Coraz mniej przestrzeni na krytykę rządu, dyscyplinowani dziennikarze, zacieranie istnienia opozycji – tak wygląda przekaz polityczny w dwóch trzecich węgierskich mediów  – donosi niemiecki portal tagesschau.de. Koncentracja i instrumentalizacja środków masowego przekazu prowadzi do stopniowego obumierania demokracji nad Balatonem.

Alarmujące informacje podał węgierski niezależny think tank Mertek, zajmujący się monitoringiem węgierskich mediów pod kątem jakości przekazu i zgodności ze standardami dziennikarstwa i demokracji. Zdaniem ośrodka „ostatnim bastionem wolności prasy na Węgrzech jest stacja RTL”, która nie jest kanałem stricte politycznym, jednak na jej antenie pojawiają się programy o tematyce politycznej, która spośród wszystkich innych telewizji wyróżnia to, że zapraszani są do nich politycy węgierskiej opozycji. W pozostałych ogólnokrajowych stacjach brylują wyłącznie przedstawiciele obozu władzy, czyli koalicji Fidesz-Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa.

Niemiecka telewizja publiczna ARD przywołuje słowa jednego z węgierskich dziennikarzy agencyjnych, Janosa Karpatiego, który zdemaskował mechanizm cenzorski i kreujący nowomowę, obowiązujący w podległych Victorowi Orbanowi mediach. Chodzi o przepisy, nakazujące stosowania w doniesieniach o problematyce uchodźców sformułowań zgodnych z linią polityczną rządu. Jak powiedział Karpati: „Trzeba używać określenia nielegalni migranci; nawet wtedy, gdy w oczywisty sposób chodzi o ludzi, którzy zbiegli do innych krajów przed zagrożeniem ich życia w ich ojczyźnie”. Taką retorykę można odnaleźć również w polskiej TVP, której zarządcy korzystają obficie z węgierskich wzorców propagandowych.

Media publiczne na Węgrzech, po uchwaleniu ustawy z 2010 roku, redefiniującej ich funkcjonowanie, są we władaniu ludzi związanych z Fideszem.  Nad Balatonem udało się, to o czym marzy PiS – ustawę o koncentracji mediów zmieniono na korzyść węgierskich nadawców. W efekcie wielu zagranicznych koncernów medialnych podjęło decyzję o wycofaniu się z Węgier. Np. niemiecki koncern Funke Mediengruppe z Essen pozbył się udziałów w dzienniku ekonomicznym „HVG”, który był krytyczny wobec rządu, a grupa medialna z Monachium pozbyła się kanału telewizyjnego TV2.

W kraju rządzonym przez sojusznika Kaczyńskiego nie ma już żadnej krytycznej wobec rządu gazety. Najgłośniejszym przypadkiem było zamknięcie w 2016 roku największego węgierskiego dziennika opozycyjnego „Nepszabadsag”.

Niektóre z tytułów zostały przejęte przez oligarchów ze stajni premiera, a inne po prostu upadły. Na Węgrzech jedynie 9 procent wszystkich pieniędzy przeznaczonych na ogłoszenia rządowe trafia do mediów niezależnych od Fideszu. Rząd w ten sposób foruje wybrane, posłuszne mu media.

Organizacja Reporterzy bez Granic umieściła Węgry na 87. miejscu na liście 180 państw sklasyfikowanych w rankingu wolności prasy. Podkreśliła, że rząd w Budapeszcie stara się w coraz większym stopniu poddać media swojej kontroli.

paypal

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Ciekawostką jest to, że najwięcej nad tym pyskują media i instytucje niemieckie! Przypadek? Przypomnę tylko że w PL niemieckie koncerny zdominowały więcej niż 2/3 rynku medialnego (polskapresse – wszystkie dzienniki lokalne!!), więc jeśli czyjać dominacja medialna jest powodem do podnoszenia rabanu, to akurat Niemcy grają rolę złodzieja krzyczącego „łapać złodzieja!”

  2. Alarmujące informacje podał węgierski niezależny think tank Mertek, zajmujący się monitoringiem węgierskich mediów

    A finansuje to coś – kto? może warto było najpierw pogrzebać?
    Czy może ten sam koleś co i fundację Batorego w RP? Boi to wicie Piotrusiu, kogo kasa – tego racja.

    1. Nie musisz się o to martwić. Od zawsze sam na siebie zarabiam i… w odróżnieniu od niektórych dobrze poznałem jak i do czego wykorzystuje się ,,organizacje pozarządowe” czy ,,niezależne” media.

    2. Te „niezależne think tanki” to są jak najbardziej zależne TANKI. Tanki wojen hybrydowych. Mówiąc po staremu agentura. Zarówno w Wenezueli, Polsce, Rosji, Węgrzech, Stanach, gdziekolwiek

  3. „W kraju rządzonym przez sojusznika Kaczyńskiego”

    Frakcyjni sojusznicy Kaczyńskiego to torysi oraz izolowane partyjki typu AfD. Orban to liberalny ziomek „demokratów” Tuska, Mekrel i Junckera, cieszący się ich poparciem.

    „ustawę o koncentracji mediów zmieniono na korzyść węgierskich nadawców.”

    Nie ma w tym nic złego, jeśli media trzymają się właściwej drogi. Szczujnie (krajowe i zagraniczne) jedynie wyrządzają szkody.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Kolejne stadium antyrosyjskiej paranoi. Uznali Gretę Thunberg za „córkę Putina”

Spiskowa teoria o tzw. Russiagate, w USA coś na kształt kultu religijnego, którego głównym…