Pamiętacie atak chemiczny w Doumie pod Damaszkiem 7 kwietnia 2018 r.? Wtedy temat nie schodził z nagłówków mediów na całym świecie, które oceniły sytuację w większości jednoznacznie, chociaż przytomni obserwatorzy od samego początku zadawali dość zasadnicze pytania. Teraz o sprawie przycichło, chociaż pojawiają się w niej poważne wątpliwości, zdawałoby się, godne chociaż poważnego rozpatrzenia.

W istocie rzeczy władze w Damaszku musiałby być niespełna rozumu, żeby naprawdę zarządzić chemiczną pacyfikację jakiejś populacji w ubiegłorocznych kwietniowych okolicznościach. Syryjska Armia Arabska wspomagana przez rosyjskie lotnictwo i irańską piechotę była już na wygranej pozycji. Pisali o tym nawet dziennikarze The Daily Star. Po wyzwoleniu Aleppo zmierzała na północ i północny wschód kraju przygotowując się do rozprawy z ostatnim bastionem dżihadystów w prowincji Idlib. Asad i jego rząd nie mieli żadnego powodu, by kogokolwiek gdziekolwiek gazować, tym bardziej obywateli z terenów, gdzie poparcie dla rządu w Damaszku jest wysokie. Oczywiście, argumentacji tej nikt nie słuchał, a gdy przebiła się jakimś cudem do mediów, natychmiast etykietowano ją jako „ruską propagandę”. W Polsce w zjednoczonym rytmie pohukiwania te wygłaszały oba zwaśnione obozy – „salon III RP” i specjaliści od „wstawania z kolan”, do boju w mediach społecznościowych ruszyli nawet niektórzy opinionmakerzy lewicy, którzy skonfrontowani z tymi racjonalnymi spostrzeżeniami odpowiadali, że Asad na pewno użył broni chemicznej, „bo może” (sic!).

Nic jednak nie przebije chyba popisu dziennikarki CNN, która relacjonując wydarzenia w Doumie powąchała przed kamerą podniesiony z ziemi plecak i spojrzawszy w obiektyw z grymasem na twarzy wypaliła, że coś tu ostro jej dało po nozdrzach. Nie wierzycie? Popatrzcie!

Później pozwolono tej historii przejść do muzeum zdarzeń zapomnianych, o których opinii publicznej się, tak na wszelki wypadek, nie przypomina. Niestety – temat odżył po raz kolejny i to za sprawą dziennikarza BBC, a nie, na przykład, RT. Sprawa jest po prostu tak licho dęta, że nawet media liberalne czują się w obowiązku jakoś się z niej wymotać, a przynajmniej niektórzy dziennikarze, którym system jeszcze nie ukradł resztek sumienia i godności.

Tym razem na froncie prawdy okazał się wielokrotnie nagradzany reporter BBC i Guardiana Jonathan Steele.

Dziennikarz ten udzielił 27 października obszernego wywiadu radiowego, w którym opowiedział o udziale w briefingu pewnego sygnalisty z Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW). Przedmiotem spotkania tego człowieka z mediami był właśnie domniemany atak chemiczny w Doumie. Twierdził on m.in., że OPCW ukryła przed opinią publiczną swoje ustalenia, z których wynikało, że insynuacje światowych mediów są kompletnie bezpodstawne. Zamiast tego przedstawiono oficjalnie wnioski, jakoby możliwe było wystąpienie ataku chlorem.

Steele pisze, iż jest to już drugi sygnalista, który wychodzi z podobną inicjatywą. Pierwszy dał o sobie znać, ujawniając w maju br. dokument zwierający ocenę techniczną (engineering assessment). Wnioski tam zapisane są niezgodne z tymi, które pojawiły się  ostatecznym balistycznym raporcie. Sprawę tę obszernie opisywał m. in. portal Medium.com.

