Ponad 100 osób zostało aresztowanych wczoraj w Londynie po zamieszkach wszczętych przez zwolenników skrajnej prawicy.

Zwolennicy organizacji radykalnie prawicowych skrzyknęli się, by zablokować zaplanowany na ten sam dzień protest antyrasistowski. Zebrali się wokół pomnika Winstona Churchilla, oficjalnie po to, by bronić go przed demonstrantami strony przeciwnej, którzy mogliby napisać na cokole, iż słynny premier był rasistą współwinnym masowych morderstw, czy nawet spróbować obalić figurę. Churchill i tak był jednak zabezpieczony: jeszcze 12 czerwca stanęło wokół niego rusztowanie i blaszane osłony.

Ostatecznie jednak marsz pod hasłem „Black Lives Matter” został odwołany „ze względów bezpieczeństwa”, a część wybierających się na niego demonstrantów zebrała się na wiecu w londyńskim Hyde Parku.

Jako że policja obawiała się konfrontacji, brytyjscy nacjonaliści (m.in. z grupy Britain First), neonaziści i kibole w stadionowych koszulkach pozostali otoczeni w kordonie, gdzie głośno wykrzykiwali faszystowskie hasła i hejlowali, na przemian ze skandowaniem „Anglia, Anglia” i „Winston Churchill jest jednym z nas”. Następnie taka „obrona pomnika” przestała wystarczać niektórym zgromadzonym. Zaczęło się rzucanie puszkami i butelkami w stronę policjantów, inni zebrani starali się przewracać policyjne barierki. Doszło do bezpośredniej konfrontacji, interweniowała policja konna.

Funkcjonariusze zatrzymali ponad 100 mężczyzn, z których większość usłyszy zarzuty udziału w agresywnym zbiegowisku, czynnej napaści na policjanta, posiadania broni bez zezwolenia, posiadania narkotyków, zakłócenia porządku publicznego. Tego samego dnia jeden z „prawdziwych patriotów” został również zatrzymany w związku z podejrzeniem o publiczne zgorszenie – chodziło o oddawanie moczu na upamiętnienie Keitha Palmera, policjanta, który w marcu 2017 r. zginął, próbując powstrzymać terrorystę.

Niespokojnie było również w innych miejscach w brytyjskiej stolicy: na Placu Trafalgarskim policja rozdzieliła kilkuset antyfaszystowskich demonstrantów, głównie ciemnoskórych, i podobnych rozmiarów grupę wykrzykującą w ich stronę rasistowskie obelgi. W całym mieście piętnaście osób odniosło rany wymagające odwiezienia do szpitala.

Boris Johnson pospieszył wieczorem z wyrazami potępienia dla „rasistowskiej przestępczości” i rasizmu w ogóle, które są „nie do przyjęcia” w Wielkiej Brytanii. Na Paulu Goldingu, liderze Britain First, nie zrobiło to szczególnego wrażenia; lider organizacji, której członkowie uczestniczyli w zamieszkach, oświadczył, że miał już dość patrzenia, jak władze tolerują niszczenie pomników ważnych dla narodowej historii. Również działacze antyfaszystowscy i lewicowi nie wierzą rządowi konserwatystów i mają zamiar dalej demonstrować swój gniew z powodu wieloletniej dyskryminacji na tle rasowym i etnicznym.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Terror narasta. Grożą śmiercią działaczowi LGBT. Wszystko przez prawicowy fake news

Bartosz Staszewski otrzymuje każdego dnia kilkadziesiąt gróźb, w tym okaleczenia i pozbawi…