Zawirowania w zachodnioafrykańskim Mali pogłębiły się po tym, jak grupa żołnierzy i młodszych oficerów stacjonujących w stolicy Bamako zatrzymała prezydenta Ibrahima Boubacara Keitę, premiera Boubou Cissé i innych wysoko postawionych urzędników państwowych, a następnie zmusiła ich do rezygnacji. Towarzyszyły temu kolejne tygodnie masowych protestów i demonstracji przeciwko rządowi Keity. Dziesiątki tysięcy protestujących wyszły na ulice, by świętować po tym, jak wiadomość o aresztowaniu Keity została podana do wiadomości publicznej.

W Bamako miały miejsce sceny dzikiej radości, podczas których protestujący i żołnierze strzelali ostrą amunicją w powietrze, aby uczcić usunięcie znienawidzonego rządu wspieranego przez Francuzów. Następnie, około północy, Keita pojawił się w telewizji, aby ogłosić swoją rezygnację i rozwiązanie parlamentu.

Keita przyjmowany w Białym Domu / fot. Wikimedia Commons

Dopiero pucz zwrócił uwagę światowej opinii publicznej na sytuację w Mali. Tymczasem wcześniej również działo się sporo: w marcu rząd uparł się organizować wybory parlamentarne pomimo niebezpieczeństw związanych z pandemią COVID-19. W nieuczciwy sposób partia Keity ostatecznie zdobyła dodatkowe 10 miejsc. W tym samym czasie główny lider opozycji, Soumaila Cissé, został porwany przez nieznanych sprawców. Od tej pory ślad po nim zaginął. Efektem były masowe protesty, które zmusiły Trybunał Konstytucyjny do unieważnienia wyników wyborów. Ale ta decyzja nie uspokoiła masowego ruchu. Zamiast tego, jeszcze bardziej ośmieliła demonstrantów, by naciskać na całkowite usunięcie rządu. Erupcja tego gniewu nastąpiła w czerwcu, kiedy setki tysięcy protestujących wyszły na ulice Bamako, aby zaprotestować przeciwko załamaniu się gospodarki, niewłaściwemu zarządzaniu przez rząd pandemią COVID-19 oraz pogłębiającemu się kryzysowi w północnych i centralnych regionach kraju, gdzie poważna islamistyczna rebelia całkowicie zdestabilizowała region Sahelu.

Początkowo Keita odmówił rezygnacji. Jednak następnie cały jego gabinet podał się do dymisji w związku z nasileniem wojny domowej, która szaleje od 2012 roku. Pod koniec lipca prezydent utworzył nowy gabinet, próbując wyjść z kryzysu. Pokazało to jednak, jak nikłe jest jego rzeczywiste poparcie.

Reżim próbował skierować ruch w ramienia opozycyjnej koalicji znanej jako Ruch 5 czerwca (M5-RFP), kierowanej przez duchownego Mahmuda Dicko. Celem było uratowanie reżimu przed obaleniem. Jednak koalicji „lojalnych” liderów opozycji nie udało się spacyfikować ruchu. Każde małe żądanie, jakie stawiali Keicie, pobudzało masy, zmuszając je z kolei do wysuwania dodatkowych żądań. Sytuacja rządu stawała się powoli coraz bardziej dramatyczna.Gdy stało się jasne, że skorumpowany rząd Keity nie jest w stanie pójść na żadne ustępstwa, wkroczyła ostatnia linia obrony reżimu: wojsko. Poświęcono prezydenta, by zachować system.

To drugi zamach stanu w Mali w ciągu ośmiu lat. W 2012 roku bunt miał miejsce w tej samej bazie wojskowej, kiedy to były prezydent Amadou Toumani został obalony po katastrofalnej reakcji na powstanie Tuaregów na północy kraju. Rebelia została uzbrojona w broń płynącą z pobliskiej Libii w następstwie interwencji NATO mającej na celu usunięcie Kaddafiego w 2011 roku. Interwencja ta doprowadziła do całkowitej destabilizacji sytuacji: bojówki islamskie dosłownie zalały kraj, dopuszczając się okrucieństw na szeroką skalę, takich jak porwania, masakry, zamachy bombowe i rozpoczęcie kwitnącego biznesu – handlu niewolnikami. Taka była cena, jaką Libia zapłaciła za swoje popierane przez Zachód „wyzwolenie”.

Ten chaos rozlał się na Afrykę Zachodnią i region Sahelu, destabilizując szczególnie Niger, Burkina Faso i Mali. Bojownicy z ludu Tuaregów, którzy walczyli jako najemnicy dla Kaddafiego, wrócili do Mali, podsycając pełnowymiarową rebelię na północy kraju. Napływ ciężkiej broni do tego regionu podsycał również powstanie Boko Haram w Nigerii, Kamerunie i Nigrze.

