Mój los pozostaje w rękach Boga, jestem chrześcijaninem, wierzę w opiekę Pana. Ale jestem też chroniony przez naród wenezuelski, no i mamy dobry wywiad” – mówił przedwczoraj prezydent Nicolas Maduro w wywiadzie dla hiszpańskiej telewizji lekko się uśmiechając. Pierwszy element tej potrójnej ochrony to jednak nie jest żart, ani nagła postawa „jak trwoga to do Boga”, tylko wyraz stałych przekonań: podobnie jak Chavez, Maduro jest katolikiem, choć traktuje lokalny episkopat per noga. Socjalistyczni spadkobiercy teologii wyzwolenia postanowili się bronić, mimo wszystko. Wojna przeciw Wenezueli nie zaczęła się wczoraj.

Portret Chaveza na manifestacji w Caracas, luty 2019. telesur

Maduro zwrócił się nawet do papieża, by mediował między Wenezuelą a imperium. Chavez lubił porozmawiać z Benedyktem XVI, choć ten krzywił się na teologię wyzwolenia, a i Maduro szanuje Franciszka wiedząc, że Argentyńczyk nie jest Che Guevarą. Watykan, jak ONZ, nie zatwierdził wyboru przez administrację amerykańską Juana Guaido, nowego „prezydenta” wymarzonej, podległej jej Wenezueli.

Stanowisko papieża nie wpłynęło na Polskę, która w tłoku dołączyła do ponad dwóch trzecich państw Unii, które przytaknęły Stanom, czego należało się spodziewać. Sześć państw z „jądrem Unii”, które już wcześniej uznały Guido, mianowanego w styczniu przez wiceprezydenta Mike’a Pence’a, liczą, że w zamian władze amerykańskie popatrzą przez palce na europejski handel z Iranem, z pominięciem dolara. Amerykanie nie wykluczyli, że nowe, unijne „instrumenty finansowe”, czyli w zasadzie handel wymienny, który miałby obejść amerykańskie sankcje, mogą być jakiś czas tolerowane, a w Europie uznano, że to wystarczy. Polska, która z przyzwyczajenia przytaknęła Mike’owi Pompeo, szefowi dyplomacji USA, gdy zlecił jej zorganizowanie „anty-irańskiej” konferencji, musiała co nieco odkręcać ten cel. Sprawa nie jest rozstrzygnięta.

Co robić?

Smolansky z Abramsem w Nowym Jorku, luty 2019. twitter

Słowo „terroryzm” może niedługo zacząć napływać w doniesieniach z Wenezueli. Zbrodniarz wojenny Elliott Abrams mianowany niedawno przez Pompeo na specjalnego emisariusza rządu USA ds. Wenezueli miał spotkać samego Guaido, lecz zatrzymano mu paszport „do wyjaśnienia”. W końcu obwołał się „prezydentem”, za co w niektórych  krajach zachodnich już by siedział. Zamiast niego z Abramsem spotkał się David Smolansky, w 2014 r. organizator zbrojnych, skrajnie prawicowych grup guarimbas przeciw chavistom, skazany potem na 15 miesięcy więzienia (uciekł jednak przez Brazylię do Waszyngtonu, gdzie zamieszkał na stałe). Spotyka się z Abramsem regularnie co najmniej od lipca ubiegłego roku, jakby był zaczątkiem rządu nowej Wenezueli. Sam Guaido jest z guarimbas, do Waszyngtonu dotarł jednak dopiero w grudniu. Wygląda na to, że są zdeterminowani, by dokonać przewrotu. Nowy „prezydent” nie ma jeszcze rządu, a już mianował ambasadora w Izraelu i chce przenieść ambasadę do Jerozolimy, jak niedawno skrajnie prawicowy, nowy prezydent Brazylii Jair Bolsonaro.

Dylemat chavistów: oprzeć się siłą, czy może iść na układ ze zwolennikami tego Filipa z konopi, bo sprzysięgły się przeciw rządowi wielkie potęgi. Wygląda na to, że naprawdę będą się bronić, w razie czego. Rola armii jest kluczowa – a póki co deklaruje legalizm, wierność Konstytucji. Amerykańskie „szukanie Pinocheta” wygląda słabo: jeden trzeciorzędny generał oddał się Guaido do dyspozycji i musiał szybko samotnie uciekać. Mogą być w wojsku jakieś grupy dysydenckie gotowe przejść do czynu, ale większość jest wierna demokratycznie wybranemu rządowi republiki. Kontekst? W Organizacji Państw Amerykańskich mniejszość, 16 państw na 34, uznała amerykański zamach. Rozdarcie stało się mocne.

Pucz a wybory

Caracas. Wojsko uznaje tylko Maduro, luty 2019. twitter

We wrześniu ubiegłego roku, kiedy Trump kolejny raz wygrażał Wenezueli „wszystkimi opcjami na stole”, New York Times opublikował długi artykuł o zabiegach rządu Stanów Zjednoczonych o tajne negocjacje z grupami w łonie wenezuelskiej armii, które mogłyby pomóc przejąć władzę bez bezpośredniej interwencji amerykańskiej. Według gazety, to sondowanie trwa od jesieni 2017 r. Znaleźli się jacyś spiskowcy, którzy domagali się lepszych środków łączności, ale zamach ciągle odkładano, ostatnio na wybory prezydencie w maju zeszłego roku.

