Ekwador jednak nie będzie miał lewicowego prezydenta. Andres Arauz, ekonomista, który zamierzał na nowo pójść kursem Rafaela Correi ku socjalizmowi, prowadził w sondażach niemal do ostatniej chwili. A potem przegrał z bankierem i milionerem Guillermo Lasso.

Według nadal nieoficjalnych rezultatów po podliczeniu głosów z ponad 97 proc. komisji reprezentant wielkiego kapitału i ludzi zamożnych zdobył nieco ponad 52 proc., tym samym pokonując socjalistę w II turze. Andres Arauz uznał ten wynik. Już pogratulował zwycięzcy na Twitterze, zapewniając o swoim szacunku dla demokracji, chociaż jego zwolennicy nadal pytają: czy na pewno wszystko tu było w porządku? W pierwszej turze Arauz zgromadził 32,72 proc. głosów, Lasso – tylko 19,74 proc. Lewicowy kandydat był również niemal do ostatniej chwili faworytem badań opinii publicznej, chociaż do początku kwietnia jego przewaga stopniała do kilku punktów procentowych. W ostatnich sondażach przewidywano jednak nadal jego wygraną.

Zwycięstwo Arauza mogło być kolejnym krokiem na drodze do odrodzenia świetności latynoamerykańskiej lewicy – antykapitalistycznej, aktywnie szukającej innych sposobów urządzania społeczeństwa, bez kompleksów wobec amerykańskiego imperium. Kolejnym, po odbiciu Argentyny, Boliwii i na rok przed kluczowymi wyborami prezydenckimi w Brazylii. Nic dziwnego, że USA i posłuszne wobec Waszyngtonu władze ekwadorskie robiły bardzo wiele, by pokrzyżować szyki stronnictwu Arauza i byłego prezydenta Correi. Amerykanie wspierali przed I turą wyborów nie tylko neoliberała Lasso, ale też „nowoczesnego lewicowca” Yaku Pereza, który walczył o głosy rdzennej ludności Ekwadoru hasłami ekologicznymi, ale niezależności od USA czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego już nie przewidywał. Byle tylko podzielić elektorat niezadowolony z rządów prezydenta Lenina Moreno, niegdyś też lewicowca, który jednak pogodził się z imperium.

Guillermo Lasso został prezydentem za trzecim podejściem – wcześniej za każdym razem przegrywał z kandydatem lewicowym. Teraz, w przemówieniu po ogłoszeniu wstępnych wyników, zapowiedział, że „zmieni losu kraju”. Nie pozostawił złudzeń: nie zamierza szukać dialogu z socjalistami i ich zwolennikami.  – Ekwadorczycy wykorzystali swoje prawo głosu, by wybrać nowy kurs, zupełnie inny niż to, co mieliśmy przez 14 lat – stwierdził, mijając się przy okazji z prawdą – od konsekwentnie lewicowego kursu odszedł już Lenin Moreno. Żeby nieco uspokoić wyborców Arauza, Lasso zapowiedział na wieczorze wyborczym podwyżkę płacy minimalnej, ale to wszystko, co miał do powiedzenia pracownikom. Dalej obiecywał już obniżenie podatków dla małego biznesu, stymulowanie przedsiębiorczości, przyciąganie wielkich inwestorów z zagranicy, co ma dać dwa miliony nowych miejsc pracy. Drugą wielką liczbą, która miała robić dobre wrażenie, było dziewięć milionów: tylu obywateli Ekwadoru, dzięki zaangażowaniu prezydenta, ma zostać szybko zaszczepionych na COVID-19. Dodatkowo zapowiedział, że będzie troszczył się o prawa kobiet oraz o prawa LGBT.

O czyje interesy jednak będzie głównie dbał były dyrektor Banco Guayaquil i gubernator stanu Guayas, gdzie przeprowadził pod koniec lat 90. wielką wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw, najlepiej świadczy reakcja rynków na wynik wyborów. Na wykresach wartość ekwadorskich obligacji po prostu wystrzeliła. Guillermo Lasso będzie jednak rządził w kraju, w którym związki zawodowe i organizacje ludności rdzennej naprawdę patrzą władzy na ręce. Masowe protesty przeciwko radykalnym antyspołecznym posunięciom w Ekwadorze widziano w ostatnich latach nie raz.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

PO się sypie czy zwiera szeregi?

List otwarty, pod którym podpisała się część parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej, na…