Zdjęcie portetowe bp. Gądeckiego.

Krzysztof G., który jest podejrzany o to, że w latach 2001-2013 gwałcił ministranta, został wydalony ze stanu duchownego w 2018 roku. To właśnie a propos skandalu związanego z tym człowiekiem arcybiskup Gądecki nie chciał wydać prokuraturze dokumentów z kościelnego archiwum, a ta grzecznie podkuliła ogon. Ze śledczymi nie chcieli też współpracować szeregowi księża.

To jednak nie koniec koleżeńskiego wsparcia, jakiego poznański departament polskiego kościoła katolickiego okazał G. Dziennikarze Gazety Wyborczej dziś (15. stycznia) podali, że od roku mężczyzna pracuje jako magazynier w archiwum diecezjalnym. Kuria zapewnia, że to „tymczasowe stanowisko”, a „tego rodzaju praca w miejscu bez kontaktu z dziećmi czy młodzieżą nie niesie ze sobą zagrożeń i jest też formą społecznej prewencji”.

Pod koniec 2018 roku Krzysztof G. przestał być księdzem. Poznańska kuria podawała to jako przykład wzorcowej reakcji i „samooczyszczania” się kościoła. Z doniesień GW wynika jednak, że już po miesiącu, były ksiądz dostał w poznańskiej kurii nową fuchę. Arcybiskup Gądecki zatrudnił go jako magazyniera w diecezjalnym archiwum akt dawnych. Sprawa ta wyszła na jaw, gdy G. został zapytany przez prokuratora o miejsce pracy.

Przypomnijmy – miesiąc temu prokuratura zarzuciła Krzysztofowi G., że w latach 2001-13 co najmniej kilkadziesiąt razy wykorzystał seksualnie i zgwałcił Szymona Bączkowskiego z Chodzieży. W zarzutach czytamy m.in. o wywożeniu do lasu, biciu po twarzy i gwałceniu. Dramat Szymona zaczął się, gdy chłopak był gimnazjalistą. G. miał wykorzystywać stosunek władzy i podległości ministranta oraz jego kłopoty osobiste – finansowe i uzależnienie od alkoholu.

Kuria cały czas wspierała Krzysztofa G. Tamtejsi księża prowadzili dość ostentacyjną obstrukcję prokuratorskiego śledztwa. Między innymi uporczywie odmawiali odpowiedzi na pytania dotyczące kościelnego postępowania, które zakończyło się usunięciem Krzysztofa G. ze stanu duchownego. Sam Gądecki zaś odmówił też wydania prokuraturze akt kościelnego postępowania. Gdy sąd zwolnił go z tajemnicy, odpisał, że akta znajdują się w Watykanie. Prokuratura nie przeprowadziła przeszukania w kurii, mimo że żądali tego pełnomocnicy ofiary eksksiędza G.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. O co wam ciule chodzi? „mężczyzna pracuje jako magazynier w archiwum diecezjalnym”. Jako MAGAZYNIER!!! Żądacie krwi i dopiero wtedy zamkniecie swoje postępowe ryła?

  2. Najpierw jeden ksiądz mówił w telewizji że duchownych trzeba całować po rękach bo oni są jak Chrystus, potem kolejny na Jasnej Górze dzieli Polaków na lepszych i gorszych z powodu wyznania lub jego braku a teraz Biskup zatrudnia ex-księdza oskarżonego o gwałt.
    Ech szkoda gadać …
    Czasem się wstydzę że jestem wierzący gdy słyszę takie rzeczy :(

    1. Taki jeden biskup (polski jak najbardziej) rzekł ongi: „niech i w kozę wierzą, byleby świętopietrze płacili”. Więc biuerz z niego przykład – wiara w kozę jest … praktyczniejsza.

    2. A w latającego potwora spaghetti – to nawet smaczniejsza!

      Nic tylko brać i wybierać!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Polska truje węglem brunatnym. Czesi protestują

Władze kraju libereckiego w Republice Czeskiej (odpowiednik naszego województwa) próbują z…