Nagranie tego wywiadu zarchiwizowała dla potomności amerykańska aktywistka, komentatorka i poetka Caitlin Johnstone. BBC usuwa bowiem treść swoich podcastów po miesiącu. Sporządziła ona również bardzo wyczerpującą kronikę nieścisłości związanych z rzekomym atakiem w Doumie. Zapoznawszy się z tym materiałem, każdy może, według własnego uznania, potraktować usilnie rozpowszechniane medialne rewelacje.

Steele wygłosił te informacje zupełnie nieproszony przez prowadzącego, który na dodatek wydawał się nimi urzędowo niezainteresowany. Transkrypcję najważniejszych fragmentów tej rozmowy można znaleźć na stronach bloga brytyjskiego akademika Tima Haywarda. Sprawę podjął również bardzo znany lewicowy amerykański dziennikarz Aaron Maté.

„W ubiegłym tygodniu byłem w Brukseli. Wziąłem udział w briefingu sygnalisty z OPCW. Był on jednym z inspektorów, którzy zostali przez tę organizację wysłani do Doumy w ubiegłym roku, żeby zweryfikować podnoszone przez antyrządowych rebeliantów twierdzenia o wystąpieniu ataku chemicznego. Według nich syryjskie lotnictwo miało zrzucić dwa kanistry z chlorem zabijając 43 osoby. Człowiek ten pracował w ekipie odpowiedzialnej za pobieranie próbek z obszarów objętych atakiem i innych tzw. neutralnych terenów. Chodzi o to, by sprawdzić czy znajdują się tam pochodne chloru” – powiedział Steele.

Prowadzący wywiad Paul Henley zareagował na to jedynie dźwiękiem „i” wygłoszonym pytającym tonem.

„I stwierdził, że żadnej różnicy pomiędzy próbkami nie było. Sugeruje to, że do żadnego chemicznego ataku nie doszło. W budynkach, w których miały znajdować się ofiary nie było żadnych różnic wskazujących na obecność chemikaliów z chlorem. Przekazałem to OPCW z prośbą o komentarz, ale do tej pory nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. To oznacza, że większość tej opowieści to propaganda rebeliantów, która miała sprowokować naloty wojsk amerykańskich, brytyjskich i francuskich. Udało się! Kilka dni po tych doniesieniach bombardowano Damaszek.

To jest już drugi sygnalista. Kilka miesięcy temu ujawniony został raport osoby, która zajmowała się zagadnieniami stricte technicznymi i balistyką. Próbowano bowiem ustalić, czy te cylindry, które znaleziono w Doumie, zostały rzeczywiście zrzucone z samolotów. Zważywszy na zniszczenia budynków i uszkodzenia powierzchni cylindrów człowiek ten postawił  tezę, iż najbardziej prawdopodobne jest, że urządzenia te zostały po prostu ułożone w miejscu ataku, a nie spuszczone z dużej wysokości” – opisuje Steele.

Sprawę tę również opisywała amerykańska dziennikarka Sharmini Perez w portalu The Real News Network.

Dziennikarz odnosi się zapewne do publicznej dyskusji panelowej zorganizowanej przez Courage Foundation w stolicy Belgii 5 października. Następnego dnia wnioski i tezy przedstawione wygłoszone podczas tego wydarzenia zostały opublikowane zarówno na stronach fundacji, jak i w portalu WikiLeaks.

Propaganda nie jest oczywiście niczym nowym i występuje praktycznie na co dzień. Jesteśmy otoczeni przez różne manipulacje i fałszerstwa. Zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię tych wojen, których politycznym kierownikiem jest Waszyngton, tradycja ta jest długa. Komentował to m. in. Max Blumenthal, niezależny lewicowy dziennikarz amerykański, który został niedawno aresztowany. Na łamach lewicowego portalu TruthDig napisał m.in.

