Tegoroczne wybory prezydenckie są już tematem tak zużytym, że doprawdy trudno coś więcej dodać do gigantycznego błota milionów już napisanych komentarzy. Warto jednak postawić pytanie, na dosłownie kilka dni przed elekcją, czy to masowe podniecenie jest jakkolwiek uzasadnione.

Do niedawna pewne było, że są to wybory na Dudę. Wszystkie sondaże jednoznacznie wskazywały, że to właśnie obecny prezydent będzie wygranym. Sytuacją wstrząsnęła globalna pandemia, która ponad wszelką wątpliwość wykazała, że PiS to Janusze rządzenia i że ich strategia ciągłego rozhuśtywania społecznych emocji, to metoda sprawowania rządu dusz, która sprawdza się tylko do pewnego stopnia. Państwem się tak rządzić nie da. Kolejne „tarcze” i sposób ich wdrażania ujawniły również faktyczny profil kaczyńskiego stronnictwa, które, przyparte do muru, zaczęło bez opamiętania przesypywać publiczny grosz do kieszeni bogatych. Cóż, rzec można – a nie mówiliśmy?

Nasz głos, to jest konsekwentnej lewicy, od jakże dawna jest li tylko wołaniem na puszczy. Niestety, kolejny raz tak się dzieje i kolejny raz nie daje to nikomu do myślenia.

Nasi lewicowi bieda-liderzy parlamentarnego szczebla, podobnie zresztą jak ich bezkrytycznie oddani wielbiciele, nie wykorzystają i tej okazji do rewizji swojego postępowania. Lewica ponownie zadreptała wstecz pokręciwszy się najpierw nieco w kółko. Za czasów Leszka Millera, z ponad 40 proc. zjechała poniżej progu, teraz z kilkunastu znów leci do niemal zera. Bo wynik Biedronia, który w porywach ma szanse na 3 proc., to zasadniczo margines, ledwo przewyższający ramy błędu statystycznego.

Refleksji jednak nadal brak.

Zamiast niej pojawiają się dziwaczne spory o ewentualne poparcie Witkowskiego, Trzaskowskiego czy nawet Dudy, albo spiskowe teorie, których autorzy niebezpiecznie zbliżyli się do orbity zamachowo-smoleńskiej. Wszyscy zachowują się jakby byli na froncie jakiejś wyobrażonej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i prąc bez pomysłu do przodu wrzeszczą – każdy na swój sposób – ni szaga nazad! Projekcje własnych wyobrażeń zaczynają mylić się z rzeczywistością już nawet co bardziej przytomnym zadeklarowanym lewicowcom, a wszak kiedyś wyśmiewaliśmy prawicę z tego powodu. To przecież oni, nasi polityczni wrogowie, żyją w świcie złożonym z ich indywidualnych rojeń, fantazji i najmniej skomplikowanych, a przez to najbardziej dostępnych stereotypów, które pomagają zrzucać z siebie odpowiedzialność i plasować ją na barkach jakichś „obcych” bytów. A to uchodźcy, a to masoneria, a to Żydzi, komuniści, weganie czy – najnowszy krzyk tej mody – oświeceniowcy. Tymczasem w takich samych ruchomych piaskach grzęźnie teraz lewica.

Na własne życzenie, oczywiście.

Rozkraczona boleśnie na barykadzie konfliktu pomiędzy dwiema prawicami zbiera razy i kpiny z obu stron, i skutkiem tego zaczyna, wcale brzydko, świecić światłem odbitym powszechnych społecznych emocji. Ci którzy z jednej strony biorą w dupę bardziej od PiS, płaczą nad autorytarnymi zapędami Prezesa Państwa, a drudzy, smagani mocniej przez PO, dopatrują się u tych pierwszych przywilejów i klasistowskiej pogardy dla biedy.

I tak oto, lewica, oskarżająca się chętnie w wewnętrznych dyskusjach o odklejenie od społeczeństwa, dowodzi tego, że jest z nim tak potwornie sprzęgnięta, że nie potrafi się wyemancypować od tyleż fałszywego co kretyńskiego konfliktu, który został w tym nieszczęśliwym kraju nasadzony. Po wyborach też tak będzie, niezależnie od tego, kto je wygra. Jedna lewicowa strona będzie krytykowała drugą za to, że pomogła złowrogiej prawicy – czy to bardziej neoliberalnej, czy bardziej fundamentalistycznej – wykonać wzmacniający ją ruch. Skok poza ten kierat bezsensu politycznego istnienia wydaje się dla lewicy, zwłaszcza tej parlamentarnej, nieosiągalny.

