Share Button

SOR – inaczej „ostry dyżur”. Po godzinie jesteś kozak. Po dwóch już przestaje działać ibuprom. Po czterech już ci nawet nie przeszkadza, że pielęgniarka wbija ci wenflon jedną ręką, gadając przez komórkę. Kiedy dobija do siódmej godziny, jesteś tylko zwiniętą w kłębek kupką popłakującą w kąciku. A i tak rekordziści by mnie wyśmiali.

Na oddziale ratunkowym warszawskiego Szpitala MSWiA spędziłam 7,5 godziny. Zazwyczaj kolejkę trzeba zająć już do okienka przy rejestracji. Wszyscy słyszą, z jakim problemem przyjeżdżamy. „Krwawię z pochwy, a jestem w ciąży…”, „ogłuchłem na prawe ucho…”, „drętwieje mi noga…”, „piła obcięła mi opuszki palców…” – to zrozumiałe, że każdy stara się mówić przyciszonym głosem. Wtedy rejestrator prosi o powtórzenie, bo nie dosłyszał. „KRWAWIĘ Z POCHWY!”…

Potem jeszcze raz wszystko, tylko ze szczegółami, należy powtórzyć przed ratownikiem, którego zadanie polega na wyłuskaniu najważniejszych objawów i pokierowaniu dalej odpowiednio do okulisty, laryngologa, neurologa, ginekologa, chirurga itd. Pół biedy, kiedy przyjmuje nas w osobnym pomieszczeniu. W szpitalu na Wołoskiej takiego nie ma. Zarówno rejestracja, jak i „etap selekcji” dokonują się w jednym pomieszczeniu pełnym ludzi. Ratownik przepytuje pacjentów w okienku obok rejestracji, za parawanem, w zasięgu wzroku i słuchu wszystkich oczekujących. Pomiędzy okienkami wisi też wielki ekran: „Czas oczekiwania: 2 h”. Kiedy siadam za parawanem i rozpoczynam swoją spowiedź, słyszę, jak rejestrator z ratowniczką pękają ze śmiechu z tych „2 h”.

W poczekalni krzesło to miejscówka luksusowa. W godzinach szczytu jest to przyjemność reglamentowana, więc stoi się lub siedzi na podłodze. Siedzi starszy pan na wózku, jak się okazuje – na co dzień – chodzący. Przywiózł go syn. Mrowiło go od kilku dni, tego ranka już nie był w stanie utrzymać się na nogach. Przewraca się, dolna połowa ciała odmawia posłuszeństwa. Obok w rogu piękna Julia – eteryczna dziewczyna, trzymająca się za brzuch. Przyjechała ze skierowaniem na operację. Lekarz POZ stwierdził, że to wyrostek. Umalowana, na obcasach, na początku swojej drogi przez mękę w ogóle nie sprawia wrażenia, jakby była pacjentką, a przyjechała na występy. Te dwie osoby jeszcze tkwiły na oddziale, kiedy opuszczałam go po ponad 7 godzinach. Julia 2 godziny czekała na USG, które ostatecznie nic nie wykazało. Wróciła do poczekalni. Wtedy już wyła z bólu. Spotkałam ją kolejny raz po 4 godzinach, kiedy i jej i mnie zdecydowano się wreszcie podać kroplówkę przeciwbólową. Żadna z nas nie była jeszcze wtedy zdiagnozowana. Z urody już nic nie zostało. Twarz dziewczyny przypominała rozmazaną papkę z łez i smarków, oblepioną tłustymi włosami, mokrymi z wysiłku. Słyszałam przez drzwi, jak płakała w gabinecie, a lekarz tłumaczył jej, że nie ma się czym martwić, przecież na USG wszystko wygląda ok. Chyba jednak jakoś szczególnie dobrze nie było, bo za chwilę zniknęła za drzwiami z napisem „Sala resuscytacyjna”. Już jej nie widziałam. Została doprowadzona do stanu absolutnego upodlenia.

fot. wikimedia commons
fot. wikimedia commons

Ja nie, bo zrezygnowałam z godności na tyle, żeby wparować do gabinetu i poprosić choćby o Apap. Podczas pierwszego badania obiecano mi przeciwbólowe, „ale najpierw USG”. Wenflon, który wbiła mi pielęgniarka, przyklejona jednocześnie uchem do komórki („wiesz synuś, no to jest małe dziecko, a ja mam opryszczkę, to wolę go teraz nie odwiedzać, ale przekaż mu buziaczki od babci”) – był jak obietnica, że jakaś czynność zostanie w końcu podjęta, procedura ruszy, wyjdę stąd przed czterdziestką. Ale wezwanie na USG nie nadchodziło od godziny, więc nie miałam złudzeń, że nikt ani nie ma pojęcia, na jakim jestem etapie, ani za bardzo się tym nie interesuje. Jeden pacjent zniknie z horyzontu na godzinę, to na jego miejsce zwalą się trzej inni. Bo ludzi w poczekalni nie ubywało, braki same uzupełniały się na bieżąco.

Około 20.00 dowiedziałam się, że jeden starszy pan czeka na USG naczyniowe od 12.45. Dwie osoby diagnozowano od 10.00 rano. Później, koło północy, słyszałam, jak emerytka pyta z pretensją: „Niedługo? Pani uważa, że od godziny 5 po południu to jest niedługo?”. „Bardzo niedługo!” – brzmiała odpowiedź pielęgniarki.

W tym roku miałam szczęście odwiedzić trzy różne warszawskie oddziały ratunkowe: na Wołoskiej, na Szaserów (Centralny Szpital Kliniczny MON) i ostry dyżur okulistyczny przy ul. Stępińskiej (Szpital Czerniakowski). Na Szaserów zapamiętałam kobietę, która biegała wieczorem ze słuchawkami w uszach. W jakiś niewyjaśniony sposób gumowy korek od słuchawki wpadł jej do przewodu słuchowego i tam utknął. Mijała trzecia godzina, kiedy sama dała radę wydłubać go sobie z ucha i poszła do domu.

Na Stępińską dotarłam około 2.00 w nocy. Przede mną do gabinetu wchodziła kobieta, która przyjechała z Ostrowii Mazowieckiej. Czekała od około 4 godzin. Jej córka mówiła potem, że idą czekać dalej – do samochodu, bo być może konieczna będzie operacja, ale o tym może zdecydować tylko ordynator, a ten będzie o 7.30. Dostały więc wybór: czekać w samochodzie lub dalej na krześle w poczekalni.

O tym wszystkim mówi się dopiero, kiedy poleci 8 głów, bo ktoś urodził na podłodze. To jednak dramat, który w poczekalniach SOR rozgrywa się codziennie. Jednak opieszałość i znieczulica personelu, które prawdopodobnie były przyczyną wydarzeń w feralnych Starachowicach, tutaj nie stanowią satysfakcjonującej odpowiedzi. Są pacjenci krewcy, pacjenci pod wpływem, pacjenci potulni, pacjenci upierdliwi. Podobnie lekarze, ratownicy, pielęgniarki: jedni reagują zniecierpliwieniem, nie potrafią powstrzymać się od złośliwych komentarzy, inni od dawna są wypaleni, działają na autopilocie. Zdarzają się i troskliwi, i chamscy – po równo. Jedni potrafią rozbroić wiszącą w powietrzu awanturę, inni idą na zderzenie czołowe. Długie godziny wyczekiwania i ciągły “młyn” odczłowieczają i pacjentów i personel. Wiele skandalicznych zachowań wybacza się, żeby “to już się wreszcie skończyło” i można było wreszcie odpocząć. Zdecydowanie więcej wolno wobec starszych – oni z reguły słabiej się bronią. Młody może napisać skargę, odpyskować, pójść wyżej. Z kolei młody w poczekalni traktowany jest jak intruz, ściemniacz, zajmuje miejsce ta dziewucha, co jej właściwie dolega? Chodzi, siedzi, gada. No to zdrowa jest!