„W 2007 r. dziennikarz James Bradford przypomniał, jak Amerykanie byli długo karmieni seriami super- i hiperfałszywych historii, które ostatecznie doprowadziły do inwazji na Irak; to była pierwsza wojna oparta niemal w całości na zorganizowanej propagandzie podawanej przez media. Brudna wojna przeciwko Syrii jest kontynuację tej strategii, a media głównego nurtu służą jako zwyczajne narzędzie wpływu i działają ramię w ramię z wyspecjalizowanymi strukturami propagandy jak Białe Hełmy. A wszystko po to, by opinia publiczna poparła kolejną wojnę zmierzającą do zmiany reżimu”. Zmiana reżimu to wolne tłumaczenie amerykańskiego sformułowania – już chyba idiomu – „regime change”. Chodzi o wojny polegające na obalaniu rządów nieprzychylnych USA lub po prostu nielubianych w Waszyngtonie w dowolnym państwie i zastępowanie ich marionetkową kompradorską elitką.

Interesującego i ważnego uzupełniania tej opinii dokonała wspomniana wcześniej  Caitlin Johnstone. Na łamach portalu Consortium News założonego przez Roberta Perry’ego, legendarnego amerykańskiego dziennikarza, który ujawnił aferę Iran-Contras, opublikowała następujący komentarz.

„Rzeczywiście, kampania złożona z kłamstw, fałszerstw i zmanipulowanych narracji, wymierzona w syryjski rząd jest bezprecedensowa pod względem głębi i skali. Zaangażowano tak olbrzymie środki, stworzono naprawdę dziwaczne propagandowe zjawiska [Białe Hełmy – przyp. red.], pozujące na jakąś służbę ratowniczą czy humanitarną, robiono o nich zakłamane filmy dokumentalne jak ten BBC pt. Ratujmy dzieci Syrii. W takich okolicznościach nietrudno sobie wyobrazić, jaki wpływ może wybierać scentralizowany imperialny aparat na organizacje takie jak OPCW”.

Dodatkowym elementem wspomagającym machinę wojenną Stanów Zjednoczonych był tym razem przemysł rozrywkowy – Hollywood. Przypomnijmy w tym miejscu Oskara dla popowego filmu sławiącego Białe Hełmy z 2017 r. Oskar apoteozujący Białe Hełmy to nic innego, jak pogarda wobec ludzkości w laboratoryjnie czystej postaci. To splunięcie w twarz ofiarom przerażającej syryjskiej hekatomby, barbarzyńskiej inwazji gangsterów, wojennych watażków, religijnych psychopatów, której oczywistym celem było zniszczenie państwa syryjskiego i zdziesiątkowanie jego społeczeństwa. W obliczu działań propagandowych takiego kalibru sceptycyzm jest doprawdy niczym świeże powietrze w Krakowie, Warszawie czy Wałbrzychu.

Pozostańmy więc sceptyczni i przechowujmy w pamięci Irak i ujawnione, już zupełnie niepodważalne kłamstwa, które kosztowały życie setek tysięcy, a według niektórych nawet ponad 1 mln ludzi. Obserwujmy też z uwagą, co dzieje się w Syrii i nie zapominajmy, że tamtejszy rząd był na jankeskim celowniku na długo przed rokiem 2011. Później USA do spółki z Arabią Saudyjską i Katarem przy wspomaganiu Turcji i Izraela udało się tam wszcząć terrorystyczną awanturę przy okazji fali społecznych protestów. Na razie Syrii udało się uchronić przed ostatecznym upadkiem, ale jego przetrwanie i los mieszkańców to nadal nic pewnego. Decyzja Trumpa o „ochronie pól naftowych” przez żołnierzy US Army pokazuje, że Waszyngton nadal się nią interesuje. To nie wróży dobrze.

paypal
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

„Podręcznikowy przykład zamachu stanu”. Oceny i reakcje na wydarzenia w Boliwii

Michael McFaul, niegdysiejszy ambasador USA w Rosji za czasów Baracka Obamy i jeden z nacz…