W Berlinie 1 Maja pokazał, że ludzie pracy nie są zadowoleni z polityki swoich władz.

W stolicy Niemiec spod neoklasycystycznego Czerwonego Ratusza tysiące demonstrantów wyruszyło do berlińskiej luksusowej dzielnicy Grunewald na mityng obywatelski. W całym mieście około 20 organizacji lewicowych i społecznych wyznaczyło swoje marsze i rowerowe rajdy, które kończyły się właśnie w Grunewaldzie. Wśród nich była związkowa centrala Federacja Niemieckich Związków Zawodowych (DGB). Ich pochód wyruszył spod Bramy Brandenburskiej. Potem część zebranych udała się na właściwy mityng Święta Pracy, zorganizowanym przez związkowców.

Grunewald nie został wybrany przypadkowo. To luksusowa dzielnica mieszkaniowa niemieckiej stolicy, w której żyje wielu bogatych Niemców w swoich doskonale wyposażonych i odgrodzonych od zwykłych ludzi willach. Niemiecka lewica postanowiła pokazać mieszkańcom enklawy luksusu, że istnieją ludzie, których problemy ekonomiczne są realne. Jak twierdzili organizatorzy, ich celem było pokazanie „mieszkającym tam milionerom dróg wyjścia z impasu bogactwa”. Natomiast wiodącym hasłem całej demonstracji pierwszomajowej było „Redystrybucja albo barbarzyństwo”.

Atmosfera była gorąca. Zebranych drażni niezałatwiona od lat sprawa mieszkań na wynajem, wysokich cen mieszkań i bogacenia się na tej sytuacji firm, które wykupując mieszkania na wynajem zawyżają sztucznie ceny. Dlatego też wystąpienie burmistrz Berlina Franziski Giffey zakończyło się obrzuceniem jej jajkami przez zebranych. Stało się to zaraz po tym, jak urzędniczka zaczęła dziękować niemieckiej policji za ich pracę. Przedtem mówiła, że problem mieszkaniowy jest w trakcie załatwiania przez Senat miasta.

Przewodniczący DGB Reiner Hoffmann w swoim przemówieniu żądał podwyżki płac pracowników zgodnie z rosnącą inflacją. Jednak, gdy pochwalił rząd, że realizuje politykę prospołeczną, tłum zaprotestował.

Zebrani protestowali przeciwko remilitaryzacji NATO, choć potępiali rosyjską agresję na Ukrainę. Protesty dotyczyły przede wszystkim na decyzji rządu, by przeznaczyć kolejne miliardy euro na dalsze zbrojenia Niemiec. „100 miliardów na opiekę zamiast na Bundeswehrę”, głosił jeden z plakatów.

W Düsseldorfie kanclerz Olaf Scholz, został również wygwizdany podczas przemówienia, w którym próbował skrytykować postawy pacyfistyczne w niemieckim społeczeństwie. „To nie jest czas na pacyfizm”, powiedział, otrzymując porcję gwizdów i gniewnych okrzyków.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Agrounia rozczarowana opozycją, a szczególnie lewicą

Michał Kołodziejczak przez wielu był postrzegany jako czarny koń polskiej opozycji. Co dzi…