„Wczoraj zameldowałaś się w miejscu Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie. Napisz recenzję i podziel się wrażeniami” – pisze do mnie Facebook. Mam świadomość, że moje jak najgorsze wrażenia nie są winą personelu, który tej nocy również został przemielony przez tę samą maszynkę. Mogę wkurzać się na panią od telefonu do synka, ale czy sama nigdy nie przejechałam na żółtym? Mogę napisać skargę na opieszałego ratownika, który prowadził mnie na USG i zafundował mi godzinę męki gratis. Ale potem widziałam, jak sam położył się na twardej podłodze, bo bolał go kręgosłup.

Dramatycznie niewydolne procedury robią z oddziałów ratunkowych obozy koncentracyjne, w których jedni cierpiący tłoczą się w poczekalni na krzesłach ze złamaniami i obrażeniami narządów wewnętrznych (w zasadzie jedyną opcją na ominięcie poczekalni jest przyjechać w stanie wymagającym reanimacji na wejściu), a inni “już obsłużeni”, okablowani, roznegliżowani, na wózkach, na łóżkach, czekają zmiłowania na widoku i zejścia z oddziału specjalisty, który godzinami się nie pojawia, a jak się pojawi, to potrafi dać do zrozumienia, jak bardzo jest tym cierpieniem zdegustowany.

Do jednego worka trafiają urazy, wypadki, skutki długotrwałych nieleczonych dolegliwości albo niefrasobliwości lekarzy rodzinnych. W 2012 r. NIK napisała: “długie kolejki w przychodniach sprawiają, że pacjenci traktują Szpitalne Oddziały Ratunkowe jako sposób na dotarcie do lekarza specjalisty lub szybkie wykonanie badań. Do oddziałów tych trafiają pacjenci (średnio około 30 proc.), którzy nie wymagają podjęcia pilnej interwencji ratującej życie lub zdrowie. Wysoka jest również liczba nieuzasadnionych wezwań karetek. Pogotowie coraz częściej wyręcza lekarzy rodzinnych, specjalistów i ambulatoria. To z kolei może utrudniać dostęp do pomocy osobom, które wymagają natychmiastowej interwencji”.

***

Najtańszy jest trup

O Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych i planowanej zmianie ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym strajk. eu rozmawia z Ignacym Baumbergiem, lekarzem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i wykładowcą Zakładu Medycyny Ratunkowej i Medycyny Katastrof Łódzkiego Uniwersytetu Medycznego, byłym krajowym koordynatorem ratownictwa medycznego Państwowej Straży Pożarnej.

Ignacy Baumberg, fot. Facebook.com
Ignacy Baumberg, fot. Facebook.com

Dlaczego na SOR trzeba spędzić 7 godzin? Jak to się dzieje, że pomocy udzieli nam ktoś dopiero, kiedy już błagamy o szybką śmierć?

Działanie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego reguluje rozporządzenie. I ono mówi, że SOR “udziela świadczeń opieki zdrowotnej polegającej na wstępnej diagnostyce oraz podjęciu leczenia w zakresie niezbędnym dla stabilizacji funkcji życiowych osób, które znalazły się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego”. W założeniu więc SOR to taka duża karetka. To przyszło z Ameryki.
Zamysł był taki, żeby w sytuacjach, gdzie w warunkach przedszpitalnych nie udało się ustabilizować funkcji życiowych, można było uzyskać natychmiastową pomoc, również specjalisty. Do tej pory było tak: obywatel przychodził do izby przyjęć. I tam albo był lekarz, albo nie, albo był zajęty, i tak dalej. Zanim ściągnęli specjalistę, to wszystko trwało. Ale miało taki plus, że znajdowało się poza jurysdykcją ziemską i niebieską. Izby przyjęć były bytami poza jakąkolwiek kontrolą społeczną, bo Pan Portier pilnował wejścia do szpitala. No to wymyślono sobie te SORy. Uznano, że potrzebny jest taki oddział w wieloprofilowym szpitalu, żeby kompleksowo zająć się poszkodowanym. Równolegle pojawiła się koncepcja lekarzy medycyny ratunkowej.

Brzmi rozsądnie.

Tak, w teorii to była koncepcja słuszna. Okazało się, że eksperyment z paramedykami (ratownikami medycznymi) nie wypalił. Inwestycje w nich nie podniosły skuteczności pomocy, wymyślono więc specjalizację lekarską – takiego omnibusa. Tylko że ta koncepcja dotyczyć powinna raczej pomocy przedszpitalnej. Bo na SOR w każdej chwili można ściągnąć z innego oddziału dowolnego specjalistę. Ten lekarz medycyny ratunkowej w efekcie jest tam czasem jak popychle, jedynie zarządza, kogo wezwać. Ci lekarze byli szkoleni do czegoś zupełnie innego niż są wykorzystywani – do zapewnienia wysokiej jakości pomocy przedszpitalnej. Niektórzy jeżdżą w karetkach i to się sprawdza. Część z nich pracuje w karetkach, cześć na SOR, część i tu, i tam. Ale – co się okazało: nagle zaczęło brakować chętnych na tę specjalizacje. Bo SORy, które miały stabilizować funkcje życiowe, okazały się zagrodami, do których ludzie gnają – czy trzeba, czy nie trzeba. Wszystkie słabości podstawowej opieki zdrowotnej i ratownictwa są kompensowane na SOR! I dlatego ludzie czekają tam czasem po 7-8 godzin.

Ale skoro czekają, to widać się to kalkuluje.

Oczywiście. Bo zamiast błąkać się od Annasza do Kajfasza z milionem kwitków, tu mają gwarancję, że zostaną przyjęci. Tylko jak stary człowiek trafia na SOR – nie na noszach z karetki, a przychodzi o własnych siłach, to przeżyje Golgotę. Zauważmy, że w Polsce podaje się 10 razy mniej leków przeciwbólowych niż np. w Niemczech.

Nie zapytam, czy SORy są niedofinansowane. Zapytam, jak bardzo?

Bardzo. Świadczenia na SOR zawsze są niedoszacowane. W wielu przypadkach szpitale ciężko do SORów dopłacają. Dyrektorzy się wkurzają, bo oddziały ratunkowe pożerają wielką część budżetu. Oni by te SORy zamknęli, ale wiele z nich ma wyposażenie z Unii, więc przez 5 lat trzeba je ciągnąć. A jak się zamknie SORy to przecież chorzy nie znikną, nie przestaną przychodzić. Bo gdzie niby mają pójść, na dworzec? Pod most?

Ale przecież to się zmieni! Jest nowy projekt ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym!

To kuriozum na skalę globalną. A największym absurdem jest pomysł zlikwidowania lekarzy w karetkach. Argumentacja? Że nie ma chętnych. To oczywiście nieprawda. Ale zdecydowano, że stawiamy na takie oto zjawisko, jak ratownik medyczny. No więc lekarze medycyny ratunkowej, na których “stawiano” wcześniej zawyli z oburzenia, bo mogą zostać bez roboty. Chytry zamysł był taki, że jak się ich powyrzuca z karetek, to pójdą na SORy. To też nieprawda. Spakują walizki i wyjadą na Zachód, albo zmienią specjalizację. Trochę to było do przewidzenia, więc już teraz poluzowano wymogi dla SOR. Więc bierze się lekarza kandydata na specjalistę urologa i mówi: ty, we wtorki będziesz siedział na SORze. Albo spadasz. W efekcie nierzadko są tam lekarze mający blade pojęcie o pomocy doraźnej. Tak jest taniej. I właściwie jest to logiczne – jak mawiają czasem ubezpieczyciele: najtańszy jest trup.

