Bojownik talibów / fot. Flickr

Sukcesy talibów w północnym i północno-wschodnim Afganistanie wywołały prawdziwy alarm w graniczących z Afganistanem poradzieckich republikach: Turkmenistanie, Uzbekistanie i Tadżykistanie. Rządzący w autorytarny –  często przekraczający cywilizowane normy – prezydenci: Karimow, Berdimuhamedow i Rahmon zdają sobie sprawę, jakim przeciwnikiem może być dla ich rządów radykalny islam. Nawet, jeśli talibowie jako ruch typowo regionalny, pasztuński, nie mają ambicji szerzenia swych zwyczajów czy religijnej doktryny na zewnątrz rządzonego terytorium.

Nie ma wątpliwości – talibowie zamierzają realizować swoją doktrynę i politykę wyłącznie w Afganistanie, ewentualnie na ziemiach północno-zachodniego Pakistanu (region Chajber Pasztunchwa). Co jednak, z oczywistych powodów, wydaje się obecnie mało realne. Tym niemniej warto sobie przypomnieć, jak chaos po obaleniu poradzieckich władz w Kabulu i wycofaniu się Moskwy z bezpośredniego udziału w afgańskiej zawierusze skutkowały umocnieniem bazy – tak społecznej jak i politycznej – dla islamskich radykałów. Obecnie szykuje nam się powtórka z rozrywki. Państwo Islamskie już próbowało umacniać się w Afganistanie, co prawda bez sukcesów. Ale nie można przesądzać, że nie spróbuje znowu. Podobnie jak al-Ka’ida, a obie te organizacje już mają w swoich założeniach prozelityzm i eksport swojej wersji islamu.

Dlatego nie mają racji ci komentatorzy, którzy przekonują, że zagrożenie destabilizacji całego regionu z racji sukcesów talibów jest przeceniane. Rozpad Afganistanu na kontrolowane przez różnych watażków regiony, iluzoryczna zwierzchność rządu w Kabulu, a taki scenariusz jest prawdopodobny, będzie katalizatorem i wylęgarnią ponadregionalnych napięć.

Dziś oddziały talibów obsadziły już całą granicę między Afganistanem a poradzieckimi republikami leżącymi na północ od Amu-darii. Jak pisaliśmy na łamach Portalu Strajk, w ostatnich tygodniach kilka tysięcy regularnych żołnierzy wojsk afgańskich, przeszkolonych i motywowanych dotychczas przez wojska koalicji przekroczyło granice szukając pobytu i azylu w Tadżykistanie i Uzbekistanie.  W związku z takim rozwojem sytuacji prezydent Tadżykistanu zarządził mobilizację 20 tys. rezerwistów, wysyłając ich do ochrony zagrożonej granicy. Pomoc Tadżykistanowi w ustabilizowaniu sytuacji na pograniczu zaoferowała także Moskwa. Tu znajduje się największa poza granicami Rosji rosyjska baza wojskowa, w której stacjonują śmigłowce, wojska pancerne i samoloty bojowe. Moskwa zapowiada, że blok wojskowy (Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym) Rosji i dawnych poradzieckich republik azjatyckich musi wspomóc zagrożoną terroryzmem (a przede wszystkim – efektami możliwego chaosu w Afganistanie) dawną, południową granicę ZSRR, stanowiącą współcześnie rubież miękkiego podbrzusza Federacji Rosyjskiej.

Dodatkowym elementem wzmagającym przerażenie władz w Taszkencie, Aszchabadzie i Duszanbe jest fakt, iż za granicą tych krajów, w Afganistanie północnym, zamieszkują znaczne, liczące się w skali tamtego kraju, mniejszości: Turkmenów, Uzbeków i  Tadżyków. Właśnie za ich pośrednictwem w przeszłości dochodziło do przenikania uzbrojonych bojowników, a także radykalnych kaznodziejów szerzących wahhabicką wersję islamu. To jest również droga eksportu tych idei dalej: do Ujgurów z chińskiego Sinciangu, do Kirgistanu, może nawet na Kaukaz.

Granica z Afganistanem jest w tej chwili właśnie dlatego niezwykle istotną nie tylko dla Turkmenistanu, Uzbekistanu czy Tadżykistanu, ale przede wszystkim dla Rosji i Chin.

I dlatego te kraje żywo interesują się rozwojem sytuacji w Afganistanie.

Chiny zainwestowały dotychczas spory kapitał (zwłaszcza w przemysł wydobywczy) w Afganistanie. Obserwując rozwój sytuacji po amerykańskim exodusie ewakuowały już ponad 200 swoich obywateli z terytorium tego kraju z powrotem do Pekinu.

Nie dziwi więc, iż sami talibowie szukają na drodze dyplomatycznych wizyt i rozmów możliwości wyjaśnienia swoich zamiarów. Gościli już we wszystkich stolicach wspomnianych w tym materiale – Aszchabadzie, Taszkencie, Duszanbe. W Moskwie osobiście przyjął ich minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Talibowie są uznawani za organizację terrorystyczną, ale rozwój sytuacji w Afganistanie jest taki, że wszyscy zainteresowani w regionie są zmuszeni z nimi rozmawiać. Amerykanie, którzy wszak negocjowali sposób swojego odejścia, też byli.

Tak przedstawia się aktualnie afgańskie domino przed spodziewanym wejściem talibów do Kabulu i objęciem oficjalnych rządów. Kostki domina potrącić łatwo, powstrzymać ich upadku… już się tak szybko nie da.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Pachnie krwią

W trwającej od kilku tygodni tragedii z uchodźcami i imigrantami na polskiej granicy doszl…