Share Button

Paweł Grudinin, kandydat Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, choć jego notowania spadają, może, jak sądzi autor tego artykułu z „Litieraturnoj Gaziety”, zmusić władzę do uwzględnienia społecznych oczekiwań polegających na wymianie skompromitowanych elit. To warunek, by Rosja przetrwała jako państwo, uważa Aleksiej Koczetkow, rosyjski politolog, przewodniczący Fundacji Narodowa Dyplomacja.

Obecna prezydencka kampania wyborcza jest jedyna w swoim rodzaju. Rosja po raz pierwszy przeprowadza wybory prezydenckie w warunkach tak jawnej i otwartej konfrontacji z Zachodem. Oczywiście, wcześniej zdarzały się różnice zdań między partnerami, ale takiej „wyprawy krzyżowej” skierowanej przeciwko naszej państwowości nie odnotowano już od dawna. Wszystko tak bardzo wyszło poza dotychczas przestrzegane reguły gry, że bardziej przypomina zderzenie cywilizacji niż dyskusje „wielkich graczy”, jak wcześniej.

2018 rok może okazać się dla Rosji decydujący. Rosyjskie państwo zderzyło się z wyzwaniami, których wcześniej nie znało, być może z najpoważniejszymi w swojej najnowszej historii. Nie da się ich rozwiązać półśrodkami. Przed Rosja i jej władzami stoi jasna alternatywa: albo uda się mobilizacja wszystkich wewnętrznych rezerw albo nastąpi kapitulacja i utrata suwerenności. Ta prawda toruje sobie drogę powoli, ale nieodwracalnie. Chodzi o to, że wzajemne relacje między władzą a elitami wspomnianym wyzwaniom nie podołają, tak jak nie odpowiada współczesnym zadaniom ani miejsce, ani rola elit w społeczeństwie. Między społeczeństwem a jego „najlepszymi reprezentantami” różnice w postrzeganiu rzeczywistości są tak dramatycznie wielkie, że wywołują strach nawet u obserwatorów z zewnątrz.

Początek kampanii wyborczej zbiegł się z nieprzyjemną dla rosyjskiego kierownictwa informacja o przygotowywaniu na Zachodzie kolejnej „czarnej listy”, na którą zostaną wciągnięci kolejni „kapitanowie” rosyjskiej gospodarki, a także bliscy władzy miliarderzy. Wiarygodne agencje zachodnie, np. Bloomberg informują jednocześnie o niemal mających masowy charakter konsultacjach między osobami, które mogą się na niej znaleźć, a oficjalnymi reprezentantami służb USA. Zachodnie źródła jakby mimochodem podkreślają, że sama obecność jakiegoś nazwiska na wspomnianej liście nie musi oznaczać, że danego oligarchę na pewno dotkną sankcje. To taka cienka aluzja z sugestią, jakie rosyjscy oligarchowie powinni podjąć słuszne decyzje. Ale nawet bez podpowiedzi Bloomberga nie ma wątpliwości, że wielu oligarchów z ochotą zmieniłoby barwy narodowe, gdyby nie obawy, że w Rosji mogą stracić więcej niż poza jej granicami. Ale one mogą szybko zniknąć. Może nie wszystkim, ale z pewnością wielu oligarchom, którzy nagromadzili swoje bogactwa w latach 90. i z powodzeniem, jak im się wydaje, włączyli swoje kapitały w globalną gospodarkę, znudziła się już gra w patriotyzm. Jeżeli prowadziła do kapitalizacji odsetek to dobrze, a jeśli je zmniejszała, to zupełnie coś innego. Bycie sponsorem „Projektu Rosja” to zajęcie niewdzięczne szczególnie wtedy, jeśli światowe mocarstwo (USA – przyp. MW) postanowiło ten projekt zamknąć.