Wyczuwam antagonizm pomiędzy środowiskiem ratowników i lekarzy…

Środowisko ratowników, których produkuje się na potęgę, chce sobie zabezpieczyć pracę. Dlatego skarżą się na niski poziom lekarzy, często niesprawiedliwie. Chcą wypchnąć lekarzy z karetek i przerzucić ich do szpitali, żeby były mocniejsze SORy, na które oni będą pacjentów dowozić. Ale to będzie kosztem jakości pomocy przedszpitalnej. Na SOR trafiają ci, którzy przeżyli. A cały ambaras jest w tym, żeby ktoś kompetentny umiał w trudnych warunkach uratować życie oparzonego noworodka, starszej pani z zaburzeniami rytmu serca czy motocyklisty po urazie twarzoczaszki. Przecież po to wymyślono medycynę ratunkową. Mówią, że a Anglii czy USA nie ma lekarzy w karetkach. Ale tam, gdzie nie ma, są paramedycy szkoleni czasem przez 4 tys. godzin – to są niezłe studia. A i tak kompetencje mają ograniczone. Jest np. taki zabieg jak intubacja dotchawicza. Do tego często trzeba podać leki znoszące świadomość, przeciwbólowe i zwiotczające – podobnie jak w znieczuleniu ogólnym. W Polsce prawidłowo wykonać to jest w stanie jedynie specjalista anestezjolog. Aż tu nagle pojawia się pomysł, że po 2-miesięcznym szkoleniu można nauczyć tego ratowników medycznych i dać im do ręki nowe supermoce: prawo podania leków zwiotczających, a także… stwierdzenia zgonu. Czy Pani sobie wyobraża, jakie zagrożenie to powoduje? Pamiętamy łowców skór z Łodzi. Niektórzy z nich podawali lek zwiotczający, po którym człowiek się dusił i umierał w męczarniach. Pamiętajmy, że to kierowca karetki decyduje, jak szybko jechać i kiedy włączyć koguta. A na formularzu nie ma godziny dotarcia do pacjenta! Wydaje się, że to ułatwia „sprzedanie skóry”.

Nie wszyscy ratownicy są łowcami skór. Może dajmy im szansę podziałać bez nadzoru lekarza i zobaczymy, jak będzie?

Niektórzy ratownicy medyczni dali głos w konsultacjach społecznych. Stwierdzili (51 proc.), że jak nie będzie lekarza w karetce, to pacjent będzie bezpieczniejszy. Stwierdzili też (45 proc.), że są w stanie skutecznie ratować przy obrażeniach twarzoczaszki – co nawet dla anestezjologa bywa koszmarem sennym. A „znawcy” (17 proc.) stwierdzili, że są w stanie transportować noworodka w inkubatorze z respiratorem. Oni się chyba za dużo filmów naoglądali. Albo byli w filharmonii i zobaczyli, że granie na wiolonczeli polega na tym, że się przesuwa smyczek w lewo, a potem w prawo, i czasem poruszy palcami żeby nie zdrętwiały. Proste, nie? Jak intubacja. Ale to przecież nasza wina – nauczycieli, starszych kolegów, współpracowników w medycynie i decydentów – “niszczycieli autorytetów”, wiecznie szukających oszczędności.

Kiedy kończą się konsultacje?

16 listopada. Trzeba trzymać rękę na pulsie, bo ta ustawa wywoła niewyobrażalne szkody. Do tej pory jak w ciągu dnia trafiało na SOR np. 90 osób, to teraz będzie 130. Jak naród się dowie, że nie ma co liczyć na lekarza w karetce, a zamiast tego przyjedzie ratownik, który będzie mógł podać lek zwiotczający, a potem wystawić karteczkę “zgon”, to SORy będą jeszcze bardziej pękać w szwach i ludzie będą jeszcze dłużej czekać. A lekarzom nie będzie się opłacało pracować za psie pieniądze. I tu prywatne pogotowia widzą szansę na przetrwanie.

Polska Służba Zdrowia jest niedofinansowana? Tak ogólnie?

Jakieś tam pieniądze są, większym problemem jest redystrybucja. Prywatne firmy ratownicze zatrudniają kilka osób w administracji, państwowe pogotowie kilkanaście. Nie ma w nich analizy efektywności kosztowej, stanowiska niezależnych agencji zmieniają się szybko i radykalnie, działają przechowalnie kolesi. A raz na jakiś czas każdy reżim potrzebuje afery w medycynie. Wtedy znajduje się kozła ofiarnego i okazuje się, że doktor Wiktor z karetki jest winien całego zła. I nikogo nie obchodzi, że doktor dawno mógłby już to wszystko pieprznąć, ale jest samarytaninem i sumienie mu nie pozwala.

Polacy nie mają w sobie empatii. Jak wynika z informacji Instytutu Obywatelskiego, z opinią: „Ludzie najczęściej starają się być pomocni” zgadza się jedynie 13 proc. Polek i Polaków. Pod względem zaufania do ludzi od lat znajdujemy się na szarym końcu europejskich społeczeństw. Polacy się nienawidzą – rozmawiałem z ratownikami z różnych krajów Europy, Ameryki, Turcji i Senegalu. Zazwyczaj dziwili się, że w Polsce nierzadko społeczność prezentuje wobec ratowników, ludzi, którzy przybyli ratować bliźniego – agresję! Można zrozumieć silne emocje bliskich pacjenta, ale wypada im się opanować – dla zachowania godności i ułatwienia nam pracy. Ale oni się nie wstydzą, nie wstydzą się ani kraść, ani oszukiwać, ani nie wstydzą się sytuacji, gdzie naruszana jest godność innego człowieka – i tu wracamy do tematu bólu.

Dlatego trudno się dziwić, że w sprawie np. znieczulania porodów jesteśmy kilkanaście lat za Europą, a pacjent ze złamaną nogą słyszy w karetce „jak jest złamanie, to musi boleć…”. I w takiej atmosferze społecznej zamiast delikatnie wdrażać program wychowawczy i budować zaufanie oraz poczucie godności, wylewa się dziecko z kąpielą – modyfikując ratownictwo tylko dla oszczędności. Nad naszą ochroną zdrowia ciąży jakieś fatum. Kompetentni, pełni profesjonalnej pokory ludzie zduszeni hejtem – milczą, a hałas czynią gorliwcy odgadujący na wyścigi życzenia aktualnej władzy.