I pal licho ten bezsens, każdy może spędzać czas jak mu się widzi; ja żałuję jednak, że przez takie bezmyślne siupy, które pozorują robienie polityki podobnie jak podrzucane regularnie kolejne PiS-owskie histeryczne samograje, nawet ten segment społeczeństwa, który skłonny jest poprzeć nurt postępowy uczony jest tego, że faktyczny wybór w Polsce to ten pomiędzy 500 plus a wolnymi sądami, między trzynastą emeryturą a godnym traktowaniem mniejszości. Przez to nasza praca, przytomnej lewicy, jest jeszcze trudniejsza. No, ale cóż – nikt nie mówił, że to będzie łatwe.

Tymczasem w niedzielę głosujcie sobie na kogo tam chcecie, i tak nic się nie zmieni, a potem nawrzeszczcie przy wódce albo hummusie na tych, którzy zagłosowali inaczej. Tylko się nie zesrajcie.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Panie Stanisławski! Proszę mi wskazać w odezwach lewicy słowa wulgarne, albo knajackie?
    W tych mi znanych nie dopatrzyłem się ich. Zaś same teksty pisane są ęzykiem prostym, choć nie prostackim, jasnym, konkretnym i dobitnym. Dalekim od dorożkarskiego slangu.
    Panie Stanisławski! Pora na pokutny wór. Samobiczowanie panu też nie zaszkodzi. A rozgrzana razami krew, może sprawi, iż wieloznaczny bełkot zastąpi pan czystym przekazem.
    Czekamy. Znaczy to, że dajemy panu szansę…

  2. „Bo wynik Biedronia…

    Refleksji jednak nadal brak.”

    Czy kampania wyborcza lewica mogłaby znacząco zmienić ten wynik, zakładając, że przełożyłoby się to na znaczące lepsze notowania partii przed następnymi wyborami parlamentarnymi?

    Moim zdaniem niekoniecznie i raczej nie. Są dwie główne przeszkody. Jedną z nich są zaszłości z przeszłości, które obciążają każde środowisko czy partię. Drugą z nich jest bariera dość specyficzna w naszym kraju dla lewicy. Nasze społeczeństwo jest postfeudalne, nigdy nie przeprowadziło samo zwycięskiej rewolucji ludowej. Klasy ludowe mają zakodowaną niechęć do własnych przedstawicieli aspirujących do władzy i skłaniają się do powierzania jej osobom z warstw wyższych, a co najmniej średnich. Jeśli są to osoby z ludu, to muszą być prawie męczennikami, świętymi czy popieranymi za granicą. Są ich nieliczne przykłady: Wałęsa – przywódca całego ruchu, popierany przez Zachód, Kościół i jeszcze elity PRL – był prezydentem przez 1 kadencję, Andrzej Lepper – nieformalny trybun ludowy, walczący z komornikami, ryzykujący wyrokami – jego partia mniejszościowa była w Sejmie przez 1,5 kadencji, w tym przez dwa lata jako współkoalicjant, kariera przerwana tragicznie. Pomijam wcześniejszy okres, ponieważ wtedy rządzący lewicowcy nie byli uznawani jako pochodzący z ludu, ale jeszcze z elit poprzedniego okresu. Aby to zmienić, konserwatywne społeczeństwa na Zachodzie potrzebowały dobrych kilkudziesięciu lat (40-50). Analogicznie w Polsce może to nastąpić nawet dopiero za kilkanaście lat. W obecnych rozwiązaniach nie widzę szans na szybki powrót lewicy do władzy. Żadne rozliczenia tego nie zmienią. W innych do realizacji przynajmniej części postulatów lewicy – owszem. Ale to zupełnie inna bajka. A lewica może wcale nie chcieć szybko władzy. Może nie być na nią jeszcze gotowa…albo koronawirus ją całkiem zaskoczył.

    1. Żadna z partii lewicowych nie jest partią o podłożu marksistowskim, czy anachistycznym. „Działacze” tych kawior-koterii to cwani prostacy (z punktu widzenia posiadania ideowego, proletariackiego kręgosłupa ale i w dosłownym znaczeniu), sprzedajni, zdemoralizowani, zakłamani, bez wizji, o ograniczonych horyzontach, wręcz głupi. Miller, czy Kwaśniewski nie musieli nic robić by zdobyć władzę w warunkach raczkującej „demokracji” burżuazyjnej. Władzę tę stracili, bo byli ignorantami, choć na burżujskiej smyczy (w ich, konkretnym przypadku, nawet nie musiało jej być!) i za jankeską kasę. Przy okazji – skompromitowali i siebie, i lewicę (choć możliwe, że mogli mieć taką rolę, wyznaczoną im przez wuja Sama). Fakt. Miną długie lata nim lewica w tym kraju powstanie i równie długie – nim dojdzie do władzy. Będzie to wymagać umiejętności eliminacji ludzi pokroju Millera i Kwaśniewskiego. Czarzastego – też. O „Razem” wypowiadać się nie chcę. Choć wydaje mi się, że niewiele ich wyróżnia od SLD…
      Jest jeszcze jeden problem – pieniądze. Ale czy istotnie to jest problem i bez nich się nie da!? Wątpię. Twierdzę, że się da. Tyle, że trzeba chcieć, a nie wypatrywać ochłapów zsuniętych z jaśniepańskiego stołu.

