Ministerstwo Finansów podjęło próbę oszacowania, ile naprawdę będą kosztowały Polskę pandemia i lockdown.

Nowelizacja budżetu wreszcie podaje czarno na białym to, przed czym ekonomiści i związki zawodowe ostrzegały już kilka miesięcy temu: znacznie ponad milion Polaków i Polek może w tym roku znaleźć się na bezrobociu, a zrównoważony budżet, z którego premier Morawiecki był taki dumny, od dawna był nieosiągalny.

Państwo polskie miało w 2020 r. uzyskać dochody na poziomie 435 mld zł i mniej więcej tyle samo wydać. W ramach kolejnych tarcz antykryzysowych zafundowało jednak liczne zwolnienia i ulgi dla przedsiębiorców, i to mimo ostrzeżeń, że wspieranie tylko firm nic nie da, gdy będzie drastycznie spadała siła nabywcza pracowników. W efekcie zwolnień z ZUS dla firm, zamknięcia całych branż w celu izolowania obywateli oraz tego, że oni sami zostali zmuszeni do oszczędzania, zamiast spodziewanych 435 mld zł w państwowej kasie znajdzie się 398,7 mld zł. Z kolei spodziewana kwota wydatków urośnie do 508 mld, a to nie wszystko, gdyż środki przeznaczone na fundusz przeciwdziałania COVID-19 zostały sztucznie przeniesione do tzw. sektora general government i teoretycznie nie będą zwiększać zadłużenia budżetowego.

Zamiast wzrostu PKB na poziomie 3,7 proc. Polskę czeka spadek o 4,6 proc. I to jeszcze nie jest najgorsza wiadomość – rząd stara się także wyliczyć, ilu ludzi na koniec 2020 r. pozostanie bez zatrudnienia. Do tej pory upierał się, że nie jest źle, a tarcze antykryzysowe ratowały dziesiątki tysięcy, a nawet, jak kiedyś rzuciła wicepremier Emilewicz, miliony miejsc pracy. W znowelizowanym budżecie przyznano jednak, że w grudniu bezrobotnych może być nawet 1,3 mln obywatelek i obywateli.

Złe wiadomości dla świata pracy dopełnia prognoza wzrostu cen o dalsze 3,3 proc. (przed epidemią było 2,5) i zahamowania wzrostu płac, który nie przekroczy 3 proc.

Ekonomiści podkreślają przy tym od początku kryzysu, że sytuacja jest na tyle nieprzewidywalna, że formułowane prognozy mogą szybko wymagać korekt. Może być zarówno nieco lepiej, niż obecnie przewiduje rząd, jak i gorzej – w rozmowie z Portalem Strajk w początkowej fazie światowego spowolnienia ekonomista i ekspert rynku pracy Łukasz Komuda spodziewał się np. w grudniu ponad dwóch, jeśli nie trzech milionów bezrobotnych.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Żuławy Wiślane znikną pod wodą do 2100 roku? Młodzieżowy Strajk Klimatyczny upomniał się o przyszłość Polski i świata

„Od strajku klimatycznego w zeszłym roku politycy nie zrobili nic. Zachowanie polity…