Dziękuję za rozmowę.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

50 komentarzy

  1. tmpd napisał:

    Problemem jest nie działająca podstawowa opieka zdrowotna.Brakuje rozsądnych lekarzy zarówno w POZ jak i na SOR-ach.Wiekszość z tych jeżdżących w karetkach S nie chce pracować na SOR i są przestraszenia wizją utraty żródła dochodów.W naszej biednej służbie zdrowia lekarz w S to marnowanie pieniędzy,podobnie jak 3 osobowe zespoły P-większość wyjazdów to wyjazdy praktycznie dla taksówek-przynajmniej z perspektywy szpitala powiatowego.
    Żeby nie było-jestem lekarzem z 20-letnim stażem w Pogotowiu i na SOR

  2. Xena napisał:

    Jestem w szoku po przeczytaniu tego artykułu. Nie ma potrzeby wdawać się tutaj w niepotrzebne przepychanki słowne. Powiem jedno – jeśli twierdzi Pan, że poziom nauczania ratowników medycznych na UM w Łodzi jest skandalicznie niski to znaczy, że Pan jako wykładowca poniósł klęskę. Pamiętam zajęcia, kiedy jak najszybciej jak to mozliwie, mamrotał Pan pod nosem jakieś zagadnienie, byle szybko, byle prędzej, byle skończyć już zajęcia, jakby kompletnie nie interesowała Pana nasza edukacja – może z tej perspektywy Pan patrzy kwitując nasze kompetencje? Zapewniam, że na szczęście, pozostali wykładowcy zaangażowani w swoją pracę przekazali nam ogromną wiedzę, podczas wielogodzinnych praktyk zyskaliśmy doświadczenie praktyczne – co z powodzeniem jest wykorzystywane podczas codziennej pracy w karetce. Ani ratownik nie jest gorszy, ani pielęgniarka, ani sanitariusz, ani lekarz… Każdy ma w systemie inne zadanie! każdy jest potrzebny i każdy wykonuje ciężką pracę. Ale dopóki będą zdarzały się jednostki podsycające w tak prymitywny sposób konflikty to ten system nigdy nie będzie działał jak należy – bo nie wiem czy Pan zauważył, ale opiera się na współpracy wszystkich grup, które są tak samo potrzebne pacjentowi.

  3. Bartek napisał:

    Wypowiedź o „łowcach skór” uważam za niepotrzebną,bo przesłania bardzo ważny problem poruszony na początku wywiadu dotyczący funkcjonowania sor ów i izb przyjęć .Juz teraz są bardzo niewydolne a po wejściu w życie proponowanych zmian (brak lekarzy w karetkach brak npl,brak aos)ilość pracy na nich jeszcze się zwiększy.Rozmawialem z wieloma ratownikami i nie spotkałem żadnego zadowolonego z tego,że nie będzie mógł wezwać lekarza na pomoc w sytuacji trudnej.
    Słowa o intubacji też uważam za bardzo trafne. Żeby umieć dobrze intubować trzeba wykonać tych procedur kilkaset.Nie bez powodu wymyślono lma…
    Podać jakiś lek nie jest wielką sztuką, natomiast podać lek,który choremu pomoże a nie zaszkodzi potrafi być wielką sztuką i nie zawsze jest opisane w algorytmie.W sytuacji nagłego zagrożenia zdrowotnego najlepiej poradzą sobie zawsze specjaliści intensywnej terapii oraz specjaliści medycyny ratunkowej.Jesli jakiś ratownik ma z tym problem,to niech pójdzie na studia lekarskie skończy je,dostanie się na odpowiednią specjalizację i ją skończy.Wtedy będzie mógł z czystym sumieniem powiedzieć,że jest optymalnie przygotowany.Oczywiscie jak się przyłoży do nauki,bo bez tego nie ma ani dobrego ratownika,ani lekarza o czym przekonujemy się w codziennej pracy.

  4. student rat z UM Łódz napisał:

    Jestem w pełni popieram opinię Pana dr Baumberga ale chciałbym poruszyć tutaj kwestię o niezwykłym procederze jaki ma miejsce na kierunku rat- med, Przyjmuję się ludzi na ten kierunek zupełnie niedojrzałych . nieodpowiedzialnych .którzy ledwo zdali maturę. większość nich na szczęście odpada ale niektórzy ”pływają ” na warunkach . Rekrutacji prawie wgl nie ma , przyjmuję się wszystkich bez względu na poziom zdanej matury a uczelnia bierze za każdego studenta tego kierunku w chwili obecnej az 15 000 na rok !!! . Z każdym rokiem uczelnia zwiększa rekrutację idąc w ilość a nie w jakość także chciałbym zaapelować o ZAPRZESTANIE PRODUKCJI RAT_MED na masową skalę co w znacznym stopniu obniża poziom bezpieczeństwa pacjentów . I niski poziom a raczej jego brak nie jest winą niekompetentnych wykładowców tylko i wyłącznie MASOWEJ REKRUTACJI bo jak wiadomo z pustego to nawet Salomon nie naleje . PANIE DOKTORZE BAUMBERG jeśli to PAN to czyta to niech PAN wie że studenci UM stoją za Panem murem i proszę się nie przejmować tymi infantylnymi komentarzami , które są kierowane w Pana stronę ,bo w mojej opinii jest to wyraz potwierdzający moją tezę dotyczącą rekrutacji . Pozdrawiam

  5. Pigula napisał:

    Witam wszystkich oburzonych forumowiczów, panowie powstrzymajcie kopie i języki. Prawda leży „po środku”. Pracuję już, a może dopiero 20 lat w ZRM-ach, jestem mgr pielęgniarstwa ze specjalizacją ratunkową. Pan doktor Ignacy trochę za „osto” się wypowiedział, według mnie powinien mieć więcej szacunku do ludzi z którymi lata w LPR tak ja zrozumiałem z wypowiedzi. Rozumiem, że jako wykładowca zna też poziom wiedzy swoich studentów. Mogę tylko powiedzieć, że na etapie prac o zawodzie Ratownika Medycznego powinno rozdzielić się ratownika po studium i po licencjacie jako TECHNIK RATOWNICTWA MEDYCZNEGO I LICENCJAT RATOWNICTWA MEDYCZNEGO. Niech nie obrażają się ci którzy musieli uzupełnić wykształcenie medyczne w różnego rodzaju szkołach policealnych typu SUCHA bo naprawdę ubytki wiedzy olbrzymie, natomiast młodzi Licencjaci muszą wykazać więcej pokory, skromności i ignorancji, której niestety im brak. Taka dygresja.

  6. adam napisał:

    Panie lekarzu, wypowiedź godna hipokryty, zwróć Pan uwagę na swoich kolegów (którzy rozpoczeli specjalizację ratunkową, tylko po to aby utrzymać się w łatwej pracy ZRM), a ich poziom wiedzy i umiejętności to dno i bez tego „sanitariusza” w karetce, pacjent (każdy pacjent) na SOR trafiałby bez venflonu ,czy zmierzonego RR. i gratuluję podejścia, pewnie jest Pan obiektem westchnień w LPR (przed i po tej , jakże wychwalającej konowalstwo wypowiedzi), oczywiście żal ściska „lekarstwo”, że Ci ratownicy zastąpią ( zabiorą) im ciepłą posadkę na karetkach „S”, gdzie po 5 wyjazdach na 24h byli niezwykle umęczeni i wściekli, że dyspozytor śmiał wysłać ich, a tak zmęczony był po dyżurze w SORze. pozdrawiam bez szacunku.

  7. PseudoWykladowca napisał:

    Wykładowca piszesz głupoty, pracuje w Anglii jaki RM i od zaraz , powtarzam od zaraz przyjmowani są ratownicy z Polski , bo są cenione ich umiejętności praktyczne i teoretyczne. Pracując w Polsce na S ogarniała mnie przerażenie , pisze Pan o kursie ALS ta nazwa jest obca dla większości lekarzy i taka paczka adrenaliny w ciągu 10min to standard , zresztą szkoda pisać na ten temat. Lekarze podnoszą larum nie dlatego że boją się o pacjenta ale dlatego że tracą łatwe źródło dochodu ,na karetce wszystko zrobi pielęgniarka i ratownik… przecież są miejsca na SOR od zaraz !! Ale tam jest PRACA a jaśnie Pan nie chce pracować , chce zarobić i wypocząć bo minimum tygodniowy dyżur na pogotowiu , ba 2 tygodnie to standard – na SOR bo dobie miałby dość.