Opozycja chciała wcześniejszych wyborów prezydenckich i dostała je. Zostały przeprowadzone identycznie jak wybory do parlamentu z 2015 roku, gdy opozycja opanowała go i zaprzysięgła dodatkowo trzech posłów, których nie wybrano, by „obalić Maduro w sześć miesięcy”. Guaido nie został wybrany na przewodniczącego parlamentu. Tak się stało, bo była to kolej jego partii, wcześniej ugrupowania podzieliły stanowisko na roczne kadencje.

Opozycja odmówiła wyborów na miejsca trzech nielegalnych posłów, a Sąd Najwyższy przestał uznawać parlament za miarodajny. Jego funkcje do czasu odwołania posłów przejęła wybrana Konstytuanta, o odwrotnym profilu politycznym. Uzurpacja Guaido jest sprzeczna z konstytucją Wenezueli, określającą warunki „próżni władzy”, które nie zaistniały. Wcześniejsze wybory do parlamentu były dość logicznym pomysłem  Maduro.

Klamka zapadła?

Wenezuela. Ludzie przygotowują się do obrony kraju, styczeń 2019. pixabay

Ale wiadomo, w kraju, przeciw któremu Stany Zjednoczone Ameryki już dawno wytoczyły najcięższe działa broni ekonomicznej, ludzi interesują raczej braki na rynku. Do tego połączone z bardzo płynną walutą, po każdym obcięciu zer atakowaną przez zagraniczne, giełdowe boty o olbrzymim potencjale szkodzenia. Brakuje wielu lekarstw, błyszcząca niegdyś chavistowską nowością powszechna ochrona zdrowia ledwo dyszy. Obraz proponowany ostatnio w mediach sugeruje, że kryzys zrobił z Wenezuelczyków kościstych zombie,  że to katastrofa humanitarna, jakby tam była już Libia czy Syria, wojna i pożoga. I jakby było w tym coś z pragnienia. „250 albo 300 tys. ludzi może umrzeć” – woła „prezydent” i nagle niezbędna pomoc nadchodzi.

„Nie jesteśmy żebrakami”  – odpowiada prezydent Maduro, nie bez kozery obawia się podstępu. Sytuacja w końcu jest bardzo napięta, a „humanitarna wojna” to stary numer imperium. Wojsko zatrzymało na granicy pierwsze konwoje amerykańskich darów. Tak, wielu ludzi jest bardzo zmęczonych, dzielą się, ale wojna byłaby narodową tragedią. Tak myślą też uwięziony „Szakal” i pozbawiony dywizji papież. Patrzenie na Wenezuelę jako pole starcia amerykańskiego z Rosją i Chinami deformuje obraz: Amerykanie liczą przede wszystkim na bezpośrednie starcie między Wenezuelczykami. Dziś wydaje się ono wręcz nieuniknione.

 

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. lokalny episkopat – czy lokalny episkopat jest chrześcijański czy katolicki ?, bo to najczęściej nie to samo

  2. Tak Abrams jak i Smolansky to Żydzi, niech Nowak albo Książkiewicz napisze coś o antysemityżmie który opanowuje świat, mnie to nie dziwi — rozpirdolony bliski wschód, teraz Ameryka Południowa a wszędzie pejsate towarzystwo…………………………

    1. myszko a jakie ma znaczenie to czy jesteś żydem czy muzułmaninem lub chrześcijaninem?….myślisz że jak się schowasz w tłumie współwyznawców będziesz mniej widoczny i nie będziesz odpowiadał za to co robisz?…dysonans poznawczy rodzi frustrację, frustracja agresję…

    2. Ad. Dudek
      Faktycznie w krajach islamskich mieszają wszyscy oprócz „narodu wybranego”…………………………..
      Główni prowodyrzy wojenni w jankesowie też nie wiedzieć czemu z „narodu wybranego”……………….
      Dziwnym przypadkiem jankeskie „jastrzębie” prące do wojny z Wenezuelą też z „narodu wybranego..
      Popatrz waść kto kontroluje i miesza w ukraińskim kotle – zaś oligarchia z „narodu wybranego”………
      Poczytaj kto dokonuje klasycznego HOLOKAUSTU na Palestyńczykach – zaś „naród wybrany”…………
      Poczytaj jak ów „naród wybrany” sądzi u siebie imigrantów i kogoś kto im pomaga……………………..
      O wszystkim tym możesz czasami poczytać na tymże portalu, polecam…………………………………..

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Odzyskać Boliwię: zgrany duet socjalistów przeciw prawicowej machinie

– Jesteśmy większością! – wołali aktywiści witający Luisa Arce Carcatorę, kand…