Dzisiejszy dzień to dla obrońców praw zwierząt dzień szczególny – to dzień Wstępów – corocznych końskich targów w Skaryszewie. Wstępy są swoistym symbolem cierpienia koni i wszystkich innych zwierząt wystawianych na jarmarkach – bitych, brutalnie traktowanych, przerażonych, wreszcie sprzedawanych na śmierć. W tym roku Skaryszew miał być „świętem życia”. Handlarzy sprzedających konie na mięso oficjalnym dekretem wyrzucono z terenu miasta.

Tylko co z tego? Już w południe po internecie zaczęły krążyć zdjęcia wozów ustawionych tuż za zakazanym terenem. Aktywiści „Vivy!” odnotowali i obfotografowali też – mimo całkowitego zakazu spożywania alkoholu – obecność osobników ledwo trzymających się na nogach i gubiących butelki wódki pomiędzy końskimi kopytami. I to nadal nie koniec. 60 kilometrów dalej, na mniej spektakularnym, za to odbywającym się co tydzień targu w Bodzentynie, rzeźnicze ciężarówki parkowały już na zupełnym legalu. Zabrakło za to obsługi oraz Powiatowego Lekarza Weterynarii. Czemu to wszystko streszczam, czego to dowodzi?

Ano tego, że jeżeli chcemy dalej leczyć zapalenie płuc witaminą C i cienką herbatką, to lepiej od razu popełnić seppuku.

Jeżeli przesuniemy handlarzy na odległość 20 kilometrów, to oni staną na 21. kilometrze. Jeżeli przesuniemy ich poza granice powiatu, to zrobią obwarzanek ze swoich wozów w powiatach sąsiednich. Wyliczą sobie współrzędne co do sekundy. Takie alpejskie kombinacje robią kierowcy we wszystkich polskich miastach, gdzie obowiązują strefy płatnego parkowania, więc dlaczego nie mieliby robić ich ludzie, którzy zarabiają krocie na potencjalnych potrawkach z koniny?

Tylko całkowity zakaz organizowania targów rozwiąże problem. Tu nie ma półśrodków, tak jak z hodowlą zwierząt na futra. My będziemy podnosić standardy i oszukiwać własne sumienia, a oni zawsze będą dwa kroki do przodu w obchodzeniu naszych zasad.

Skoro zakazalismy targów, na których wystawiamy psy i koty, równie dobrze możemy obejść się bez wystawiania na jarmarkach świń, koni, krów. To nie są już miejsca, w których jeden dysponent hektarów nabędzie krasulę od drugiego. Bo handlarze, którzy tylko czekają, by ruszyć do ubojni, opanowali targi zwierzęce jak plaga. I nakręcili popyt na chore, stare, wyeksploatowane zwierzęta gospodarskie, które wystawia się, choć prawo na to nie pozwala. Po delegalizacji targowisk kupno zdrowego, silnego konia nie będzie problemem – a zwierzęta, które i tak pójdą na rzeź, nie będą cierpieć dodatkowo.

Pieprzyć „385 lat tradycji”! Pieprzyć sztukę ludową, wyroby rymarskie i narzędzia rolnicze, kiedy okrutny proceder nadal trwa za płotem, w sąsiedniej gminie, pół godziny drogi stąd! Władze miasta zastosowały filozofię: byle nie na naszych oczach, byle nie na naszej zmianie, w końcu zrobiliśmy, co się dało. A że zrobiliśmy głupio? „Shit happens”, jak mawiał Forrest Gump.

Fundacja Centaurus, która z władzami Skaryszewa wynegocjowała nowy regulamin, od rana prosi o wsparcie finansowe. Bo doskonale wie, że handlarze nie odpuszczą i rozłożą się tam, gdzie tylko zdołają legalnie wjechać – i błaga, załamując ręce: „Przelej 8 złotych!”. Za pieniążki ze ściepy wykupimy kilka koników – nic, że nakręcimy jeszcze trochę biznesu handlarzom zwierzęcym cierpieniem. Potem będziemy prosić o kolejny hajs: na leczenie, na jedzonko, na godne warunki. (Apdejt: dokładnie tak się stało. A nawet stało się gorzej – na terenie targu wbrew zapewnieniom i tak znalazły się chore, wycieńczone zwierzęta – bez kantarów, z pyskami przewiązanymi sznurkiem).

Dawno nic mnie tak nie zbulwersowało, jak ten apel. Niewolnictwo ma dłuższą „tradycję” niż targ w Skaryszewie. A jednak nikomu nie przyszłoby chyba do głowy rozwiązywać tego problemu poprzez plebiscyt „Uratujmy jak najwięcej niewolników! Ich życie jest w twoich rękach! Rzuć drachmę! W zeszłym tygodniu udało nam się ocalić dwóch młodych Spartan!”.

Ok, spróbowaliście. To teraz chodźcie z nami protestować i walczyć o wszystkie zwierzęta. Obiecujemy nie powtarzać „a nie mówiliśmy?” (przynajmniej niezbyt często).

Byłabym zapomniała. Tu podpisujcie.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Zgadzam się z całkowitym zakazem targów. Nie ma sensu wprowadzać kolejnych obostrzeń, skoro wcześniejsze nie są respektowane.
    Nie rozumiem natomiast o jakich półśrodkach odnośnie hodowli zwierząt na furta autorka mówi, w tej kwestii również nie ma półśrodków – trzeba wprowadzić całkowity zakaz.

  2. Nooo tak…
    kretynizm tego tekstu aż powala na dechy…
    Może zamiast zakazywać (jak w każdym dyktatorskim państewku) należy postawić po prostu odpowiednie wymagania organizacyjne?
    Dopóki jest duże zapotrzebowanie na koninę – to takim czy innym sposobem stare konie i tak zostaną przerobione na kiełbasy czy inne produkty…
    Jedynie cierpienie zwierząt – zwiększy się niepomiernie.
    Bo przecież ryzyko, handel troszkę na czarno… to i dochód musi wzrosnąć…. (chociażby o wartość łapówek).
    Itaki będzie końcowy efekt działań wszelkich zakazywaczy którym klęcznik na łeb zleciał…
    Weronko droga pora chyba do wyuczonego zawodu wrócić, bo nie ogarnia Pani tego o czym próbuje pisać.

  3. Dokładnie TAK. Tylko zmiany w prawie. Tylko całkowity zakaz. Wykupowanie pojedynczych koni tylko napędza tym potworom biznes. Chociaż rozumiem ludzi, którzy wykupują no bo jak przejść obojętnie obok takiego cierpienia. Ale przede wszystkim walka o całkowity zakaz.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Trzy koty abp. Stanisława Gądeckiego

Odwracanie kota ogonem jest w dyskusji sztuką niełatwą, ale skuteczną. Postawienie zdumion…