    • lekarz ratunkowy napisał:

      Jasne Panie Ratownik Angielski, tak się składa, że w Anglii (konkretnie Bromley Hospital Londyn) przywozicie mi chorych bez intubacji, wenflonu itd, a Wasze wyjaśnienia dlaczego tego nie ma są zwyczajnie żałosne. Polscy turbo ratownicy nie są w tej kwestii nic lepsi od angoli, pakoli czy indoli. Więc zakończ Waść kłamstwa i przejdźmy do rzeczy. Otóż jedyną przyczyną Waszej antylekarskiej krucjaty jest czysto pazerna chęć przejęcia wszystkich dyżurów „5 wyjazdów na dobę”. Sami uciekacie z SOR bo tam praca! Ale w Polsce chodzi o to by bylo taniej a nie lepiej, Wy jestescie dla rzadu tylko tansi, wiec nie liczcie ze sie dorobicie, nie, nie…

  8. Wykładowca napisał:

    Uważam, że dr Ignacy został źle zrozumiany. Intencją jego wypowiedzi była inna. Chodziło o to, że ratownik medyczny, który jest nieprzygotowany w toku studiów licencjackich do zadań jakie są proponowane w nowelizacji o PRM, będzie zagrożeniem dla potencjalnego pacjenta. Brak odpowiednich kwalifikacji i umiejętności przyczyni się do wzrostu śmiertelności wśród pacjentów pogotowia. Ratownicy medyczni w większości po dwuletnim studium (bo po studiach licencjackich jest niewielu) na mocy nowej ustawy, będą mieli możliwość podawania specjalistycznych leków bez zlecenia lekarskiego. Wielu lekarzy z wielką ostrożnością stosuje np. Aminy, a ratownicy aż się palą żeby je podawać, nie mając pojęcia jak je stosować.
    Jestem wykładowcą na uniwersytecie medycznym i wiem jak niski poziom reprezentują sobą ratownicy. Wystarczy, że maturę mają zdaną na 30% i są przyjmowani na studia, bo za każdym studentem idą pieniądze i uczelni zależy na dużej liczbie studentów. To, że dr Ignacy „bawi się” w wykłady dla studentów, to świadczy o jego pasji i chęci przekazania wiedzy, bo za 23 zł za godzinę (stawki ministerialne), lekarze nie chcą sobie nawet zawracać głowy uczeniem studentów.
    Od ok. 3 lat głośno zwracam uwagę na problem kształcenia ratowników, ale nikt nie słucha, za to zwiększa się im kompetencje na mocy ustawy, żeby łatać braki wśród lekarzy i pielęgniarek. Lekarze i pielęgniarki wyjechali ( ły), bo nie godzą się na pracę w skrajnym przemęczeniu i za jałmużnę (pielęgniarki). Ratownicy godzą się pracować po 7 zł za godzinę, pracując po 300-400 godzin miesięcznie.
    Kolejna niedorzecznosc – już dawno jest naprodukowane zbyt dużo ratowników, a nadal są liczne nabory. Nie ma dla nich miejsc pracy w zespołach pogotowia, bo jest ich dużo za dużo, i teraz usuwa się lekarzy z PRM oraz próbuje się wcisnąć ratowników na oddziały szpitalne do pielęgniarek, które wolą zmienić zawód niż pracować na pojedynczych dyżurach (bo szpitale nie chcą więcej zatrudnić, a nie dlatego, że ich brakuje) lub za 1200 netto miesięcznie – to nie żart (taką ofertę dostają pielęgniarki do pracy na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii).
    Kończąc swój wywód, zgadzam się z dr Ignacym, we właściwy sposób zrozumiałam jego wypowiedzi i mam nadzieję, że dzięki niemu ktoś zacznie wreszcie myśleć w tym kraju.

    • Mia napisał:

      Zupełnie się z Panem zgadzam. Czytając posty na forach internetowych włosy się jeżą ze strachu. Dzisiejsi ratownicy rwą się do czynności bez przygotowania doświadczenia i nie mających bladego pojęcia o potencjalnych działaniach ubocznych ich czynności. W kraju gdzie mieszkam lekarze z ogromnym doświadczeniem i długoletnim szkoleniem podchodzą z rezerwą do pewnych czynności które są wykonywane w warunkach szpitalnych.
      A w Polsce ratownicy hop siup narażają ludzkie życie. Będzie gorzej a nie lepiej jak tylko usuną lekarzy z kartek. Pozdrawiam Pana

  9. kolorowy napisał:

    Panie doktorze !
    Najbardziej boli fakt że pisze pan kłamstwa.Wytłumaczenie tego działania jest takie:
    1 albo jest pan totalnie na bakier z aktualną wiedzą albo:
    2 ,, szczuje ” pan na siebie srodowisko lekarzy i ratowników
    W kazdym zakładzie pracy czy też w relacjach pomiedzy ludźmi dochodzi do sytuacji konfliktowych ( podłożem niekoniecznie muszą być sprawy zawodowe ) To po pewnym czasie wraca do normy i wszystko kreci się jak należy.Biorąc pod uwagę fakt ze jest pan wykładowca i znawcą zagadnień etyki zawodowej to takie postepowanie swiadczy tylko o tym że nie powinien prowadzić pan tych zajęć.W pogotowiu pracuję już 31 lat.najpierw jako sanitariusz ,obecnie jako ratownik medyczny.Współpraca pomiędzy srodowiskiem lekarskim a ratownikami układa się dobrze.To od nich jak już kolega wcześniej pisał wiele się nauczyliśmy,bo nie chodzi tu o wstyd ale o dobro chorych.Jedynie co się panu udało to skłucić ze sobą ludzi którzy na codzień współpracują .Wypada tylko pogratulować ! BRAWO ! ! !

  10. flydoc napisał:

    Panie doktorze popieram w pełni Pana stanowisko dotyczące noweli ustawy o PRM a także zdanie wyrażone o wielu zasługujących niestety jedynie na tytuł sanitariusza medycznego czy też inny podobny, bo bo tytułuja się różnie , niektórzy nawet umieszczając w treści nazwy typu „specjalista ratownictwa medycznego ” etc….
    Natomiast co muszę podkreslić znam też jeszcze może niezbyt liczną grupę naprawdę wykwalifikowanych i zaangażowanych ludzi którzy w pełni zasługują na posiadany tytuł ratownika medycznego i mogę tylko z szacunkiem wyrażać się o ich umiejetnosciach , umiejetnosci współpracy , wiedzy i co ważne chęci jej dalszego pogłebiania, ale z reguły to ludzie skromni nie wypowiadający się na lewo i prawo o swoich sukcesach , nie przypisujący sobie sukcesów innych ..
    Niestety jeżdząc do pomocy zespołom P i latając w regionie także do pomocy ZRM , często odbierając od zespołów P i S pacjentów stwierdzam stanowczo iż cała ustawa – nowela powinna pójść w kierunku usprawnienia już obecnego systemu a mianowicie m.in. wdrożenia prawdziwych wymogów weryfikujących dopuszczenie do pracy w PRM zarówno własciwych lekarzy jak i ratowników .
    Jesli chodzi o lekarzy to ustawa powinna zawężać uprawnienia do bycia lekarzem systemu wyłącznie dla specjalistów medycyny ratunkowej i anestezjologii i osób pełniących specjalizację z tych dziedzin a ponadto wymagać jeszcze od nich przynajmniej jednego kursu ALS lub podobnego w renomowanej placówce w cyklu 5 letnim… i nikt inny …. co w duzej mierze wyeliminowałoby niewłasciwe osoby z tego srodowiska…

