Od dawna alarmowali w tej sprawie nauczyciele, świetnie wiedzą to również uczniowie i ich rodzice. Teraz Najwyższa Izba Kontroli potwierdziła: reforma oświaty wprowadzana pod kierunkiem Anny Zalewskiej to chaos, działanie według nietrafnych założeń i obietnice bez pokrycia.


– Minister edukacji narodowej nierzetelnie przygotował i wprowadził zmiany w systemie oświaty – nie ma wątpliwości NIK. Po lekturze raportu możliwy jest tylko jeden wniosek: katastrofa była nieunikniona od samego początku.

Ministerstwo nie było w stanie nawet poprawnie oszacować, skąd samorządy mają wziąć pieniądze na przeprowadzenie zaplanowanych zmian organizacyjnych w szkole. Deklarowało, że środki znajdą się dzięki zwiększeniu subwencji oświatowej. Ale w praktyce samorządy otrzymały ledwie 40 proc. pieniędzy, o które wnioskowały do MEN.

W efekcie reformy w co trzeciej sprawdzonej przez NIK szkole warunki do nauki i pracy pogorszyły się. Relacjonowane przez uczniów i rodziców akrobacje przy układaniu planu lekcji, brak możliwości prowadzenia wszystkich zajęć danego przedmiotu w pracowni do niego przeznaczonej czy wreszcie lekcje WF na korytarzu zamiast na sali gimnastycznej okazały się zjawiskiem niemal powszechnym.

Teraz równie palący problem wystąpił podczas rekrutacji do szkół średnich – z wyliczeń NIK wiadomo, że w połowie województw miejsc oferowanych uczniom jest mniej niż kandydatów. W województwie zachodniopomorskim jest ich o 2310 za mało, w pomorskim – o 4279. Smutny rekord dzierży Wielkopolska, gdzie szkoły zamierzają przyjąć o ponad 5 tys. uczniów mniej, niż zgłosiło się chętnych. Jak Anna Zalewska mogła do tego dopuścić, skoro zapewniała, że podwójny rocznik (absolwenci wygaszanych gimnazjów oraz dzieci z VIII klas zreformowanej podstawówki) nie będzie miał takiego problemu? Okazuje się, że szefowa MEN nie zgromadziła nawet dokładnych danych nt. liczby uczniów, których szkoły planują przyjąć. Miała takie informacje tylko z jednego typu szkół – samodzielnych (tj. niedziałających w ramach zespołów szkół) liceów ogólnokształcących.

Na tym nie koniec listy „błędów i zaniechań”: NIK zarzuca MEN również nierzetelne przygotowanie nowych podstaw programowych. 80 proc. ekspertów zatrudnionych do ich napisania zostało wskazanych przez ministerstwo bez konsultacji z instytucjami oświatowymi, szkoły miały cokolwiek do powiedzenia jedynie w odniesieniu do 20 proc. autorów podstaw. Przy podstawach do przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, którego podręczniki są regularnie przedmiotem krytyki z powodu dyskryminacyjnych i niezgodnych z wiedzą medyczną treści, pracowali wyłącznie urzędnicy MEN.

I nawet to nie wszystko – NIK wskazuje, że podręczniki na potrzeby zreformowanej szkoły powstawały w szeregu przypadków… przed opracowaniem podstawy programowej, do realizowania której służą. Autorzy pisali je na podstawie projektu tej podstawy. Uwadze kontrolerów nie uszły również niejasne kryteria rekrutacji do szkół średnich w bieżącym roku – inne kryteria dotyczą absolwentów klas VIII, inne gimnazjalistów.

O wszystkich problemach, których istnienie teraz „oficjalnie potwierdza” NIK, mówiono jeszcze na etapie wdrażania reformy, a także krótko po jej rozpoczęciu. Wskazywano również inne, jak zwolnienia nauczycieli czy zmuszenie części z nich do pracy w charakterze „nauczyciela objazdowego” kursującego od szkoły do szkoły (inaczej nie uzbieraliby etatu). Słowa krytyki, protesty, a nawet prośby o zwykły dialog ze środowiskami nauczycieli i reprezentantami rodziców były jednak zbywane, ignorowane i wyśmiewane. Zapewne bez odpowiedniej reakcji pozostanie również opublikowany przez NIK raport. Przy okazji strajku nauczycieli PiS udowodnił wszak, że nie zależy mu na prawdziwym uzdrowieniu oświaty.

patronite
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Policjantów nie wozimy – związki zawodowe w Minneapolis solidaryzują się z protestującymi

Kierowcy transportu publicznego w Minneapolis odmawiają pomocy policjantom w ich przetrans…