Działacze i działaczki Lewicy Razem z Poznania jak co roku uczcili pamięć kolejarzy zastrzelonych podczas demonstracji w 1920 r. Równo sto lat temu robotnicy domagali się wypłacenia należnego im dodatku drożyźnianego. Ministerstwo byłej Dzielnicy Pruskiej, zamiast przyjąć delegację, wysłało przeciwko kolejarzom policję, która bez litości strzelała do protestujących.

W kwietniu 1920 minął ponad rok od przyjęcia przez polski Sejm ustawy o wypłacaniu dodatku drożyźnianego, tzw. trzynastej pensji. Świadczenie to miało rozładowywać buntownicze, wręcz rewolucyjne nastroje wśród polskich robotników, dając pewne wsparcie im samym i ich rodzinom. Pieniądze dostali mieszkańcy terenów znajdujących się wcześniej pod władaniem rosyjskim i austro-węgierskim, natomiast Ministerstwo byłej Dzielnicy Pruskiej, chociaż w jego budżecie były fundusze, nie wywiązało się z obowiązku. Tymczasem sytuacja materialna poznańskich robotników była zła i stale się pogarszała. W kwietniu 1920 r. to w nich najbardziej uderzył dwukrotny wzrost cen. Dlatego pracownicy kolei najpierw domagali się negocjacji z ministerstwem, a kiedy stojący na jego czele endek Władysław Seyda nie potraktował ich poważnie – zorganizowali kolejną wielotysięczną demonstrację. Do niej właśnie padły strzały.

Od kul zginęło na miejscu siedmiu robotników, dwóch rannych zmarło później: byli to Kazimierz Bogdaszewski, Józef Dereziński, Stefan Domagała, Michał Dziembalski, Franciszek Krzyśko, Jan Mieloch, Marcin Ratajczak, Kazimierz Szkudlarek, Stanisław Tukaj. Trzydziestu zostało rannych. W kolejnych dniach reżimowa prasa podaje, że policjanci ratowali własne życie, broniąc się przed tłumem podjudzonym przez bolszewickich agitatorów lub przez Żydów. W rzeczywistości demonstranci walczyli o sprawy czysto bytowe.

Nie ustalono, czy strzelać nakazał minister Seyda, czy komisarz policji Karol Rzepecki; żaden nie został w ostatecznym rozrachunku poważnie ukarany za śmierć ludzi. Policjanci stanęli przed sądem, zostali jednak uniewinnieni. Zaległe „trzynastki” 1 maja 1920 r. zostały wypłacone.

Uroczystość zorganizowana przez poznański okręg Lewicy Razem, choć z powodu pandemii musiała ograniczyć się do przybycia kilkuosobowej delegacji, idącej w odstępach, z zasłoniętymi twarzami, i złożenia wieńca. Organizatorzy podkreślają jednak, że w dzisiejszych czasach, gdy dokonywane są kolejne uderzenia w prawa pracownicze, pamięć o ludziach, którzy upomnieli się o swoją godność, jest szczególnie potrzebna.

– Czy mówimy o walce o prawa pracownicze w czasie pandemii, o trudnej sytuacji w służbie zdrowia czy o haniebnych próbach całkowitego pozbawienia kobiet prawa do aborcji, pamiętajmy: nie ma „niewłaściwego” czasu na protest. Nie dajmy sobie zabrać praw pod płaszczykiem „wyższej konieczności”l nie dajmy się uciszać; nie dajmy sobie wmówić, że są „ważniejsze tematy”. Poznańscy kolejarze zrozumieli to sto lat temu i my dziś o tym nie zapominajmy – piszą na Facebooku działaczki i działacze z Wielkopolski.

Przemysław Czechanowski z zarządu poznańskiego okręgu podkreślił, że władze Poznania i województwa wielkopolskiego nigdy nie uczciły w należyty sposób pamięci protestujących robotników. Co roku tylko lewicowi aktywiści składają kwiaty pod tablicą na ścianie zamku cesarskiego.

– Jeżeli nie będziemy pamiętać o wydarzeniach sprzed 100 lat, to ich powtórka może i nas samych czekać. Zwłaszcza teraz, gdy Polska obsuwa się w autorytaryzm, a na wielu ważnych stanowiskach mamy osoby, które lubią działać „bez żadnego trybu” – podsumował.

patronite

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
    1. Panie Libarał. Protestuję. IPN bardzo dba o pamięć walk robotników o swoje prawa – dewastując pomniki im i ich walce poświęcone…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Czy koniec z dramatami lokatorów reprywatyzowanych kamienic?

Nareszcie. Sejmowa komisja, nomen omen, sprawiedliwości, pozytywnie zaopiniowała 8 lipca p…