    Co do ratowników zakres wymagań i szkoleń przewidzianych w projekcie noweli 10/2016 jest jak najbardziej własciwy tylko że dotyczy on wyłącznie zaczynających kształcenie od roku 2017 a do tego czasu należałoby również wprowadzić adekwatne wymogi by obecni także podlegali pełnej weryfikacji bo na tą chwilę to jak nazwać działania ZRM który mając wszelkie uprawnienia , kursy tytuły , właściwy sprzęt – poprzez ignorancje , brak wiedzy czy też umiejetności nie robi nic lub postepuje w sposób daleko odbiegający od przyjetych standardów by przywrócić lub podtrzymać w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu czynności życiowe na poziomie dającym szansę na wypisanie ze szpitala samodzielnego pacjenta.
    Obecne grono ratowników powinno zostać poddane poddane j formie panstwowego egzaminu przynajmniej dla kierowników zespołu a dla pozostałych wymogiem przejscia np też kursy ALS w renomowanej placówce lub placówkach o ujednoliconym poziomie wymagań…
    Ale też stanowczo nie zgodzę się ze stanowiskiem 51 % ratowników którzy w konsultacjach społecznych okreslili iż wg nich” bez lekarza w w karetce pacjent jest bezpieczniejszy” tego typu opinie są obrażliwe i swiadczą o negatywnym nastawieniu a ono determinuje w nastepstwie relacje współpracy w zespole i pora chyba na oczyszczenie srodowiska w imie dobra pacjenta a i wszystkich innych także w gruncie rzeczy …

  11. Klara napisał:

    Pan doktor mój wykładowca, w tym roku skończyłam studia. Mój nr 1 wśród wykładowców do dzisiaj. Bardzo zabolały mnie jego słowa i podejście do kierunku studiów na którym sam wykłada i prowadzi zajęcia.

  12. prosze napisał:

    https://www.youtube.com/watch?v=EpeXYWSnKW0 z przekazem dla tego pseudo lekarza

  13. Pingback: Głupota jak oliwa, zawsze na wierzch… | 4 dioptrie

  14. omane napisał:

    Nalezy tego gnoja osunąc od pracy w LPR, i zakaz prowadzenia zajęć na UM. Jeżeli będę na jakiejś konferencji i ten pan będzie się wypowiadał to polecą pomidory !!! chory starzec

    • Obserwator napisał:

      Sądząc po jakości wypowiedzi nie powinieneś nigdy na żadnej konferencji sie pojawić. Konferencje to jest miejsce do wymiany poglądów a nie do nawoływania do nienawiści i niszczenia odmiennych pogladow. Myśle, ze masz mnóstwo kompleksów, które kryjesz pod cwaniactwem. Zapraszam na marsz narodowosciowcow. Tam będziesz mógł bez krępacji swoje poglądy wygłaszać.

  15. specLek napisał:

    czy on jest normalny ??

  16. mirek-s11 napisał:

    Szanowny panie lekarzu medycyny Ignacy Baumberg.
    Proszę mi głupiemu ratownikowi wytłumaczyć o jakie dwumiesięczne kursy panu chodzi?
    Proszę zajrzeć do karty medycznych czynności i przyjżeć się jej dokładniej. Jest tam rubryka o której pan mówi.
    Proszę wskazać podstawę prawną mówiącą o tym że to prowadzący ambulans decyduje o kodzie pilności wyjazdu?
    Dlaczego wprowadza pan społeczeństwo w błąd?
    Zawsze traktowałam lekarzy jak starszych braci i wiele od nich się nauczyłem. Spotkałem wielu wspaniałych ludzi którzy chętnie dzielili się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. Spotykałem również ….( pół metra mułu, bagno, dno i wodorosty).
    Poziom frustracji i rozmijanie się z prawdą jaki prezentuje pan w artykule jest smucący, natomiast sugerowane że ratownicy medyczni są łowcami skór jest już pomówieniem. Chciałem zaznaczyć że w ówczesnym czasie ratowników nie było. To pańscy koledzy po fachu zostali skazani prawomocnym wyrokiem.
    Stwierdzenie że ratownicy będą zabijać podpada już pod pomówienie karalne.
    Jeśli pański poziom wiedzy medycznej jest podobny do poziomu wypowiedzi prezentowanych w artykule to szkoda mi pańskich pacjentów.

  17. Słabomi napisał:

    Brak czasu dotarcia? W jakim świecie żyjesz człowieku. System jest monitorowany, między innymi satelitarnie. Pracuję w różnych zespołach SRM (różne powiaty) i w każdym wszystko jest monitorowane bardzo dokładnie. To ne te czasy Panie B żeby ludzi w błąd wprowadzać. Po co kręcenie tej afery? Bo PIS ustawę przeforsuje? Przecież to nie ma znaczenia czy jest to rząd PIS czy PO, ustawa powinna przejść, ponieważ tak jest lepiej dla pacjentów. Można wszystko sprawdzić, dane są dostępne.
    Co do ratownictwa w Wielkiej Brytanii, proponuję pytać u źródeł, a nie głupoty powtarzać.

  18. Tic napisał:

    Przecież sanitariusze i ratownicy to to samo. Nazwa inna a wiedza chamstwo arogancja bezczelność ta sama

    • Chamem tp ty jesteś. Sanitariusz to osoba bez wykształcenia medycznego ale jeśli zatrzymałeś się na etapie pogotowia ratunkowego w PRL-u to masz problem chamie.

    • Cat napisał:

      Właśnie o tobie mowa. Musisz być jednym z nich.Artykuł o takich jak ty aroganckich wszystko a zarazem nic nie widzących sanitariuszo/ ratownikach z bożej laski. Współczucia dla pacjentów.

    • Ap napisał:

      Ignorancją jest twierdzenie że ratownik medyczny jest sanitariuszem. Sanitariuszem zostawał bardziej ambitny salowy który miał sile na noszenie noszy, a ratownik medyczny to osoba po studiach medycznych ze szczególnym nastawieniem na diagnostykę stanów zagrożenia zdrowia i życia

  19. Bookall napisał:

    Ten Pan Doktor mówił o Ratownikach tych co pracują w straży Pożarnej od lat ich szkoli.
    Pomylił się Bo Ratownik Medyczny to inny tytuł niż Ratownik bez Medyczny.
    Ratownik Medyczny kończy studia 3 letnie Licencjackie.
    A Ratownik Kurs kwalifikacyjny 65 godzin.
    Dodam że za czasów Łowców SKÓR nie było naszego zawodu i nas A TO LEKARZE którzy tam działali pracowali decydowali o podawaniu leku o nazwie pawulon który ponoć przynosili z oddziału bo nie był stosowany w kartkach i nie jest do dzisiaj.

  20. Heidi napisał:

    Super artykuł. Dobrze napisany. Przedstawia realia służby ratowniczej. Ich braki w wiedzy, doświadczeniu, arogancję, wypalenie zawodowe,opieszałość zawodową ,obojętność na ludzkie cierpienie . Przykre w jakim kraju się żyje. Strach pomyśleć co będzie jak braknie lekarzy w karetkach. Trupy będą i stracone ludzkie życie.

    • Jaki dobrze? Co ty bierzesz? Podziel się. A co ratownik ma płakać jak komuś nie da się pomóc? A wiesz co lekarze robią w karetkach? Nic. DO ZOBACZENIA.

