany w felietonie Kaczyńskiej ma polegać na czymś innym. Na zneutralizowaniu nawet 50 tysięcy osób, które chciałyby robić nowej władzy wbrew. Dlatego projekt odwieszenia poboru wkrótce pojawi się na tapecie. Początkowo będzie dotyczył bardzo nielicznych. Jeśli jednak władza poczuje się zagrożona, to z dnia na dzień zapełni przeciwnikami politycznymi wszystko co przypomina koszary. Nie po to budżet wojska liczy niemal 40 miliardów złotych.

Ustawa o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej wciąż obowiązuje i stanowi zaszczytnemu obowiązkowi podlegają faceci pomiędzy 18. a 50. rokiem życia. Zaś w jej art 82 stoi jak byk, że „Czas trwania zasadniczej służby wojskowej wynosi dziewięć miesięcy” no i jeszcze to: „Rada Ministrów może przedłużyć, w drodze rozporządzenia, czas trwania zasadniczej służby wojskowej o okres nieprzekraczający łącznie sześciu miesięcy”. W sumie każdego, kto podskoczy, koszarujemy przez 15 miesięcy. A Komisja Wenecka i Rada Europy mogą nam naskoczyć. Trybunał Konstytucyjny tym bardziej.

Exit mobile version