Śledczy ze stolicy Podlasia przez pięć miesięcy próbowali ustalić sprawców podpalenia zabytkowego drewnianego domu. Budynek zlokalizowany przy ul. Oskara Sosnowskiego przeszkadzał w budowie deweloperskiego bloku.

Drewniany dom, w którym mieszkała niegdyś rodzina historyka Janusza Tazbira, przetrwał dwie wojny światowe. Poległ dopiero w starciu z polskim kapitalizmem. Budynek był to ciekawej urody –  wczesny modernizm, drewniana konstrukcja zrębowa i sumikowo-łątkowa.  – Choć układ budynku oparty jest na klasycznej osiowości, to geometryzacja jego bryły nadaje mu nowoczesny charakter, odróżniając go od innych drewnianych budynków tego okresu – opisywał go historyk sztuki Sebastian Wicher. Cenny był tym bardziej, że zabytkowej drewnianej architektury miejskiej w Białymstoku wcale tak wiele nie pozostało.

Dom spłonął na początku czerwca 2020. W trzeciej próbie. Wcześniej podpalacze wyraźnie spartolili robotę, bo zamiast domu ogień strawił pobliską altanę. Ostatecznie jednak ci, którym zależało, aby budynek zniknął, dopięli swego.

Prokuratura wszczęła śledztwo natychmiast, na polecenie konserwatora zabytków, Dariusza Stankiewicza, któremu wcześniej udało się uratować budynek przed rozbiórką, zaplanowaną przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego Powiatu Grodzkiego w Białymstoku.  W międzyczasie ziemia, na której stał dom, została sprzedana jednej z firm deweloperskich.

Co ciekawe, w planie zagospodarowanie przestrzennego, budynek został sklasyfikowany jako zabytek, jednak z adnotacją, że zmiana jego statusu umożliwiałaby wybudowanie wyższego budynku mieszkalnego na sąsiedniej działce.

Jak podaje białostocka „Wyborcza”, śledczy nie mieli wątpliwości, że pożar był efektem celowego podłożenia ognia, jednak znalezienie sprawców przerosło ich możliwości.

Justyna Rembiszewska z podlaskiej Lewicy Razem nie jest zaskoczona decyzją śledczych o umorzeniu postępowania.

– Prokuratura w tym momencie stoi po stronie przestępców, kimkolwiek oni są – mówi w rozmowie z Portalem Strajk.

Działaczka zwraca uwagę, że „spontaniczne” pożary zabytkowych budynków to w jej mieście wydarzenia cykliczne. Za każdym razem zgliszcza szybko usuwane są przez ekipy wynajęte przez firmy deweloperskie. Normą jest również pasywna postawa śledczych.

– Jeszcze nikt nie usłyszał żadnego wyroku, ani nie został oskarżony o podpalenie któregoś z budynków. Największy dramat i rzeź przeszło osiedle Bojary, gdzie znajduje się, aktualnie bardzo przerzedzony, zabytkowy szlak drewnianej architektury. Władze Białegostoku w żaden sposób nie dbały i nie dbają o takie nieoczywiste zabytki, jak sądzę do niedawna dla nich to były wstydliwe stodoły peryferyjnego miasta, sądząc po megalomańskim wręcz rozmachu niektórych betonowych inwestycji zainicjowanych przez prezydenta. U nas już niewiele zostało do palenia i wyburzania, to co miało spłonąć lub zostać zburzone, to spłonęło lub zostało wyburzone. Bez sentymentów władzy i przy daremnych protestach aktywistów – wskazuje polityczka.

Rembiszewska typuje już kolejne pożary.  – Jest jeszcze taki kwartał ziemi przy osiedlu Bema, w okolicach ulicy Młynowej, tam stoją domki, a jest to praktycznie centrum Białegostoku – bardzo łakomy kąsek dla dewelopera.

W Białymstoku zdarzają się też przypadki wyburzenia budynków, które nie załapały się na listę zabytków, mimo walorów architektonicznych. Taki los spotkał chłodnię przy ul. Białostockiej. – Była to unikatowa perła architektoniczna, piękny budynek po zakładach mięsnych w stylu brutalistycznym. Pomimo opinii specjalistów i dużego oporu mieszkańców budynek został wyburzony. Mieścił się w okolicy, gdzie plan zagospodarowania przestrzennego zakładał budownictwo przemysłowe – wspomina Rembiszewska.

Prezydent Tadeusz Truskolaski zarzekał się, że nie odda tego terenu deweloperom. Długo nie wytrwał w postanowieniu. Nadszedł rok 2018 i ustawa „lex deweloper” umożliwiła przeznaczanie budynku pod zabudowę mieszkaniową bez patrzenia na plan zagospodarowania przestrzennego. Miasto skorzystało z tej furtki, teren jest już we władaniu firmy budowlanej.

– Przyglądamy się tym procederom od lat, niektóre sytuacje mimo że oburzające, są niestety z formalnego punktu widzenia zgodne z prawem i nie można niczego zarzucić. Natomiast inne już niekoniecznie. W naszym mieście najważniejszy jest interes dewelopera, to po prostu widać gołym okiem i nie da się inaczej interpretować tak oczywistej sekwencji zdarzeń, nie ma przypadków – mówi Justyna Rembiszewska.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Medycy: pozwólcie nam ratować uchodźców!

24 września grupa lekarzy i ratowników zwróciła się do ministra spraw wewnętrznych i admin…