Wracamy do wspomnień o transformacji, podczas której władze wszystkich opcji nie szczędziły wysiłku aby zlikwidować zakłady powstałe w „słusznie minionych czasach”. Oczywiście byt ludzi w nich zatrudnionych w ogóle nie obchodził wprowadzających nowe, rynkowe zasady gospodarcze.

W połowie lutego 2003 r. pod auspicjami Agencji Rozwoju Przemysłu podpisano w ożarowskiej Fabryce Kabli porozumienie o zakończeniu najdłuższego w reformowanej Polsce protestu pracowniczego. Powiedzmy od razu – porozumienie, dla robotników, okazało się szybko gówno warte.

Kiedyś to był porządek. Na Starym Kontynencie wytwarzanie drutów do przesyłania prądu (tzw. kabli ziemnych), ale też telefonicznych kontrolował międzynarodowy kartel decydujący o inwestycjach, wielkości produkcji i cenach w poszczególnych państwach. Ostatnie zezwolenie przed II wojną światową na budowę fabryki kabli w krajach środkowej Europy uzyskał zakład w podwarszawskim Ożarowie. Szybko postawiona, nowoczesna fabryka szczyciła się np. wytworzeniem dwudziestokilometrowego przewodu telefonicznego w jednym kawałku. W 1937 r. ułożono go na dnie Bałtyku między Gdynią a Helem. Po wojnie nie dawano fabryce dużych szans, ocalałe maszyny wywieziono.

flickr.com/Martin Abegglen
flickr.com/Martin Abegglen

Część z nich wróciła w 1947 r., kiedy zdecydowano, że Centralne Biuro Konstrukcji Kablowych zostanie z Krakowa przeniesione właśnie tu i tu będzie się odradzał przemysł drutów dla energetyki i telefonii. Obok Ursusa czy Huty Warszawa Ożarów miał być kadrowym zapleczem klasy robotniczej dla rządzącej w stolicy partii.

W latach siedemdziesiątych zakupiono od Francuzów nowoczesną technologię do wytwarzania kabli

telekomunikacyjnych w osłonie polietylenowej. Dziesięć lat później rozpoczęto produkcję światłowodów, też dla telekomunikacji. Wtedy powstało wśród fachowców powiedzenie: „Z piasku bicza nie ukręcisz, ale kabel tak”… (dla mniejszych znawców technologii: światłowody to głównie przewody szklane, a szkło głównie powstaje z piasku). Jeszcze parę sukcesów i 1995 r. przekształcenie fabryki w spółkę skarbu państwa. Trzy lata później większościowy pakiet spółki kupuje Elektrim S.A., firma znana, ale dziwnie zarządzana. Już opanowała kablownie w Bydgoszczy i Szczecinie, finalnie zrobiła sobie holding Elektrim Kable S.A. Szybko zaczęły się problemy, bo do zarządu spółki nie zaproszono nikogo z Ożarowa. Więc właśnie tej wytwórni ograniczano zamówienia, produkcję, inwestycje, nawet wywożono maszyny do Szczecina. W 2001 r. holding ma jeszcze niezły zysk, w znacznym stopniu dzięki sprzedaży wyrobów z Ożarowa. Ale Elektrim, spółka matka pada i sprzedaje udziały w E-Kable firmie Tele-Fonika Bogusława Cupiała.

To prawdopodobnie jeden z większych przekrętów raczkującej transformacji.

