Przez cały weekend tysiące osób mają gromadzić się w Wielkie Brytanii, by zaprotestować przeciwko rosnącym cenom. Brytyjczykom ewidentnie też zaczynają się przejadać rządy konserwatystów.

Masowe protesty organizowane przez People’s Assembly Against Austerity przy wsparciu związków zawodowych mają ogarnąć ponad 30 brytyjskich miast, od Aberdeen po Stoke. W większości miast, takich jak Nottingam, protesty mają rozpocząć się koło godziny 13:00 i przyciągnąć setki osób. Największy jednak rozmach powinny mieć manifestacje w Londynie, w których organizacje zaangażowane są organizacje takie jak Socjalizm Rewolucyjny XXI wieku (rs21), Niepełnosprawni Przeciwko Cięciom (DPAC) czy Akcja Przeciwko Ubóstwu Paliwowemu (FPA). Ma pojawić się również założyciel brytyjskiej Partii Pracy Jeremy Corbyn. „Musimy wspólnie przeciwstawić się gwałtownie rosnącym kosztom życia i walczyć o podatki dla najbogatszych” – skomentował Corbyn.

„(Tories) chcą, żeby koszt całego kryzysu spadł na barki zwykłych ludzi i jednocześnie pozwolić na to, żeby brytyjscy bilionerzy bogacili się codziennie o 290 milionów funtów” – powiedział Richard Burgon, również członek Partii Pracy.

Brytyjczykom nie pozostaje nic innego, niż wyjście na ulicę. Siedmioprocentowa inflacja postępuje, a od 1 kwietnia pracownicy będą musieli wliczyć w koszta podwyżkę czynszów i ubezpieczenia zdrowotnego. Szacuje się, że skok cen energii aż o 693 funty odczuje około 22 milionów osób. Nic więc dziwnego, że coraz częściej zaczyna brakować pieniędzy na jedzenie.

Brytyjczycy w kolejce po jedzenie

Według Food Foundation w ciągu zeszłego miesiąca ponad milion Brytyjczyków spędziło co najmniej jeden dzień bez jedzenia, by sprostać domowym wydatkom. Nieustannie rośnie liczba Brytyjczyków korzystających z banków jedzenia.

Najjaskrawiej przepaści ekonomiczne i pogorszenie się sytuacji najuboższych widać w Londynie – szacuje się, że w ciągu ostatnich dwóch lat z londyńskich banków żywności skorzystało 421 tysięcy osób. Potrzeba tego typu wsparcia ze strony organizacji pozarządowych wzrasta zresztą, od kiedy u władzy są w UK konserwatyści –  kiedy koalicja Tory-Libdem doszła do władzy, z banków jedzenia korzystało niewiele ponad 10 tysięcy osób mieszkających w Londynie.

Z powodu wzmożonej potrzeby korzystania z ich pomocy, same banki żywności zaczęły przechodzić kryzys. W czasie wydawania całe jedzenie przeznaczone dla potrzebujących znika w ciągu 30 minut, a równocześnie marnowane jest 3,6 milionów ton jedzenia rocznie. Kolejnym paradoksem jest, że uważana za piątą potęgę ekonomiczną na świecie Wielka Brytania jest czwartym krajem w Europie pod względem ubóstwa żywnościowego – za Bułgarią, Rumunią i Litwą.

W Polsce jest niewiele lepiej – wystarczy udać się w każdy poniedziałek o godzinie 19:00 pod warszawski Dworzec Centralny, by zobaczyć zawijające się kolejki do żywności rozdawanej przez stowarzyszenie Daj Herbatę. I łatwo zauważyć, że duża część osób, które ustawiają się po darmowe paczki z jedzeniem, to niekoniecznie osoby w kryzysie bezdomności. Jedzenie, jak i mieszkanie – dla wielu staje się towarem coraz bardziej luksusowym w wielu państwach europejskich. A rządy bardzo chętnie zrzucają odpowiedzialność za głodujących obywateli na organizacje non-profit.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

USA: prawo do aborcji już nie jest powszechne

O tym mówiło się od miesięcy. Konserwatywny Sąd Najwyższy USA głosami sędziów mianowanych …