Takich właśnie słów użyła Halina Durnoga, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy uzdrowisku Busko-Zdrój, w wywiadzie dla Medexpress.pl.

„Bałyśmy się, jak każdy podczas epidemii. Rzucono nas na pierwszą linię frontu. (…) Choć poświęcałyśmy się, byłyśmy narażone na zakażenie wirusem to nie zostałyśmy za to odpowiednio wynagrodzone” – powiedziała także w rozmowie z dziennikarką portalu.

Chodzi o rekompensaty za pracę w izolatorium podczas epidemii.

„W izolatorium byłyśmy tak samo zagrożone zarażeniem się koronawirusem jak pielęgniarki pracujące w szpitalach jednoimiennych czy na oddziałach zakaźnych. Niestety NFZ nie wypłacił nam rekompensat. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem pozostaje droga sądowa” – stwierdziła Durnoga.

Jak mówi dalej w wywiadzie, ich praca w izolatorium trwała do połowy maja. Potem była ona stopniowo wygaszana. W maju zaszeregowano pielęgniarki jako osoby niepracujące. Ich wynagrodzenie spadło do 80 proc. poprzedniego. Odpadły także dodatki za pracę nocną i w święta, które stanowiły znaczącą część ich wynagrodzeń. Związkowczynie uznały to za nadzwyczaj niesprawiedliwe. Wszak w czasie, kiedy poświęcały się ryzykując zdrowiem i życiem, gdy były narażone na zakażenie wirusem, nie otrzymały za to żadnej gratyfikacji.

„W maju NFZ nie wypłacił nam pieniędzy na tzw. dodatki. Uznał, że skoro nie pracujemy, to pieniądze nam się nie należą. Zgodnie z rozporządzeniem z kwietnia, które zobowiązywało nas do zaprzestania pracy w innych placówkach, by nie dochodziło do transmisji wirusa, przestałyśmy świadczyć naszą tzw. dodatkową pracę. Liczyłyśmy na objęcie nas rekompensatą. Niestety zgodnie z decyzją prezesa NFZ, przysługuje ona tylko pielęgniarkom pracującym w szpitalach jednoimiennych i na oddziałach zakaźnych. Izolatoria zostały z tego wyłączone” – informuje przewodnicząca związku.

W czasie ich pracy w izolatorium, co kilka dni, przeprowadzano testy na obecność koronawirusa. Były wtedy skoszarowane w wyznaczonym budynku sanatoryjnym, żeby odizolować się od rodzin, których nie chciały zarazić w razie gdyby same okazały się nosicielkami SARS-Cov-2. Rozłąka z rodziną połączona z poczuciem zagrożenia była dodatkowym czynnikiem stresu i ogólnej destabilizacji.

Pielęgniarki wciąż liczą, iż NFZ zechce się z nimi dogadać w sprawie płac. Ważnym niuansem jest, iż kończy się kadencja zarządu tej instytucji, co może dodatkowo przedłużyć ewentualne negocjacje. Jeśli jednak porozumienie nie zostanie osiągnięte – z tym czy następnym zarządem – OZZPiP zapowiada wstąpienie na drogę sądową.

„Mamy cały czas nadzieję, że odgórnie sprawa ta zostanie dla nas pomyślnie załatwiona, że jednak ktoś się nad tą sprawą pochyli. I apeluję o to do osób decyzyjnych” – dodaje Durnoga.

Związek pielęgniarek i położnych ma też zastrzeżenia do zapisów ustawy z 8 czerwca 2017 roku regulującej zarobki w ochronie zdrowia. Ustawa uzależnia wysokość współczynnika wynagrodzenia od wykształcenia, dyskryminując w ten sposób starsze pielęgniarki, które mają tylko średnie wykształcenie zamiast wyższego, bo takie niegdyś było szkolnictwo. W ten sposób ich zarobki pod koniec 2021 roku mogą być nawet o 2 tys. zł niższe od ich młodszych koleżanek z wyższym wykształceniem.

Zobacz także

Syria: ONZ redukuje pomoc humanitarną dla dżihadystów

Po serii nieudanych głosowań Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła w końcu rezolucję o przedłuż…