Organizacje pozarządowe, które otrzymują choć 10 proc. swoich środków od donatorów zagranicznych będą wpisane do stygmatyzującego rejestru. Architektem i realizatorem pomysłu jest kolejny młody wilk z watahy Zbigniewa Ziobry, minister środowiska Michał Woś.

Organizacje pozarządowe są dla ekipy Jarosława Kaczyńskiego niewygodnym przeciwnikiem. Zgodnie z ideą, działają na rzecz pożytku publicznego, w oparciu o ekspertyzy fachowców i dane naukowe. Nie są związane z żadną partią czy opcją polityczną, przez co trudno im postawić zarzut złej woli.

Na Węgrzech znaleziono na to sposób. W czerwcu 2017 r. rząd Fideszu przeforsował ustawę dotyczącą finansowania organizacji obywatelskich, otrzymujących wsparcie z zagranicy. Zgodnie z nią NGOsy podlegają rejestracji przez węgierskie organy jako „organizacje otrzymujące wsparcie zagraniczne”, w przypadku gdy otrzymane darowizny w danym roku przekroczą określony próg. Celem ustawy było podkręcenie niechęci do NGOsów, kreowanej już kilka lat wstecz. Głównym straszakiem nad Balatonem jest finansista George Soros, który według propagandowej narracji łoży środki na destabilizację państwa właśnie za pomocą organizacji społecznych. W 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu orzekł, że węgierskie prawo ogranicza zasadę swobodnego przepływu kapitału oraz prawa podstawowe, a więc jest niezgodne z prawem wspólnotowym.

PiS zamierza pójść w ślady węgierskich przyjaciół. W myśl ustawy Ministerstwo Sprawiedliwości utworzy rejestr organizacji „wspieranych ze środków zagranicznych”. W rejestrze mają się znaleźć te organizacje, których co najmniej 10 proc. przychodów pochodzi „od obcych obywateli, od spółek z kapitałem obcym”.

To jednak nie wszystko. Organizacja, otrzymująca wsparcia z innego niż Polska kraju otrzyma „status organizacji finansowanej ze środków zagranicznych”. Obowiązek zgłoszenia do rejestru będzie spoczywać na organizacji. Za niezastosowanie się do przepisu przewidziane są kary w wysokości 50 tys zł, co w wielu przypadkach może oznaczać konieczność zakończenia działalności.

Minister Woś na konferencji prasowej przekonywał, że jego intencje są czyste. – Jeżeli organizacja ekologiczna ma czyste intencje, to jej opinia wzmacnia ochronę środowiska. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzi do nadużyć i wielki kapitał wykorzystuje NGO do nieuczciwej konkurencji, np. blokując za ich pośrednictwem inwestycję zagrażającą interesom firmy – powiedział.

Jakie to organizacja miał na myśli? Ekologów protestujących przeciwko sztandarowemu pomysłowi PiS – przekopowi Mierzei Wiślanej? Jaki kapitał miałby stać za ich działaniem? A może aktywistów Greenpeace, którzy przeprowadzili na początku sierpnia wspięli się na dach Ministerstwa Środowiska i rozwiesili olbrzymi baner z napisem „Stop dewastacji! Czas na ochronę” oraz wizerunkiem ministra środowiska Michała Wosia wycinającego drzewo?

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Mateusz Morawiecki zignorował apele górników. Na Śląsku zaczęły się strajki

49 górników nie wyjechało na powierzchnię po zakończonej zmianie w ruchu Halemba, części k…