Kolejny raport Najwyższej Izby Kontroli, kolejny szok. Tym razem na okoliczność badania zanieczyszczeń powierzchni ziemi i zagrożeń jakie one wywołują. Jest tragicznie.

System identyfikacji takich zanieczyszczeń, nie mówiąc o ewentualnym usuwaniu, nie działa ani na szczeblu lokalnym, samorządowym, ani na poziomie władz centralnych. Okresowe badania jakości gleby i ziemi prowadziło zaledwie 21,4 proc. jednostek które skontrolowano. Chodzi o starostwa oraz prezydentów miast na prawach powiatu. W Warszawie nie przeprowadzono takich badań aż w 13 z 18 dzielnic! W ocenie inspektorów powodem tych zaniechań jest nieznajomość przepisów prawa lub niewłaściwa ich interpretacja, a także zwykłe niedbalstwo.

Innymi słowy, nikt nie traktuje tego tematu poważnie. A owszem, jest się czym zająć. Na terenach,  które mogą stanowić zagrożenie dla potencjalnych mieszkańców, czy użytkowników cały czas powstają czy to zakłady pracy czy osiedla mieszkaniowe, tudzież budynki użyteczności publicznej. Inwestycje w tzw. lofty stały się ostatnio bardzo popularne. Są to zabudowania starych, nieczynnych już zakładów przemysłowych, które przerabiane są na lokalne mieszkalne. Jednocześnie zanieczyszczenia spowodowane przez działalność wygaszonych zakładów są jednym z najważniejszych źródeł zanieczyszczeń, o których mowa w raporcie NIK.

Z informacji podanych przez Izbę, wynika, że sytuacja taka wystąpiła w czterech z 14 skontrolowanych starostw powiatowych i urzędów miast na prawach powiatu. W niektórych wypadkach przeprowadzono badania lub tzw. remediację – badanie gruntu pod kątem obecności metali ciężkich i innych związków chemicznych, które są groźne dla ludzkiego zdrowia i życia.. Jednak w Krakowie i Warszawie stwierdzono też przypadek prowadzenia inwestycji na terenach zanieczyszczonych, pomimo tego, iż urzędnicy wiedzieli o występujących tam zagrożeniach tego typu. Remediacji jednak nie przeprowadzono.

„Historyczne zanieczyszczenia powierzchni ziemi określane również jako tzw. ‚bomby ekologiczne’ wciąż mogą stanowić zagrożenie dla ludzi i środowiska. Organy administracji publicznej nie znają faktycznej skali historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi i zagrożeń jakie wywołują. System ich identyfikacji i usuwania nie funkcjonuje skutecznie ani na szczeblu centralnym ani w samorządach. Użytkownicy tych terenów narażeni są zatem na oddziaływanie szkodliwych dla życia i zdrowia ludzi substancji. Brak wskazania lokalizacji historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi ogranicza możliwość zdefiniowania skali zagrożenia oraz zapewnienia niezbędnych środków finansowych na skuteczne ich usunięcie’ – czytamy m.in. w raporcie.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Zobacz także

Lokatorzy walczą o ustawę reprywatyzacyjną. Czy Sejm wreszcie się nią zajmie?

Lokatorzy to nie towar! Raz, dwa, trzy, cztery, gdzie ustawa, do cholery?! – skandow…