Nie pięć, jak pierwotnie zaplanowano, a zaledwie dwa dni trwała największa od 50 lat odmowa pracy na brytyjskiej kolei. 48 godzin wystarczyło by zmusić dyrekcje spółki Southern do powrotu do rozmów. Wcześniej zarządzający prywatnym przewoźnikiem ignorowali zdanie związków zawodowych. Widać, najskuteczniejszym bodźcem pedagogicznym wobec kapitalistów jest strajk.

W wyniku strajku odwołano ponad 40 proc. połączeń Southern / facebook.com/Trainslink
W wyniku strajku odwołano ponad 40 proc. połączeń Southern / facebook.com/Trainslink

Piątek będzie pierwszym dniem, w którym pociągi w południowej Anglii będą kursować według harmonogramu. Dzisiaj sytuacja powoli wracała do normy, jednak część połączeń nie została zrealizowana. Powrót do normalnej pracy po tak masowym proteście nie jest bowiem łatwą sprawą. Od 8 do 10 sierpnia pracę zawiesiło większość konduktorów zatrudnionych w firmie Southern, obsługującej połączenia szynowe na południu kraju. W efekcie transport kolejowy w regionie został sparaliżowany. Na tory wyjechało jedynie 60 proc. pociągów, ponad 300 tys. osób nie mogło dojechać do pracy i do domu. Stacje zapełniły się wściekłymi pasażerami, który jednak złość swoją kierowali głównie w kierunku władz spółki. Brytyjczycy, co podkreślają nawet prawicowe media, z życzliwością i zrozumieniem odnieśli się do postulatów związkowców.

Jaki był powód strajku? Firma Southern odebrała wyłączyła z zakresu obowiązków konduktorów odpowiedzialność za otwieranie i zamykanie drzwi na stacjach. Od niedawna muszą to robić maszyniści. Związkowcy protestują więc nie tylko w obawie przed redukcją stanowisk, związaną ze zmniejszeniem ilości obowiązków ale również odnosząc się do bezpieczeństwa pasażerów, które zostało w wyniku decyzji spółki narażone na szwank. W głosowaniu pocztowym nad strajkiem wzięło udział 393 konduktorów. Za odmową pracy opowiedziało się 303 pracowników. Celem strajku było również wyrażenie sprzeciwu wobec ustawowego obostrzenia warunków zwoływania strajków, wprowadzonego przez antypracowniczy rząd Partii Konserwatywnej.

Właściciel linii Southern jeszcze do niedawna nie chciał słyszeć o jakichkolwiek negocjacjach ze związkowcami. Teraz, po dwóch dniach protestu, zrozumiał jednak, że nie ma innego wyjścia. Mike Cash, sekretarz generalny Krajowego Związku Robotników Kolejowych, Morskich i Transportu (RMT) z zadowoleniem poinformował, że spółka zgodziła się na rozpoczęcie rozmów „bez żadnych warunków ze strony przewoźnika”.

 

 

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Drugi dzień walk w Górskim Karabachu. Erdogan: nie przestaniemy wspierać Azerbejdżanu

Recep Tayyip Erdogan wezwał Armenię, by natychmiast wycofała się z „okupowanych tery…