  21. Marcin napisał:

    Uraz czaszkowo mózgowy – potrącony rowerzysta. Ładuj – jedź. Myślę sobie, intubacja jak byk, nie mam zwiotów więc S do pomocy. Łapiemy ją po drodze, każda sekunda ważna (to ten wyjątkowy moment w pracy, że naprawdę ratujemy człowieka). Spotykamy się więc w połowie drogi, lekarz wpada do karetki …, myślę, życzę sobie – zwiot, intubacja i pędem do szpitala. Co robi lekarz? Bada pacjenta -, przepraszam rozwodzi się nad nim, dywaguje mimo, że wszystko widać na pierwszy rzut oka, informacje na tacy itd. …, łeb rozwalony …, klasyk. Jak interwencja Lekarza? Relanium 10 mg. Kuźwa …, jak już go zobaczyłem, to wiedziałem, że tak będzie ale cóż .. lekarz wpadł na pokład. Pędzimy wspólnie do szpitala. Myślę sobie, może czegoś nie wiem, może czegoś nie spamiętałem, może coś się zmieniło … Szpital – wpada ekipa IP i co robi lekarz … zwiot, intubacja itd… po co wzywać taką S, straciliśmy 10 min. …

  22. mamrot napisał:

    Ciekawe w której dobie dyżuru ten Pan lekarz udzielał wywiadu.
    Ewidentnie przydały mu się urlop. Najlepiej tam gdzie w razie stanu nagłego przyjedzie do niego kolega po fachu. Alternatywnie szybką konsultację psychiatryczną.

    Takimi słowami podburza się opinię publiczną.

    • zrm napisał:

      Udzielał chyba jak był pijany po pewnej konferencji kilka dni temu gdzie większość osób to byli ludzie z jego środowiska … niby tacy ważni i trzęsą tym środowiskiem medycyny ratunkowej… a jak się okazało – ludzie sfrustrowani widmem nadchodzących zmian PRM

  23. ElPadre napisał:

    Panie Baumberg sugeruję Panu i Panu podobnym umieszczenie głowy we własnym odbycie bo tam jest jej miejsce. Po drugie radzę się dobrze zastanowić zanim znowu pan obrazi ratowników. Któregoś razu spotkamy się osobiście i wtedy Panu wytłumaczę w jak wielkim Pan jest błędzie. Oczywiście jest gro ratowników z poziomem wiedzy poniżej krytyki ale wielu jest naprawdę profesjonalistami a statystycznie i procentowo to jednak więcej lekarzy to konowały z Panem na czele. Na koniec moja dobra rada idź dziadu na emeryturę i się nie kompromituj bo takiej „zjawisko” jak Baumberg to parodia, żal i kpina. A tego blond lachona co się nazywa dziennikarką to odsuńcie od pisania dla dobra jej i ogółu.

  24. me d ruy napisał:

    mowisz o łowcach skor?- to Ci powiem kto stał na czele- sz.p lek. med. – a obarczasz rat.medów…..poziom o wiedzy i kompetencjach zerowy- ustawa reguluje kto moze jezdzic w rat medz. systemowym- i są to swietni lekarze rat.medzi i pielegniarki ratunkowe….

  25. rat12 napisał:

    Wypowiedź Baumberga jest skandaliczna. W części dotyczącej sor ma rację ale wypowiedź na temat ratowników jest tendencyjna. Mówienie o nas łowcy skór w momencie kiedy ten zawód jeszcze wtedy nie istniał jest bezczelne. Wypowiedz ta jest zapewne podyktowana strachem określonego środowiska przed utratą wygodnych miejsc pracy i 80/100 złotych za godzinę płaconych za pracę wykonaną rękami Ratownika. Człowiek który jest dydaktykiem nie moze tak mówić o ludziach którzy od lat stanowią podstawę systemu. Zmiany w systemie muszą być bo nie działa on prawidlowo, powinno się ograniczyć ilość karetek s na rzecz p a nie usuwać je calkowicie.

  26. Mart napisał:

    Wiesz autorko. Mnie się np śnią warzywa z zaburzeniami psychicznymi z uzależnieniem od telewizora.

  27. Rat.Med napisał:

    Jeszcze jedno drogi autorze.
    Analizując twój artykuł stwierdzam śmiało:
    Masz jakieś problemy psychiczne lub kompleksy.
    Albo po prostu jesteś zwyczajnym debilem…

  28. Rat.Med napisał:

    Drogi autorze artukułu.
    Ciśnie mi się na usta wiele słów, jakich chciałabym użyć by ocenić twój poziom wiedzy z zakresu np. wykształcenie ratownika medycznego. Nie posiadacz żadnych prawdziwych i wiarygodnych informacji na temat zasad funkcjonowania SOR-ów
    Podsumowując nie chce się czytać tych bzdur i czuje jak narasta we mnie złość.
    Jeżeli chce się podać do wiadomości publicznej jakąś informację, to trzeba być jej pewnym, a nie pisać o swoich odczuciach.
    Swoją drogą często odwiedzasz Sor-y… Co POZ-ów nie ma??!
    Z poszanowaniem
    Paulina Młynarczyk.

  29. M. napisał:

    Tak to mniej więcej wygląda. Dodam jeszcze, że krzesła są potwornie niewygodne i jest ich za mało, a pacjent, szczególnie ten starszy wiekiem i schorowany, nie ma pojęcia, na co właściwie czeka i jak długo jeszcze to potrwa, a lekarzy i pielęgniarek jest skandalicznie mało.

  30. Ratownik napisał:

    Litości. Na karcie medycznych czynności ratunkowych nie ma żadnych rubryk z czasami dojazdu! Jest takie cudo jak karta zlecenia wyjazdu zespołu r.m., tam są czasy: wyjazdu, przyjazdu na miejsce,przekazania pacjenta w sor, powrotu do bazy. Jest tez rubryka czy jedziemy na sygnale czy wyjazd zwykły, zaznacza to dyspozytor który zbierając wywiad chyba wie najlepiej czy wezwanie jest pilne.
    A czemu lekarza ma wozić ratownik niech się nauczy jeździć na sygnale, ratownicy sobie musieli z tym poradzić od kiedy zniknęli kierowcy.
    Właśnie jestem po dniówce na zesp S, 2 wyjazdy (szok ze gdzieś nas wysłali ale tylko dlatego ze nie było P) wyjazd nr 1 duszność, na miejscu okazało się zaostrzenie zapalenia oskrzeli podano steryd ,który wg. rozporządzenia może podać ratownik, a wysłuchanie świstów na oskrzelach naprawdę nie przekracza moich możliwości. Wyjazd nr 2 poparzone dziecko (brak zesp P na podstacji) najpierw lekarska próba zepchnięcia wezwania na zespół z powiatu obok, na miejscu lekarz nawet nie dotknął dzieciaka, kazał podać MF , ratownicy z pomocą matki założyli opatrunki żelowe. Czy te zdarzenia wymagały jakiejś tajemnej wiedzy z 5 roku medycyny?
    W tym czasie zesp P miał 6 wyjazdów w tym do zgonu, którego ponoć nie może stwierdzić.
    Zamiast S, 3 osobowe P, na kierowników dać ratowników z min 5 lat doświadczenia i doszkolić na konkretnych kursach powtarzanych co rok czy dwa, bo obecne zbieranie punkcików w ramach doszkalania to bardziej trzepanie kasy przez „instruktorów”. Po min 2 lekarzy na sor,( zmniejszymy kolejki) w tym jeden zawsze może dojechać do poważnego stanu w terenie.
    Kasa idzie na lądowiska przy każdym sor (oddalone o 5 min dojazdu karetka) żeby LPR mógł lecieć do małego sor powiatowego, zamiast do wojewódzkiego centrum urazowego. Lekarz bierze 80zł/h a robić się nie chce bo czy się stoi czy się leży…..

