Kilka dni temu poznańska działaczka partii Razem, Anna Bąk, poinformowała na swoim profilu na Twitterze o policjancie, który przybył do jej domu rodzinnego. Przyszedł rano, aktywistka była wtedy w pracy, drzwi policjantowi otworzyła jej mama. Sytuacja całkowicie kuriozalna – chodziło o dostarczenie zawiadomienia z wezwaniem na komisariat w charakterze świadka. Policja mogła to zrobić drogą pocztową.  – W rozmowie z prawnikami dowiedziałam się, że pierwszy raz spotkali się z taką sytuacją – powiedziała nam Anna. Dodała, że w jakiś sposób była przygotowana na to, że jeśli jest działaczką lewicową, to może jej się przytrafić coś podobnego. Świadomość konsekwencji swoich działań to jednak nie to samo, co bezpośrednie doświadczenie. – To było dla mnie nieco nierealne – podsumowuje poznańska aktywistka.

Anna podejmuje się różnych działań, interesują ją przeróżne tematy – od praw kobiet do praw pracowniczych, a w ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z wieloma protestami i wydarzeniami politycznymi. Co skłoniło policję, by zadziałać wbrew zwyczajowi i, co tu dużo mówić, zwyczajnie postraszyć działaczkę? Jak się okazuje, jest temat, w przypadku którego mobilizacja funkcjonariuszy potrafi być nadzwyczajna. Chodzi o protest przeciwko demonstracjom działaczy tzw. ruchu pro-life modlących się pod oddziałem położniczym, przyjeżdżających co miesiąc. Wszyscy mają już dość tej sytuacji – mieszkańcy, pacjentki oraz personel szpitala. Partia Razem działa na rzecz tej sprawy od grudnia 2019 roku. W sprawę zaangażowani są działacze partii Razem, Wiosny, niezrzeszeni aktywiści oraz mieszkańcy dzielnicy Jeżyce. We wrześniu Anna Bąk została doprowadzona na komisariat w związku z działaniami na rzecz pacjentek szpitala przy ul. Polnej.  – Postawiono mi zarzut odmówienia podania przeze mnie danych osobowych. Zostałam zatrzymana i złożyłam zażalenie. 19 lutego sąd wydał sprostowanie – zatrzymanie było legalne, ale były nieprawidłowości – nie dopuszczono do mnie prawnika. Zostały zastosowane wobec mnie środki przymusu bezpośredniego – kajdanki. W tej sprawie były dwie interwencje posłanek Lewicy – Katarzyny Kretkowskiej oraz Katarzyny Ueberhan, które przyniosły skutek – podsumowuje działaczka Razem. Co będzie dalej? Anna Bąk zamierza pójść na komendę z adwokatem, a potem walczyć dalej, w czym ma, na szczęście, wsparcie partyjnych kolegów.

Niżej podpisane mają serce po lewej stronie, jedna jest także partyjną koleżanką aktywistki z Poznania, ale to, że uważamy jej działanie za godne pochwały, to nie tylko prosty wyraz środowiskowej – czy jak kto woli: kobiecej – solidarności. Tacy ludzie są po prostu potrzebni. Nie jest łatwo w kraju, gdzie Kościół katolicki dyktuje prawa, wspierać pacjentki porodówki w konfrontacji z fanatycznymi działaczami anti-choice. Tym bardziej, że sprawa jest lokalna. Może mieć ogromne znaczenie dla tej czy innej poznanianki, która akurat w szpitalu się znajduje i musi słuchać katolickich fundamentalistów zza okna, ale nie będzie nośna na skalę całego kraju, nie uczyni z protestującej lewicowej działaczki medialnej bohaterki. Ale to, że katoliccy fundamentaliści jeszcze nie zwyciężyli, to właśnie efekt solidarności: tego, że są ludzie, którzy wesprą, zadziałają wbrew narzucanej zewsząd ideologii, powiedzą głośno, że nie godzą się na państwo wyznaniowe i piekło kobiet. Będą je podważać czynem.

Podczas październikowych protestów przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego przyzwyczaiłyśmy się do policyjnej agresji – pamiętamy gaz na twarzach, łamane ręce i bezpodstawne zatrzymania. Także policjant w domu to nie jest codzienność, normalność i zwykła procedura. To zastraszanie, do którego tak naprawdę przyzwyczajać nam się nie wolno. To nie jest żadna „normalność”, na którą możemy się zgodzić.  Dlatego życzymy wiele wytrwałości i odwagi Annie Bąk – i, w gruncie rzeczy, także nam wszystkim.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Polska po Tomku Beksińskim

Dzisiaj, gdyby nie tragiczne samobójstwo, skończyłby 63 lata Tomasz Beksiński. I myślę …