Wypowiedź Kai Godek, w której geje zostali nazwani zboczeńcami, sąd ocenił negatywnie. Ale rozłożył ręce i stwierdził, że nie ma podstaw do ukarania twarzy polskiego ruchu antyaborcyjnego. 16 osób, które złożyły przeciwko Godek pozew o zniesławienie, czuje rozgoryczenie i bezsilność.

12 stycznia 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że Kaja Godek przekroczyła granice wolności słowa podczas swojego występu w Polsat News w maju 2018 r. Komentując wyniki referendum w Irlandii w sprawie legalizacji aborcji, Godek stwierdziła, iż Irlandia nie jest już krajem katolickim, skoro ma premiera-geja „który obnosi się ze swoją dziwną orientacją” i pokazuje publicznie „zboczenie”.  Prowadząca rozmowę Agnieszka Gozdyra dopytała: czy to znaczy, że pani zdaniem mężczyzna homoseksualny jest zboczeńcem? Godek potwierdziła.

Słowa liderki polskich ruchów antyaborcyjnych oburzyły polską społeczność LGBT. Szesnaście osób – aktywiści, prawnicy, artyści, dziennikarze – które do tej społeczności przynależą, pozwało Godek o naruszenie dóbr osobistych (art. 24 kodeksu cywilnego). W pierwszej instancji przegrali.

– Sąd skrytykował słowa pozwanej, ale uznał, że nie ma bezpośredniego połączenia z naruszeniem dóbr osobistych poszczególnych osób, które do tej grupy należą. Powołał się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego, w którym SN uznał, że można naruszyć dobra osobiste odnosząc się w nienawistny sposób do grupy osób, ale wówczas grupa musi być ściśle określona, najlepiej z członkostwem – wyjaśniał jeden z powodów, profesor prawa Jakub Urbanik. Rozgoryczeni pomysłodawcy pozwu pytają zatem: czy mają założyć oficjalny klub gejów i lesbijek, z legitymacjami, by polskie państwo zaczęło reagować, gdy padają ofiarami mowy nienawiści?

Sąd stwierdził, że skoro Godek wypowiedziała się w taki a nie inny sposób o grupie ludzi, ale nie o jasno sprecyzowanych osobach, to tym, którzy czują się obrażeni, pozostają „inne środki prawne”. 16 powodów i powódek nie za bardzo jednak wyobraża sobie, jakie środki w polskim państwie mógłby okazać się skuteczne. Gdy inne osoby próbowały wszcząć sprawę karną w sprawie tych samych słów Godek, postępowanie szybko umorzono. Na razie powodowie i powódki zamierzają się odwoływać do Sądu Najwyższego. Potem może do Strasburga.

Aktywiści i aktywistki LGBT od dawna wskazują na związek pogardliwych i agresywnych słów z fizyczną przemocą. – Sąd, nie dopuszczając nawet do przesłuchania nas, uniemożliwił mi opisanie tego, co mnie spotyka na ulicy, kiedy idę z moją partnerką, opowiedzenia o wyzwiskach, o atakach, o odrzuceniu przez osoby bliskie. Tego doświadczam właśnie po wypowiedziach takich jak Kai Godek. Te wypowiedzi powodują realne straty u konkretnych osób – powiedziała Gazecie Wyborczej powódka Aleksandra Muzińska, aktywistka LGBT.

patronite

 

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Jakby chodziło o nazwanie kogoś „katolem” albo „pedofilem w sutannie” no to oczywiście taki wyrok byłby to triumf praworządności.
    Ale że nazwano „zboczeńcem” no to wiadomo…

Pozostaw odpowiedź kot Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Nie było obrazy uczuć religijnych. Aktywistki od Matki Boskiej Tęczowej niewinne

Dziś rano sąd w Płocku orzekł, że trzy aktywistki nie złamały prawa. Wizerunek Matki Boski…