  31. i. baumberg napisał:

    Jeżeli gdzieś o sygnałach decyduje dyspozytor – to nieźle, ale przepisy go do tego nie zobowiązują. Są statusy i GPS-y – ale jedyny dokument, papierowy, którego nie da się sfałszować, czyli karta medycznych czynności ratunkowych rubryki ( w odróżnieniu od dokumentacji LPR) czas „przy pacjencie” nie zawiera. W wielu przypadkach dokumentacja elektroniczna jest zawodna, znikają dane z dysków, zapisy z kamer przemysłowych, giną dyskietki – szczegóły znają łowcy skór z Łodzi. O ile rzeczywiście tylko (?) 5% wezwań wymaga interwencji lekarza – to jest ok. 150 tysięcy przypadków roczne – powód do likwidacji zespołów specjalistycznych? W/g Ratownika teraz 3 osobowy zespół z lekarzem czeka na specjalne wezwanie do ciężkiego stanu – to lepsze, niż ZRM S w normalnej kolejce. Pomysł z lekarzem i ratownikiem ” na wezwanie” to obniżenie poziomu bezpieczeństwa pacjentów i utrata jednego miejsca pracy dla ratownika medycznego… Jednak dziwne.

    • CorpsePL napisał:

      No to doktorowi radzę wsiąść do karetki skoro od czasów łowców skór miał przerwę. Wtedy nie będzie Pan doktor dziwił się np. temu, że to dyspozytor na etapie przyjmowania zgłoszenia i dysponowania karetki decyduje w jakim kodzie taka karetka pojedzie.
      Dlaczego to wg. doktora karty MCR się nie da sfałszować, a wszystkie inne papiery czy zapisy już tak? Tak jak inny kolega ratownik wspomniał godziny wyjazdu, dotarcia na miejsce itp. zapisywane są w co najmniej dwóch miejscach: karcie wyjazdowej i w rejestratorze statusów. Do tego dochodzi GPS który cały czas śledzi karetkę…
      I proponuję Panu małą podróż do przeszłości. Wtedy też pewien jegomość krzyczał „Jak to ratownik?! Sam?! W karetce?!”: https://www.youtube.com/watch?v=FvnZ4wRv-r0

    • LUKAS napisał:

      Drogi panie proszę zebrać lepszy wywiad, bo na przyklad w całym województwie warmińsko-mazurskim w papierowych kartach jest rubryka „czas przybycia do miejsca zdarzenia”. Proszę nie wypisywać takich głupot. Jeździłem i z lekarzami i ratownikami którzy nie powinni być kierownikiem zespołu, ale na całe szczęście większość ratowników których znam daję sobie dużo lepiej radę niż lekarze, którzy mają wiedzę medyczną, ale nie ratowniczą i polegają na ratownikach.

    • Ratownik napisał:

      Skoro „felczer” baumberg nie wie jak wyglada dokumentacja medyczna prowadzona przez ZRM to moze niech sie nie wypowiada? Jest tam czas dotarcia do pacjenta. To raz.
      Dwa: za lowcow skor zostali skazani LEKARZE za zlecanie i SANITARIUSZE (a nie ratownicy) za podawanie…. wiec to pana koledzy po fachu nagrzeszyli i sprzedawali smierc pacjentom a nie ratownicy medyczni

    • BARDZO PRZEPRASZAM ALE DYSKIETEK TO JUZ CHYBA NIE MA ZE 20 LAT – I CO / WIEM SWOJE FRUSTRACJE PROPONUJE WYŁADOWAC GDZIE INDZIEJ BO RATOWNIK MEDYCZNY NIE JEST WROGIEM TYLKO CHCE POMÓC PACJENTOWI TAK JAK LEKARZ

  32. Ratownik napisał:

    „Pamiętajmy, że to kierowca karetki decyduje, jak szybko jechać i kiedy włączyć koguta. A na formularzu nie ma godziny dotarcia do pacjenta! Wydaje się, że to ułatwia „sprzedanie skóry”.” Te tezy to dwa kłamstwa i na koniec straszenie „łowcami skór”. O włączeniu kogutów na etapie dojazdu do pacjenta decyduje dyspozytor , jadąc z pacjentem decyduje kierownik zespołu (lekarz lub ratownik), godzina jest zapisywana na karcie jak i cała trasa na gps.
    Od 8 lat w części karetek nie ma lekarzy, w tej chwili w już w większości pracują tylko ratownicy lub pielęgniarki ze specjalizacja. Pracujemy w 2 os. zespołach: targamy sprzęt , badamy , zabezpieczamy pacjenta, podajemy leki, znosimy często ponad 100 kg pacjentów w dwie os. przekraczamy normy BHP ,które nas nie dotyczą bo ratujemy życie. Również intubujemy jeśli trzeba, nie stwierdzamy zgonów tylko formalnie bo wymyślono formułkę „odstąpienie od medycznych czynności ratunkowych” na jedno wychodzi. W moim rejonie karetki z lekarzem mają ok 4-5 razy mniej wyjazdów od zespołów z ratownikami. Lekarz jest potrzebny przy ok 5% przypadków, mógłby dojechać samochodem osobowym z sygnałami na wezwanie ratowników. Teraz wygląda to tak, że karetka 2os. z ratownikami pracuje a 3os. z lekarzem czeka na specjalne wezwanie gdzie możne jest ciężki stan.
    Oddziały ratunkowe są zawalone bo ludzie leczą się po pracy czyli wieczorem , w nocy i w weekendy jak POZ jest zamknięty. Cwaniacy wzywają karetki do np: bólu brzucha , zawrotów głowy, krwawienia z żylaków odbytu. Karetka zawiezie pacjenta do SOR gdzie wejdzie on bez kolejki a rodzinka pojedzie samochodem żeby robić sztuczny tłok w poczekalni.
    Pracuje w tym bajzlu 10 lat i już nawet mnie to nie wkur…. ,a naprawdę rzadko mnie coś zdziwi.
    Ratownik

  33. Czytelnik napisał:

    Ja ostatnio byłem w SOR z niepełnosprawną mamą z podejrzeniem zatoru w tętnicy nogi. Najpierw kilka godzin w poczekalni, a potem musiała czekać na oddziale kolejną dobę na badanie Dopplera. Gdyby faktycznie miała skrzeplinę mogłaby nie dożyć do badania, które trwa 10 minut i które ma charakter ambulatoryjny, ale… na skutek jakiś „bardzo mądrych” przypisów Dopplera nie można zrobić doraźnie na SOR, pacjent musi być na oddziale.

    • Kamil napisał:

      A tu się mylisz Dopplera można zrobić na sorze pod warunkiem że jest specjalistą który się pod tym podbije a Ci zazwyczaj pracują w godz 7-22 zależy od szpitala może trafiają się szpitale gdzie dyżurują cała dobę ale mało prawdopodobne bo kto by wysyłał na USG z oddzialu o 2 w nocy..

  34. Alek napisał:

    Pewnego razu na SORze, usłyszałem z ust pani pielęgniarki słowa o wiekowej, “niekontaktującej” pacjentce: ja tam nie wracam, ta stara ku.rwa się zesrała.

    • Czytelnik napisał:

      Jakkolwiek słowa są skandaliczne to jest bardzo ciężka praca. Przewijałeś kiedyś dorosłą osobę?
      Pielęgniarki, które mają możliwości już dawno wyjechały na zachód, gdzie zarabiają 6 razy więcej.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*