Gdy Dilma Rousseff nie jest już prezydentem Brazylii, prawica może rozpocząć wielką neoliberalną „reformę” i masową prywatyzację. Zamierza również dobić Partię Pracujących, oskarżając byłego prezydenta Lulę o kierowniczą rolę w aferze korupcyjnej.

Mianowanie Luli na stanowisko członka rządu może kosztować Dilmę Rouseff prezydenturę/wikimedia commons
Dilma Rousseff już nie jest prezydentem Brazylii. Teraz na celowniku jest jej poprzednik / fot. Wikimedia Commons

Na bardzo kiepski żart zakłada nazwanie planu masowej prywatyzacji „Projektem Wzrost”, jak uczyniła to rządząca od niedawna brazylijska prawica pod wodzą Michela Temera. „Wzrost” ma zagwarantować Brazylii sprzedaż m.in. praw do zarządzania lotniskami w Florianopolis, Fortalezie, Porto Alegre i Salvadorze, drogami federalnymi na południu i środkowym zachodzie kraju oraz wybranych elektrowni wodnych. – Państwo nie może robić wszystkiego, musimy otworzyć się na prywatnych inwestorów – opowiadał przed kamerami prezydent Temer. W środę natomiast przekonywał, że wyprzedaż państwowego majątku i stanowcze cięcia wydatków publicznych nie przełożą się ani na spadek jakości publicznego systemu opieki zdrowotnej, ani na poziom szkół. Żeby faktycznie tak było, brazylijska prawica musiałaby mieć w swoich szeregach cudotwórców. Niestety, ma tylko przedstawicieli krajowej klasy wyższej, którzy nie mogli darować Partii Pracujących działania na rzecz ubogich i bezwzględnie wykorzystali wszystkie jej potknięcia.

Aby upadek konkurentów, których działania były inspiracją dla lewicy na całym kontynencie, był całkowity, brazylijscy prokuratorzy zamierzają oskarżyć poprzednika Dilmy Rousseff, Luiza Inacio Lulę da Silvę, o kierowanie potężną grupą przestępczą, korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Według prokuratora generalnego Deltana Dallagnola to Lula osobiście nadzorował proceder przekazywania lukratywnych kontraktów tym firmom, które odwdzięczyły się sowitymi wpłatami na fundusz partyjny lub przekazały łapówki właściwym osobom. Sam prezydent miał wzbogacić się o 1,11 mln dolarów dzięki łapówkom oraz pozyskać eksluzywny trójpoziomowy apartament w Sao Paulo. Lula i jego prawnicy konsekwentnie twierdzą, że oskarżenia są wyssane z palca i obrażają inteligencję obywateli, nigdy nie było żadnych łapówek, a apartament nie jest nawet własnością polityka.

Luiz Inacio Lula da Silva planował wystartować w wyborach prezydenckich w 2018 r. Sondaże dawały mu ogromną przewagę nad Michelem Temerem i każdym innym branym pod uwagę politykiem prawicowym lub centrowym. Jeśli zostaną mu postawione zarzuty, nie będzie jednak mógł kandydować. A nawet gdyby do procesu ostatecznie nie doszło – co jest mało prawdopodobne, polityczni konkurenci nie odpuszczą. Legendarny przywódca związków zawodowych, a potem uwielbiany prezydent, będzie oczerniany tak długo, aż potencjalni wyborcy uwierzą, że człowiek, którego program wyciągnął z biedy kilka milionów osób, w rzeczywistości był zwykłym przestępcą.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Wybory w USA: Trump nie płaci podatków, Bidenowi mylą się liczby

Na dwa dni przed pierwszą telewizyjną debatą kandydatów na prezydenta New York Times ujawn…