Pan Cupiał zaczynał od sklepu ciuchami i dostarczania drutu do wytwarzania sztucznych choinek. Ale potem stał się właścicielem Tele-Foniki i kontrolował 60 proc. rynku wytwarzania kabli telefonicznych. UOKiK (pod patronatem AWS) dwukrotnie odmawiał biznesmenowi zgody na kupno E-Kabli z powodu oczywistego zagrożenia monopolem. Ale zmienił się rząd i patronat (SLD-UP-PSL). UOKiK decyduje, że nic złego się nie stanie jeśli pan C. będzie zarządzał niemal całym rynkiem kabli telefonicznych w Polsce. Poparcie płynie od posłów SLD: bardzo dobrze, to nasz, polski kapitał. Prawnicy protestują: jeszcze nie jesteśmy w Unii Europejskiej i nie można mówić o mitycznej wolnej konkurencji na rynkach europejskich w naszym państwie. Pan C. jest cwańszy od wszystkich: podmieniając różne dokumenty podczas sporów sądowych, tak ogłupia urzędników ministerialnych, że wydają zgodę na zakup udziałów. W tym momencie robotnicy nie mają nic, bo to nie była prywatyzacja tylko wykup za długi. Uprzedzając fakty: to co się wydarzyło – w cywilizowanych gospodarkach – nazywane jest wrogim przejęciem i jest ścigane przez prawo. U nas ten przykład też zajmuje głowy prawnicze, tyle, że w wolnym czasie.

Po trzech miesiącach po przejęciu Ożarowa przez pana C. wiadomo już o co chodzi: zakład trzeba zlikwidować, a 900 osób na trawę. Mimo że w dokumentach zakupowych jest jednoznaczna deklaracja o utrzymaniu produkcji i zatrudnienia. Nowy właściciel swoje decyzje tłumaczy załamaniem się rynku sprzedaży kabli telefonicznych i względami społecznymi: – Bezrobocie na Mazowszu jest niewielkie, a gdyby zamykać zakłady w Bydgoszczy czy Szczecinie to katastrofa…

Lisek Chytrusek nie dodaje, że we wspomnianych zakładach płacił pracownikom 30 proc. mniej niż tym z Ożarowa. I nie pofikają, bo ten wskaźnik bezrobocia… W Ożarowie zrozumieli, że to nie żarty i  zablokowali bramę wyjazdową z zakładu aby nie dopuścić do wywozu maszyn z hal. Zaczął się najdłuższy, w czasach nowego polskiego kapitalizmu, trwający 306 dni protest załogi przeciw właścicielowi firmy. Władza traciła honor, robotnicy zdrowie.

Po kolei: w marcu zarząd decyduje o likwidacji zakładu, w kwietniu wysyła pracowników na urlop postojowy. Ci

flickr.com/João André O. Dias
flickr.com/João André O. Dias

zamiast odpoczywać, rozbijają miasteczko namiotowe pod bramą wjazdową i nie pozwalają na ruchy ciężarówek wywożących zalegające na placu fabryki wyroby i maszyny z hal. Na początku maja przyjeżdżają do Warszawy i pikietują pod Urzędem Rady Ministrów. Domagają się jednego: wyjęcia zakładu spod władzy pana C. i sprzedaży go poważnemu inwestorowi lub załodze. Ten postulat będzie najważniejszy przez kolejne miesiące. Pod koniec maja pielgrzymują trzy godziny pieszo z Ożarowa do Warszawy pod kancelarię premiera; miesiąc później znów. W lipcu następna pielgrzymka, tym razem już nerwowa: w Alejach Ujazdowskich palą kukłę szefa rządu Leszka Millera. W sierpniu, do pikietujących po raz kolejny, wychodzi wiceminister gospodarki i deklaruje pomoc rządu w zablokowaniu likwidacji i znalezieniu sensownego inwestora. Potem okaże się, że nie miał żadnych upoważnień, aby składać takie obietnice. Pod koniec października poważna awantura na terenie zakładu, podczas której robotnicy lekko turbują dyrektora próbującego zmykać kolejne wydziały, a rzecznik właściciela zapowiada wywiezienie wszystkich maszyn z fabryki i wzmocnienie ochrony. Co jakiś czas na teren fabryki przybywają ciężarówki, których kierowcy wyznają: każdy, który tu wjeżdża, podpisuje na siebie wyrok śmierci. Robotnicy rzucają pod koła wyjeżdżających tirów specjalne kolce i atakują kijami szoferki. A jechać można tylko wtedy kiedy ochrona zdemontuje powiązaną łańcuchami bramę. Czyli przez chwilę, bo protestujący szybko odbijają i naprawiają blokadę. Podobno ze 120 tirów wywożących maszyny z fabryki 40 zostało uszkodzonych.

