Według policji i wyjątkowo gorliwej prokurator, usiłowały one przeszkodzić w „przebiegu niezakazanego zgromadzenia publicznego”. W rzeczywistości była to odważna manifestacja sprzeciwu wobec agresywnego nacjonalizmu, ksenofobii i nienawiści, krocząca w największym pochodzie skrajnej prawicy w Europie. Sąd nie miał wątpliwości, czternaście kobiet zostało uniewinnionych.

To była piękny pokaz obywatelskiego zaangażowania. 11 listopada 2017 roku grupa kobiet w samym środku nienawistnego pochodu, na Moście Poniatowskiego urządziła siedzący protest. Aktywistki trzymały się pod ręce skandując m.in. „Faszyzm stop” oraz „Nacjonalizm – to się leczy”. Reakcją uczestników marszu była agresja i wyzwiska. „Wypierdalać, bo was zajebiemy” – krzyczał jeden z mężczyzn. Inny, z krzyżem celtyckim na ramieniu uderzył uczestniczkę protestu pięścią w tył głowy. Kobiety były również kopane i opluwane. Rozwścieczony tłum wykrzykiwał „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.

Policja, zamiast zidentyfikować i wydać wymiarowi sprawiedliwości sprawców agresji, skierowała zawiadomienie do prokuratury na kobiety. We wrześniu 2018 zostały skazane wyrokiem nakazowym za „przeszkadzanie w przebiegu niezakazanego zgromadzenia” – za to że usiadły na trasie przemarszu. Aktywistki musiały zapłacić po 200 zł grzywny i pokryć koszty sądowe – po 100 zł od osoby. Odwołały się od wyroku, teraz zapadł ostateczny werdykt.

Śródmiejski sąd uniewinnił w czwartek dzielne działaczki. W uzasadnieniu wskazywał, że z analizy materiału dowodowego wynika, że kobiety nie miały zamiaru przeszkadzać maszerującym narodowcom i „nie ma podstaw, żeby je skazać”. Sędzia powoływał się na wolność wyrażania poglądów opisaną w artykule 54 konstytucji. Mówił też o zapisach Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Podczas jednej z rozpraw przed sądem kobiety przedstawiły motywy swojego działania.

Obwiniona Agnieszka Markowska (rocznik 1965): – Ten protest to była moja niezgoda na faszystowskie, homofobiczne marsze w tym najbardziej skrzywdzonym podczas wojny mieście.

Obwiniona Zofia Marcinek (rocznik 1993): – To był protest wobec symboliki faszystowskiej, która na tym marszu od lat się pojawia. To był protest przeciwko bierności policji i władz. Hasła nawołujące do nienawiści, eksterminacji, eliminowania innych narodowości, to nie jest coś, co człowiek uważający się za przyzwoitego może tolerować i patrzeć na to bezczynnie.

Obwiniona Lucyna Łukian (rocznik 1960): – Wychowałam się w rodzinie wołyńskiej. Moi bliscy opowiadali mi, czego byli świadkami. Dlatego ilekroć faszyzm będzie szedł ulicami, będę protestowała. Nigdy w życiu nie pozwolę na to, żeby w Polsce, w moim kraju, wróciło to, co już było, co znamy.

Obwiniona Maria Bąk-Ziółkowska (rocznik 1954): – Święto niepodległości jest też moim świętem, którego nie pozwolę sobie odebrać. Marsz stał się manifestacją ksenofobii i gwałtu. Protestowanie przeciwko tej ideologii uważam za obywatelski obowiązek, tak samo jak udział w wyborach i płacenie podatków.

Prokuratura wciąż prowadzi postępowanie w sprawie fizycznego ataku na protestujące kobiety. Sprawa została już raz umorzona, ale tę decyzję uchylił sąd. Prowadząca śledztwo prokurator Magdalena Kołodziej w uzasadnieniu umorzenia napisała, że zamiarem atakujących nie było pobicie pokrzywdzonych, lecz „okazanie niezadowolenia, że znalazły się one na trasie ich przemarszu”.

paypal

 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Dlaczego PiS dojechał Międlara? Analityk skrajnej prawicy tłumaczy

Można powiedzieć – wreszcie. Państwo PiS w końcu wzięło się na poważnie za jednego z…