30 stycznia w czasie ładowania energią elektryczną spłonął na Łysej Polanie wóz, z którego tak dumny był TPN. Tego samego dnia władze parku zgodziły się porozmawiać z przedstawicielami „Vivy!” o zmianie regulaminu transportu konnego. Ale rozmowy zakończyły się fiaskiem.

Całe szczęście, że pożar wybuchł podczas garażowania wozu, a nie na trasie, kiedy na niebezpieczeństwo mogli być narażeni turyści oraz konie ciągnące pojazd – był on bowiem w połowie napędzany siłą mięśni, a w połowie z elektrycznego silnika. Był w fazie testów – TPN testował go od 2016. Obrońcy praw zwierząt byli temu rozwiązaniu przeciwni od początku, wskazując na to, iż jest drogie i nieefektywne.

Podczas ładowania ogniem zajął się nie tylko wóz, ale również budynek, w którym był garażowany. Na miejsce przyjechali strażacy z Bukowiny Tatrzańskiej.

– O przyczynach na razie nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć – powiedział komendant straży parku Edward Wlazło. – Podejrzewamy, że mogło dojść do zwarcia instalacji elektrycznej.
„Viva!” od początku optowała za meleksami, które całkowicie zastąpiłyby konie pracujące na szlaku. Nie akceptowała rozwiązań pośrednich, które miałyby sprawić, by górale nadal mogli wykorzystywać wprzęgnięte już w pracę na szlaku konie, a turyści czuli „klimat”.

Tego samego dnia w siedzibie TPN odbyło się spotkanie, podczas którego Anna Plaszczyk, Bożena Latocha, Anna Zielińka i mec. Dorota Dąbrowska usiłowały przekonać władze do całkowitej likwidacji konnych bryczek. Liczyły się z odmową, przygotowały więc postulaty, które mogłyby realnie pomóc pracującym zwierzętom. To m.in. „ograniczenie ładunku o tonę i zrównanie ładunku dla trasy w górę i w dół; wykreślenie z treści regulaminu dodatkowych dzieci i wózków – to też jest ładunek, który nie pozostaje bez znaczenia dla zdrowia koni i powoduje przeciążenia ponad regulaminowe normy; podwyższenie wieku koni mogących zaczynać pracę na trasie do co najmniej 5 roku życia; informowanie organizacji pozarządowych zaangażowanych w temat o zbywaniu koni do rzeźni, co było zapisane już we wcześniejszym regulaminie; wprowadzenie realnych kontroli czasu pracy i odpoczynku koni; wyciągania konsekwencji w trybie natychmiastowym za łamanie regulaminu (jazda wozem z nie swoją tabliczką lub bez niej; niezgłaszanie wypadków koni w TPN; niedotrzymanie czasu postoju, zabieranie zbyt dużej liczny osób; jazda saniami po gołym asfalcie)”.

Ponieważ działaczki nie znalazły zrozumienia, opublikowały całość swoich postulatów w internecie:

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

„Zamknij się ty k**wa Ukraińcu” – ochroniarz z Biedronki napadł na klienta. Powalił go na chodnik i skuł

Georgij Staniszewski zapamięta te zakupy do końca życia. Będzie to wspomnienie traumatyczn…