Kilka dni później mija termin składania ofert kupna przez różnych inwestorów. Podobno było trzech, ale każdy zastrzegał: najpierw musi być rozwiązany konflikt z załogą.

Noc z 26 na 27 listopada, 219. dzień blokady fabryki. Nad ranem podjechały autokary, wysiadły z nich trzy setki ochroniarzy (takich uzbrojonych jak na walki ze stadionowymi kibolami) i zaatakowało mniej liczną grupę robotników strzegących bramę. W akcję włączyła się policja wspierająca… ochroniarzy. Do dzisiejszego dnia czeka na rozstrzygnięcie w Strasburgu pozew pracowników broniących swego miejsca pracy przeciw rządowi, który nasłał na nich państwowe siły porządkowe. Które ponoć usiłowały tylko odblokować ważną szosę Warszawa-Poznań, przy okazji bijąc i aresztując kilkadziesiąt osób. Chryja zrobiła się na cały kraj, niemal wszystkie media popierały robotników. Minister spraw wewnętrznych i komendant policji gęsto tłumaczą się w telewizji przez kilka dni. Komentarz z tygodnika „NIE”: „Cała akcja jak z XIX-wiecznej »Ziemi obiecanej«, kiedy fabrykant wzywał rządową sotnię kozacką do atakowania robotników. Z fabryki wyjechało kilkadziesiąt ciężarówek wyładowanych zdemontowanymi maszynami a w socjaldemokratycznych władzach państwowych narastał wstyd. Bo było jasne, że jeden cwaniak, wykorzystując luki w prawie i labilność urzędników zrobił wała z kilku resortów i giełdy papierów wartościowych (bo E-Kable były na giełdzie i miały tam pozostać przez 3 lata), a prawie tysiąc pracowników wysłał na trawę. Tylko nie było odważnego, aby to odkręcić. Robotnicy dalej okupowali bramę”.

W grudniu problem „na klatę” przyjął Jerzy Hausner, minister pracy: o wznowieniu produkcji kabli w Ożarowie nie ma mowy, ale rząd przekształci tereny byłej fabryki w specjalną strefę ekonomiczną co miało przyciągnąć inwestorów i dać duże zatrudnienie. I stało się jak zwykle: grunty przejmują następni kapitaliści, a miejsc pracy co kot napłakał. Za 5 ha w Ożarowie pan C. dostaje 12 ha w Krakowie (oczywiście po firmach państwowych lub spółkach skarbu państwa), a za następne 28 ha chce duży teren, także w starej stolicy aby tam zbudować stadion dla klubu Wisła Kraków.

W połowie lutego 2003 r. podpisano porozumienie po 306 dniach protestu pracowników Fabryki Kabli Ożarów. Gwarantem miała być Agencja Rozwoju Przemysłu i Gmina Ożarów, a protestujący otworzą bramy zakładu, praktycznie kompletnie ogołoconego z maszyn. Na papierze mają zapewnienie o zatrudnieniu byłych pracowników fabryki przez nowych inwestorów, ale bez konkretów.

Przez chwilę Tele-Fonika utrzymuje w Ożarowie centrum dystrybucyjne sprzedaży kabli zatrudniając… 60 osób. Na teren byłej fabryki ściągają nowe firmy: a to trochę związane z wojskiem, a to z wytwarzaniem ciastek. Ci od produkcji drutów energetycznych i skręcania kabli z niebieską nitką w środku (ożarowska sygnatura kabli w dawnej Europie) na tym się nie znają, więc rzadko dostają tam zatrudnienie. Spotykają się co roku w wyniosłym kościele aby wspominać o tych, którzy postawili się dzikiemu kapitalizmowi i zaskakującemu atakowi sił porządkowych, które powinny przecież ich bronić przed jawną niesprawiedliwością.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Lewica nie zdycha, teraz powstaje z kolan. Powstała partia Razem, ikonowicz startuje, Polska Partia Pracy powraca do szerszego działania, szczerze trzymam za nią kciuki jak i za razem. Po to by mieć 25 października prawdziwy lewicowy wybór.