  3. Tekst calkiem dobry, tylko mnie ta wzmianka o sraniu troche razi. Moze by zrobic jeden zbiorczy tekst o defekacji i wysr…wygadac sie tam na zapas, a potem w kolejnych nic nie wspominac o tej czynnosci?

  4. Wiesz tzw. lewico dlaczego sie zes.rasz? Ano dlatego m.in. że przemawiasz takim językiem, cytat z podobno lewicowej Krytyki (autor Sutowski): „Prawica jest bowiem antyunijna, ekstremalnie kseno- i homofobiczna, darwinistyczna i mizoginiczna, antynaukowa i neguje antropogeniczny charakter zmiany klimatycznej” –uffffff…………, przeciętny socjalny wyborca po przeczytaniu owych mądrości wyprodukowanych w Wawce na Placu Zbawiciela pójdzie strzelić kloca i „to by było na tyle”, amen.
    Zacznijcie do qrwy nędzy mówić prostym językiem o prostych sprawach a być może za parę latek będziemy mieli LEWICOWY (socjalnie a nie światopoglądowo) rząd!!!!!
    Ps. Krytyka pisze, że celem Biedronia AD 2020 nie jest już zwycięstwo ale UWAGA!!!! pokonanie Krzysztofa Bosaka!!!!! Zaiste słuszny kierunek ma nasza partia…………….

  5. Nic tylko iść i się napić.Polska jednak na swój sposób odrabia lekcję francuską.Będziemy mieli albo swojskiego macrona abo marie le du…den.Marie nie na darmo chwaliła pis.Teraz wybierajcie co kogo bardziej razi.Bezkarnośc kochanych jankesów i kleru gwarantowaną przez pis czy bezkarność bizneskamieniczników… i jankesów gwarantowaną przez po.Dla mnie to dwie podobne choroby.
    Oczywiście nikt u nas nie włoży kamizelek bo wystarczy Polaków rozdemokratycznić i rozwolnić lub rozpatrioczyć i rozmodlić,żeby zajęli się absurdalnymi tematami.To wszystko to jakaś farsa.I tak wyjdzie na jedno.Nasze popisowe elity fundują nam perwersyjny masochizm.Amen wymachiwany we wszystkich możliwych układach – czyli góra i dół,dół lub góra i lewo lub prawo albo odwrotnie.Aż wszystko się wszystkim po..ieprzy.Niestety „reszta jest milczeniem”.

    1. „Będziemy mieli albo swojskiego macrona abo marie le du…den.”

      No niestety, Duda nie jest polskim odpowiednikiem Marie Le Pen, czego pozostaje tylko żałować. Cały PiS dryfuje w kierunku lajtowej wersji Macrona uprawiającego rozdawnictwo dla najbogatszych, o czym słusznie wspomniał Autor. Nie byłoby w tym niczego dziwnego gdyby nie fakt, że transfery dla grupy uważającej Kaczyńskiego za wcielenie Stalina, a Polskę PiS za drugą KRLD, są dowodem politycznego analfabetyzmu.

  6. Szkoda że Autor tyko tak potrafi wyrazić swoją frustrację. Dziwny chaotyczny wywód kończy osobliwą przestrogą – puentą. Do kogo ta mowa panie Bojanie?
    Tymczasem w „Rzeczpospolitej” (!!!), dzień wcześniej, można było znaleźć znakomicie przedstawiony lewicowy pogląd na polską rację stanu autorstwa Grzegorza W.Kołodko. Ta publicystyka krzewi lewicowe poglądy, dobrze służy lewicowej formacji.

    1. Kołodko miał zawsze znakomite pióro.I zapał jak biegacz do maratonu.A potem zostaje się ministrem u Millera i zapomina o swoich wcześniejszych tekstach.Teraz można znów sobie pisać, co ślina na język przyniesie.Ale ministrem przecież był ,choćby w latach 2002-2003.W swoim czasie z gabinetu ministerialnego perspektywa była jednak inna niż ze szpalt gazetowych.Papier wszystko przyjmie.A teraz e-papier.

    2. W latach 2002-2003 pierwsze skrzypce w rządzie SLD grał panminister Prosiaczek(*) i Kołodko został zmarginalizowany i wyautowany. O czym pewnie wiesz, ale chciałeś pogryźć Kołodkę po kostkach jak Michnik. Bo wyżej mu nie sięgacie. Pętaki.
      (*) Hausner był ministrem od wszystkiego.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Czemu Lewica kocha 500+?

Wicepremier Jadwiga Emilewicz ogłosiła, że warto pomyśleć nad tym, by niektóre świadczenia…