Według Fundacji Ocalenie przy polskiej granicy na wysokości Usnarza Górnego nadal koczują 32 osoby, w tym kobiety. Straż Graniczna twierdzi, że z grupy pozostała połowa, bo innych zabrali strażnicy białoruscy. Tymczasem pod siedzibą Komendy Głównej Straży Granicznej w Warszawie zaczął się protest przeciwko nieludzkiemu traktowaniu migrantów.

Siedzący protest przed komendą w Alei Niepodległości 100 to kolejne w ciągu kilku dni wydarzenie w Warszawie, podczas którego padają apele o wpuszczenie uchodźców do Polski. Wcześniej demonstrowano w tej sprawie pod gmachem KPRM oraz na Placu Zamkowym. Podczas tych demonstracji obecni byli Afgańczycy żyjący w Polsce, którzy prosili o pomoc i podnosili, że spodziewają się wszystkiego, co najgorsze po rządzie tworzonym przez talibów. Podczas zgromadzeń potępiano również zachowanie funkcjonariuszy Straży Granicznej, którzy uniemożliwiają przekazanie uchodźcom jedzenia i wody, blokują kontakt z tłumaczką i nie dopuścili do koczującej grupy polskich parlamentarzystów.

Nad granicę, w geście solidarności i zamiarze wsparcia, przyjeżdżali do tej pory głównie przedstawiciele Lewicy. Pierwszy był Maciej Konieczny, potem także senator Gabriela Morawska-Stanecka, a ostatnio poseł Maciej Gdula. Były też posłanki KO. – Próbowałem dotrzeć do granicy, żeby ustalić, ile osób się tam znajduje i w jakim są stanie. Straż Graniczna złamała prawo i uniemożliwiła mi wykonywanie mandatu – napisał poseł Gdula o swoim przyjeździe nad granicę w niedzielę 22 sierpnia.

„Boimy się o nich coraz bardziej”

– „We are dying. Please help us” (Umieramy. Pomóżcie nam proszę) – to komunikat od przetrzymywanych osób sprzed godziny. Taki napis, umieszczony na kawałku karimaty lub drewna, zobaczyliśmy przez lornetkę. Boimy się o nich coraz bardziej – napisali przedstawiciele Fundacji Ocalenie w poniedziałek 23 sierpnia krótko po południu. Dzień wcześniej Straż Graniczna nie pozwoliła karetce pogotowia podjechać do koczującej grupy. Potem zgody na przejazd pojazdu odmówił wojewoda.

Uchodźcy, podaje Ocalenie, otrzymali natomiast wodę. Nie ustalono jednak, czy dostarczono ją z polskiej, czy z białoruskiej strony.

Fundacja Ocalenie twierdzi, że na granicy pozostają 32 osoby – tak wynika z nielicznych udanych prób komunikowania się z grupą. Większość prób porozumiewania się jest szybko przerywana: gdy tłumaczka krzyczy do uchodźców przez megafon, straż graniczna i wojsko włączają silniki samochodów. Od poniedziałku na miejscu obecna jest również policja, oficjalnie po to, by zabezpieczać działania Straży Granicznej.

Straż Graniczna twierdzi również, że część koczujących została zabrana przez białoruskich strażników granicznych, którzy byli gotowi zabrać całą grupę. Pozostawili jednak na miejscu osoby, które nie chciały się oddalić.

„Presja migracyjna”

– My prowadzimy tam działania graniczne, których celem jest zachowanie nienaruszalności granic Polski. Robimy to od 30 lat i wiemy, co robimy. Mamy doświadczenie nie tylko z granic Polski, ale z granic zewnętrznych Unii Europejskiej. Z taką presją migracyjną mierzyliśmy się na tych granicach niejednokrotnie – powiedziała na antenie TVN24 rzeczniczka prasowa Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Tymczasem minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak zapowiedział, że na granicy z Białorusią wzniesiony zostanie – zamiast tymczasowych zasieków – solidny płot o wysokości 2,5 metra. – Więcej żołnierzy będzie zaangażowanych w pomoc Straży Granicznej. Wkrótce przedstawię szczegóły – napisał na Twitterze.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Kult „wyklętych” dotarł na kolej. Dworzec w Ciechanowie otrzymał patrona z NSZ

Moda na nazywanie wszystkiego imieniem ”żołnierzy wyklętych” ma się dobrze. Ni…