    1. Co za czasy. Głosząc lewicową ideologię zostałem oskarżony o bolszewicką agitację na portalu lewicowym.:) Hehe, pod rozwagę wszystkim to czytającym poddaję:)

    2. To trzeba było użyć argumentów a nie pisać że moje zarzuty „to wroga lewicy propaganda” i że jestem szkodnikiem.

      Pod takimi mniej więcej hasłami bolszewicy wykańczali lewicową konkurencję w tym także socjalistów.

      A ktoś kto chce głosić „lewicową” ideologię powinien przynajmniej trochę marksizmu łyknąć. Jednym z najważniejszych postulatów tego nurtu filozoficznego jest prymat praktyki nad teorią.

    3. Ja tam tym wszystkim partyjkom nie życzę źle. Wręcz przeciwnie ale to są ugrupowania kanapowe a jedyne lewicowe struktury terenowe wchodzą w skład SLD. Walka z SLD to walka ze związkami zawodowymi, które są solą w oku tzw. pracodawców. Taka partia Razem nie ma żadnego zaplecza społecznego, poza tymi, którzy o niej przeczytają w necie i pójdą głosować.

    4. PPP kanapowe? Chyba masz jakieś złą wiedzę, posiadają własny związek zawodowy. Czyli ma kto im zbierać podpisy. Razem działa od kilku miesięcy, widać determinację I pomysł, jakoś próbują się pokazać. Właśnie twoje podejście jest moim zdaniem śmieszne. To tak jak kobieta wie że ją chłop zdradza, to ona ciągle w niego zaopatrzona, może się zmieni. Ją daje ci odpowiedź: nie zmieni. To jest tylko ciąg do koryta. Trza się organizować samemu, albo rozejrzeć się za innymi możliwościami. Ja widzę kilka: Razem, PPP, Ikonowicz. Ja wolę zacząć dziaļać, niż czekać na rycerza na białym koniu. Po wyborach sam może zapiszę się do jakiejś lewicowej organizacji. Do zlewu to z pewnością niemal stu procentową: nie. Albo sami zbudujemy lewicę od nowa, albo czeka nas ta sama kawiorowa lewica która układa się z każdym, byleby trwać przy kranie z mamoną. Mamy szansę pokazać, że naszym wyborem jest sprawiedliwość społeczna, równość, tolerancja. Odrzućmy koniukturalizm i budujmy Nowy ład społeczny. A pro po czyściec dla lewicy nie jest zły. Wolę brak lewicy w sejmie, niż lewicę gotową pójść z każdym i zepchnąć nas w coraz większą biedę. PiS i PO to jest ten sam wróg, a zlew chcę z nimi się układać.

  2. Nie rozumiem jak człowiek o poglądach lewicowych może głosować na prawicę, bo „lewica jest zła”. Czy to znaczy, że prawica jest dobra?
    Jednym tchem wymieniają przewiny lewicy. A co z przewinami prawicy? Czy ich lista jest chociaż trochę krótsza?
    To jest tak dziecinne, że aż śmieszne. Przypomina powiedzenie: Na złość mamie odmrożę sobie uszy.

    1. To ja Ci wytłumaczę.

      Człowiek o poglądach lewicowych nie głosuje na prawicę. Jeżeli jest zniesmaczony poczynaniami tych, którzy za lewice się podają to po prostu nie idzie głosować. także dlatego frekwencja jest jaka jest.

      Ponieważ to ja tutaj wymieniam grzechy lewicy więc spróbuję wyjaśnić moje zachowanie.

      Otóż prawica jest zła i lista jej grzechów jest długa.
      Pełna zgoda.
      Niestety przez ćwierć wieku pozycje „lewicowe” okupowane są przez ludzi, którzy od tejże prawicy różnią się jedynie „opakowaniem”. Inaczej deklarują światopogląd religijny, inaczej podchodzą do ludzi o odmiennej orientacji seksualnej, jednakże w sprawie kapitalistycznego wyzysku zajmują to samo zgodne z prawicą stanowisko

      Ja na tych „lewicowych” ludzi przez ponad dwie dekady głosowałem, z czasem coraz bardziej na zasadzie mniejszego zła. I to właśnie oni mnie zawiedli a nie prawica, na którą nigdy głosu nie oddałem. Kogo mam krytykować, tych którym nigdy nie ufałem czy tych, którzy mnie oszukiwali? Przecież rząd SLD stracił władzę 10 lat temu dlatego że drugi raz okłamał swoich wyborców. Od dekady ludzie tacy jak ja zwracają uwagę na ideową pustkę tych ludzi. I co? Ano nic, dopóki próg wyborczy był pewny to mieli nas w nosie. Byli pewni że tacy jak ja na nich swój głos oddadzą, przecież nie mamy wyboru: PO-PiS czyha.