Keita doszedł do władzy w 2013 roku. W 2015 roku podpisano porozumienie z niektórymi grupami rebeliantów, przyznające słabo zaludnionej północy większą autonomię. Należą do nich islamskie grupy ekstremistów związane z Al-Kaidą i państwem islamskim, które wykorzystały trwającą od dawna rebelię Tuaregów do przeprowadzenia własnych ataków. Keita utrzymał się u władzy w 2018 r. po sfałszowanych wyborach, ale jego ustępstwa nie powstrzymały powstania. Sytuacja większości społeczeństwa pogorszyła się i wywołała głęboki resentyment w wojsku.

Po zdestabilizowaniu Libii siły imperialistyczne podążyły następnie za grupami dżihadystów do Sahelu, rozmieszczając w regionie ponad 20 000 międzynarodowych i lokalnych żołnierzy. Było to 4 500 żołnierzy francuskich, 13 000 żołnierzy ONZ i około 5 000 żołnierzy związanych z finansowanymi przez Francję rządami „G5 Sahel”, w tym Burkina Faso, Czadu, Mali, Mauretanii i Nigru. Ta „wojna z terroryzmem” doprowadziła jedynie do dalszej destabilizacji Sahelu. Dżihadyści działając w regionie za pośrednictwem swojej filii, Państwa Islamskiego na Większej Saharze (ISGS), przyspieszyło swoje działania w Mali, Burkina Faso, a obecnie w Nigrze.

Reakcja tak zwanej społeczności międzynarodowej jest skrajnie obłudna. Moussa Faki Mahamat, przewodniczący komisji Unii Afrykańskiej, powiedział, że potępił „wszelkie próby zmian antykonstytucyjnych” i wezwał buntowników „do zaprzestania uciekania się do przemocy”.
Afrykańska Karta UA „Demokracja, wybory i rządy” zakazuje wszelkich zmian lub rewizji konstytucji, które stanowią „naruszenie zasad demokratycznej zmiany rządu”. Jednak UA nigdy nie powołała się na ten przepis i milczała po niedawnych falach „niekonstytucyjnych” przejęć władzy na całym kontynencie afrykańskim. W tym roku prezydent Alpha Conde miał opuścić Gwineę, ale zaaranżował przewrót konstytucyjny, który pozwoliłby mu pozostać na czwartą kadencję. Dyktator Abd al-Fattah as-Sisi rządzi w najlepsze w Egipcie. Nie lepsi są jego koledzy po fachu Ugandzie, na Komorach, w Republice Konga, Kamerunie, Czadzie, Dżibuti, Wybrzeżu Kości Słoniowej, Rwandzie i Togo.

W sprawę uwikłane są również imperialistyczne potęgi, które również potępiły zamach stanu. Jednak to one są bezpośrednio odpowiedzialni za ten kryzys. Protestujący w Bamako słusznie sprzeciwili się obecności obcych sił, wzywając do opuszczenia kraju przez siły francuskie, które są ściśle związane ze skorumpowanymi lokalnymi przywódcami.

Sahel jest jednym z najbiedniejszych regionów na świecie. Wielkie bogactwa mineralne tego regionu nie przyniosły korzyści mieszkającym tam ludziom. Obce wojska i grupy dżihadystów przyczyniają się do długiego cierpienia miejscowej ludności. Ale protesty w Mali wyraźnie pokazują, że masy społeczne są tą sytuacją zmęczone. To samo dzieje się w Burkina Faso, gdzie protestujący domagają się, aby państwo dostarczyło im broń do walki z terroryzującymi ich grupami zbrojnymi. Różnica między tym zamachem a zamachem z 2012 roku polega na roli ruchu masowego w tym procesie. Armia interweniuje, aby przełamać rewolucyjny gniew protestujących. W Burkina Faso byliśmy świadkami rozwoju sytuacji rewolucyjnej na pełną skalę w 2014 roku, kiedy to obalono Blaise’a Compaoré. Później obalono również kontrrewolucyjny zamach stanu. Pokazuje to rewolucyjny potencjał mas pracujących. Aby masy malijskie odniosły sukces, nie mogą mieć złudzeń co do oficerów wojskowych ani opozycji klerykalnej Mahmuda Dicko. Tylko opierając się na własnych siłach i łącząc się z masami w Burkina Faso i Nigrze, mogą oni odnieść sukces w usunięciu z tego regionu swoich zgniłych reżimów, grup terrorystycznych i imperialistycznych mocarstw.

Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński. Tekst oryginalny ukazał się na portalu marxist.com.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Francja, lewica i multikulturalizm. Próba Mélenchona

Czyn 25-latka z siekierą, który pomylił adresy, ale i tak ciężko ranił dwójkę dziennikarzy…