W podobnie trudnej sytuacji znajdują się również elity regionalne czyli ci urzędnicy lokalni, którzy pochowali swoje nieuczciwie zdobyte bogactwa kapitały w zachodnich bankach. Oni również w napięciu oczekują teraz, co będzie dalej. Jasne jest więc, że obecne elity mogą z filarów władzy łatwo stać się dla niej zbędnym balastem. To wariant optymistyczny. A pesymistyczny jest taki, że mogą zachować się tak jak ich odpowiednicy na Ukrainie. Różnica jest tylko taka, że tam państwo w ogóle nie działało.

Na takim właśnie niewesołym tle rozkręca się obecna kampania wyborcza. Ale nieoczekiwane pojawienie się w tej grze Pawła Grudinina może stać się nie tylko prezentacją nowej twarzy, ale wstępem dla sformułowania nowego konsensusu społecznego. Jeśli bowiem poparcie dla Grudinina będzie duże, to będzie to sygnał dla władzy, że przyszedł czas na wymianę elit. Nie mówię oczywiście o kryterium wiekowym, ale raczej światopoglądowym. Mówiąc inaczej, spowoduje to odejście elit, które korzeniami mentalnymi tkwią w latach 90. i we wszystkim, co z tym okresem jest związane.
W warunkach koniecznej mobilizacji wewnętrznej społeczne oczekiwania wobec państwa może stać się jednym z najważniejszych czynników, z którymi władza nie może się nie liczyć. Pożądane przez ludzi odsunięcie marionetkowych „liberałów” odegra w tym procesie kluczową rolę.
Przekonująca i bezdyskusyjne zwycięstwo Putina jako gwaranta stabilności państwa i zachowania kursu na obronę suwerenności kraju, przy jednoczesnym sukcesie Grudinina jako człowieka reprezentującego narodowy biznes, a jednocześnie żądającego socjalnie zorientowanego państwa, może stać się początkiem formowania nowej antyliberalnej siły. Siły, która będzie w stanie rozpocząć, a potem przeprowadzić tak niezbędną i oczekiwaną przez społeczeństwo „odgórną rewolucję”, która pozwoliłaby uniknąć wstrząsów i jednocześnie wyprowadzić kraj z przewlekłego kryzysu systemowego.

Jak by to dziwnie nie brzmiało, obecna kampania wyborcza w Rosji jest trochę podobna do amerykańskiej sprzed dwóch lat. I tam, i tutaj to konflikt społeczeństwa i elit, oraz zmęczenie tymi samymi, od dziesięcioleci grających te same role, politykami. Jeśli Putin kojarzy się z silnym i suwerennym państwem, to pozostali politycy go otaczający – z breżniewowską „stagnacją 2.0”. Jawliński, Żyrinowski, Ziuganow i inni już dawno zamienili się w rysunkowe postacie, podobne do kabaretowych komików. Społeczeństwo oczekuje tymczasem nie bajkowych bohaterów, a nowych, energicznych i przewidywalnych polityków.

Porównując programy obecnych kandydatów, wyglądają nieciekawie. Na szalach leżą rzeczy nieporównywalne – z jednej strony samo istnienie naszego państwa, z drugiej różne warianty taniego populizmu. Stąd też bierze się zamieszanie wokół postaci Grudinina. Dla wielu jest on i jego program jak łyk świeżego powietrza, z wszystkimi jego wadami. Jest całkiem prawdopodobne, że jego udział korzystnie wpłynie na frekwencję. Oddać głos na niego mogą przyjść także ci, którzy w innych warunkach by nie wzięli udziału w głosowaniu. Pojawia się więc nadzieja, że od rozmiarów „drugiego” rezultatu może wiele zależeć.

Przed nami dwa przedwyborcze miesiące i będą one ciekawe. Nie należy też zapominać o zewnętrznych czynnikach, jest wielu naszych zagranicznych partnerów, którym oczekiwane rezultaty wyborów nie odpowiadają, możemy więc oczekiwać niemiłych niespodzianek.

Share Button

2 komentarze

  1. optymista napisał:

    Projekt USA czas zamknąć

    • Kacper Melchior napisał:

      Rzeczywiście, optymista z ciebie. Nie masz przypadkiem znajomych w Szwecji? :)

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*