      Ćwierć wieku to i tak długo, przyszedł czas aby powiedzieć dość, ode mnie nie dostaną już puntów za pochodzenie. Najpierw niech pokażą że idee lewicowe są im naprawdę bliższe niż wygodne poselskie życie. Dziecinne to jest po raz setny uwierzyć na słowo…

      Pozostała ostatnia kwestia, czy wytykanie im błędów przed wyborami nie jest działaniem na ich szkodę.

      Prawdopodobnie tak, ale zwracam uwagę na prosty fakt:
      tylko przed wyborami słuchają (albo udają że słuchają).
      Po wyborach (jeżeli się załapią) przestaną słuchać na prawie 4 lata. To kiedy można im zwrócić uwagę że od LEWICY oczekujemy czegoś innego?

    2. Niedługo nie będziesz miał komu przedstawić swoich żalów i wytykać błędów. Lewica zdycha. Ciesz się.

  3. To nie czas stawania się, powstawania i przestawania z kimś. To jest czas przetrwania. Bez lewicowej partii, która przeskoczy ten 5% próg wyborczy możemy zapomnieć o lewicy w sejmie na długie lata. Te wybory są krytyczne dla lewicy bo była przeciwko niej prowadzona długotrwała kampania medialna. Także obecna histeria antyrosyjska uderza pośrednio w Polską lewicę.
    Apeluję – kto ma przekonania lewicowe niech idzie chociaż ten jeden raz glosować na Zjednoczoną Lewicę bo tylko ona ma szanse dostać się do sejmu!!! Nie słuchajcie głosów, że SLD jest niedobre, że takie, że siakie bo partie prawicowe nie są lepsze.
    Mimo wszystko jako jedyny SLD zawsze opowiadał się po stronie zwykłych ludzi. Przykładem protest przeciwko zamykaniu stołówek w szkołach i wiele innych sprzeciwów wobec rządu. Nie dziwota, że kolejne rządy starają się zniszczyć SLD na wszystkie możliwe sposoby bo nie zostanie nikt, kto by chociaż mówił o prawach obywatelskich.
    Koledzy z lewicy – mam nadzieję, że spotkamy się przy urnach.

    1. Kolega raczy żartować.

      To ja jestem tym zwykłym człowiekiem i nie zauważyłem aby SLD było kiedykolwiek po mojej stronie. Było inne w sprawach obyczajowych i nie takie zdewociałe, to prawda, ale to wszystko, w najważniejszych dla człowieka pracy sprawach nie odbiegało od reszty…

      Ja jestem socjalistą i jakoś nie martwię się tym że tzw. lewica może się do sejmu nie dostać. Doświadczenie ponad dwu dekad mówi mi że obecna lewica parlamentarna nie walczy o sprawy socjalne, tylko o swoje stołki.

      Przecież ludzie dzisiejszego SLD rządzili w RP dwie kadencje? Przypomni mi kolega czy może jakąś patologiczną prywatyzację unieważnili? A może jakąś ustawę reprywatyzacyjną zabezpieczającą mienie państwowe i samorządowe przed tzw. „spadkobiercami” uchwalili? Może coś znacjonalizowali? Zlikwidowali Komisję Majątkową aby Kościół nie zabierał nieruchomości? Nie?
      Zasypali dziurę Bauca, prawda, ale zrobili to w sposób neoliberalny czyli naszym – ludzi pracy – kosztem. Ich Baronowie w tym czasie tuczyli się jak klasyczni kapitalistyczni krwiopijcy.

      Cóż więc ja i w ogóle ludzie pracy mieliśmy z obecności tych panów w Parlamencie? Ja nie zauważyłem niczego istotnego a i inni zwykli ludzie chyba także, sądząc po poparciu.

      A zatem co nam da że przekroczą próg? Im wiadomo, stanowiska poselskie, a nam? Ani niczego nie przeforsują (nawet jakby doznali olśnienia i próbowali) ani nie zablokują. Będą stanowić listek figowy systemu. Oczywiście będą też zapraszani do telewizji gdzie będą rozmawiać o bzdurach i personaliach tak jak do tej pory.

      Może w takim razie lepiej żeby się nie załapali. Istnieje wtedy szansa że ci, którzy są tam tylko dla stołków rozpierzchną się, i zostaną tacy, którym przyświeca Idea. Bo mam nadzieję że tacy jeszcze gdzieś są?

    2. No to idź głosuj na prawicę ona ci pewnie zrobi lepiej. Kto ci broni?
      Skoro nie martwisz się tym, że jakakolwiek lewica w tych wyborach nie wejdzie do sejmu to nie jesteś socjalistą tylko szkodnikiem a twoja twórczość tutaj to wroga lewicy propaganda.
      Ja mówię tylko – głosujcie na SLD w tych wyborach bo to jest krytyczny i bardzo niebezpieczny moment dla lewicy w Polsce. Jeśli taka wasza wola to zróbcie to ostatni raz w życiu ale zróbcie do cholery teraz.

    3. Lewica, prawica, środkowica, hujowica, rozjebica. Czym oni się od siebie różnią? Tym, że „lewica” chce budować „kapitalizm z ludzkim ryjem”?
      Jak długo ludzie będą wierzyć w „Pana Boga”, rajskie życie po śmierci, w to że w Polsce jest demokracja i pluralizm i inne absurdy tak długo ci ludzie będą ruchani w dupe – ot cała prawda nt obecnej polityki.
      Ci bandyci co teraz siedzą w sejmie to jest jedno wielkie towarzystwo wzajemnej adoracji, jedno kółko różańcowe, jak bardzo trzeba być głupim żeby tego nie dostrzec? Jakim trzeba być ślepym głuchym i debilem żeby przez 25 lat nie zauważyć że to jest jedna banda, która po prostu realizuje starożytną sprawdzoną technikę „dziel i rządź”? Debilowaty naród sam przystępuję do tej hucpy (i ją legitymizuje) głosując raz na lewice raz na prawice tak jak by się oni czymś różnili od siebie …
      Ludzi powinno się dzielić nie na „prawicę” i „lewicę” tylko na tych co chcą i mają zamiar żyć wyłącznie z pracy własnych rąk (komuniści, marksici, ewentualnie radykalni socjaliści) i na tych którzy chcą aby to ktoś inny na nich zapierdalał (kapitaliści, „liberałowie”, złodzieje i bandyci). Czy w tym jest coś skomplikowanego? Chyba jednak jest bo od kilku tysięcy lat motłoch daje sie nabierać na te same prymitywne socjotechniki.

    4. No i co szanowny pan zamierza z tym zrobić? Wywołać rewolucję antypaństwową? Może poprosić Rosję żeby interweniowała?.
      Możemy działać tylko w ograniczonym zakresie, w takim jak nam narzuca ten dzisiejszy system. Jednakowoż jakoś tam działać możemy. O pracy u podstaw szanowny pan już słyszał?

    5. Na pytanie o to co my, ludzie pracy, mamy z tego że oni są w sejmie, nie odpowiedział?
      Jakie antykapitalistyczne działania podjęli nie wskazał?

      Zamiast tego uraczył nas wypowiedzią godną bolszewickiego agitatora. Puste hasła i obowiązkowy wróg. I kto tu szkodzi lewicy?

      Jeżeli nie widzi że dwukrotne rządy tych ludzi w zasadzie nie różniły się od prawicowo-neoliberalnych, to nie rozumie na czym polega interes klasy pracowniczej. I niech nie udaje że broni czegoś więcej niż wygodnego poselskiego życia kilkunastu partyjnych kacyków i aparatczyków.

      —–
      „kolega” zgodnie z życzeniem wykreślony

    6. Co za czasy. Głosząc lewicową ideologię zostałem oskarżony o bolszewicką agitację na portalu lewicowym.:) Hehe, pod rozwagę wszystkim to czytającym poddaję:)

  4. Lewicowe partie powinny być w zasadzie bardziej społeczne od popisu i ich słupkowego populizmu. Lewica musi przestać obrażać się na wyborców, na ten moment zlew mówi o koalicji z pisem, albo wszyscy przeciwko pisowi. Czas przestać być tylko przystawką, a stać się alternatywą. Jedynie co przeciętny wyborca wie o zalewie to jedynki. Zaczęli od programu i chwała im za to, ale mniej gadania o listach, a więcej o programie. Na razie wygląda zlew na tratwę do koryta.

  5. Taaa, SLD jest zły bo musiał rządzić w sprzedanym kraju. A kto ten kraj sprzedał? Popatrzcie na członków PO i PiS.

    1. Drogi Kolego,
      W 1989 roku odbyły się słynne wybory, w ich wyniku wyłoniono tzw Sejm Kontraktowy w którym większość bo 65 % mieli kandydaci ówczesnej władzy (PZPR, ZSL, SD).
      Następne wybory w 1991 wygrała prawica,
      SLD wygrało wybory w 1993 r. po zaledwie 2 latach rządów prawicy.
      1997 znowu wygrała prawica a po kolejnych 4 latach w 2001r. SLD, przegrywając w 2005 roku już „na zawsze”

      Na Kolegi pytanie kto ten kraj sprzedał odpowiedź jest chyba jasna: razem sprzedawali, każdy w swoim czasie.

      A największe świństwo transformacyjne (tzw. plan Balcerowicza) zostało przegłosowane w czasie gdy tzw. postkomuniści mieli w sejmie 65% większość.

      Chociaż osobiście nie lubię ani PO ani tym bardziej PiS to jednak obarczanie tylko ich winą za sprzedanie kraju jest nieuczciwe. Strona tzw. lewicowa brała w tym udział aż wióry leciały.

    2. No i w związku z tym co napisałeś uważasz, że wszystko co chociażby nazywa się lewicowe należy wykończyć w imię sprawiedliwości dziejowej?:) Do tego zmierza obecnie sytuacja w kraju. Partie lewicowe są zastraszone i rozbijane w każdy możliwy sposób a ty będziesz prawił morały. Banda wrzeszczących zbirów z ONR to norma na spotkaniach z lewicowcami na uczelniach.
      P.S. Nie tytułuj mnie kolegą dobrze? Wolałbym mieć kolegów w ONR bo oni chociaż trzymają się swoich przekonań i nie robią kreciej roboty.

    3. Dobrze, zrezygnuje z tego „kolegi”

      W takim razie niech wie że historia, którą przypomniałem nie stawia tzw. „lewicy” w korzystnym świetle. I wielu Polaków jeszcze pamięta kto im Balcerowicza zafundował.

      Te tak zwane partie „lewicowe” rozpadają się nie w wyniku jakiegoś spisku a zwykłego oderwania od mas, i utracie idei.
      Zaczęli budować „nowoczesną Lewicę” skupioną na sprawach obyczajowych oraz wykreślili ze swojego słownika pojęcie „sprawiedliwości społecznej”. Uczynili to w kraju wzrastającego rozwarstwienia i niesprawiedliwości. Czym się to skończy było dobrze wiadomo, ale liderzy nie przyjmowali tego do wiadomości. Dziś płaczą.

      Oni olewali krzywdę zwykłych ludzi przez lata, a teraz zwykli ludzie olewają ich. Nie może tego zrozumieć?

  6. To jest powód by nie głosować na zjednoczoną lewicę. To ci, tylko w nowym ubraniu. Zostaje narazie PPP, Razem, albo ilonowicz z izdebskim, choć ten sojusz nie moja bajka, przynajmniej na ten moment.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Prześlepiony bunt. Kto wyszedł na ulice w Marcu 1968 roku?

Fragment książki Michała Siermińskiego „Pęknięta Solidarność”, wydanej nakłade…